Tajemnica pewnej glinianki

 

Opracowanie tematu powstało kilka lat temu. Publikowałam je kiedyś w innym miejscu, jednak postanowiłam wzbogacić go o kilka ciekawych szczegółów, fotografii bardzo istotnych rzeczy.

Prolog

Wszyscy doskonale wiedzą że każda glinianka, bagno, czy większe bajoro kryje w sobie zatopione depozyty a jeśli nie te to zapewne jest w niej czołg. Ludzka fantazja w tym temacie jest dalece rozwinięta.
Na tle tych wszystkich tajemniczych historii Oleśnickie glinianki nie pozostają w tyle i swój rzekomo zatopiony czołg mają. Wychodząc z założenia że w każdej bajce jest ziarno prawdy postanowiłam obalić ten mit, lub dowieść tego że faktycznie coś tam jest .

Do tej pory na ten temat powstawały tylko bajki opowiadane przy ognisku i innych okazjach nikt tak na dobrą sprawę nie pokusił się o dokładne śledztwo, ustalenie faktów popartych przez wydarzenia historyczne.
Zbieranie informacji  oraz świadków pamiętających wydarzenia związane z tym miejscem bądź ludzi  mogących cokolwiek do powiedzieć  przydatnego do rozwikłania tej zagadki zajęło mi prawie rok.
Historia tych glinianek jest wielowątkowa i bez pomocy  znajomych, mojego męża oraz  jego kolegów nie do poskładania w logiczny ciąg wydarzeń. W kilku miejscach mojej opowieści nie będę mogła wymienić np. nazwiska, lub konkretnego wydarzenia bo to może postawić kogoś w nazwijmy to kontrowersyjnym świetle.

O gliniance co cmentarzem się stała 

Glinianki o których tu napisze znajdowały się na Lucieniu, w tej chwili Lucień został wchłonięty przez Oleśnicę niezmienione zostały tylko nazwy ulic.
Już w 1871 r. wymieniona jest jedna cegielnia zatrudniająca 20 pracowników na mapie z 1893 r. widać dwie cegielnie (jedna poza terenem wsi). W 1912 r. już przy wsi istnieją trzy wyrobiska, co wskazuje że istniały duże pokłady gliny.
Kolejności powstawania poszczególnych glinianek nie będę tu opisywała bo jest to mało istotne.
Każda glinianka ma swą nazwę, najstarsza glinianka nosi nazwę „Na winiarni”. Nazwa prawdopodobnie wywodzi się stąd, że nieopodal a w zasadzie po przeciwnej stronie ulicy Wiejskiej  była winiarnia, która serwowała niskogatunkowe napoje wino-podobne czyli popularne jabole [Obrazek: smiley.gif] „patykiem pisane” itp. Nigdy nikt nie twierdził, że właśnie w tej gliniance jest czołg historia też to potwierdza ponieważ cegielnia nieopodal tej glinianki pracowała jeszcze po 1945 roku.

[Obrazek: 13.jpg]
1; Glinianka „Na winiarni”    2;”Beczka”    3;”Wyspa”    4;”Oczko”

[Obrazek: 14.jpg]
Glinianka „Na winiarni”

Niechlubną historię dopisały jej jednak czasy PRL. Gdy  latach 1981-86 budowano Oleśnickie osiedle Serbinów. Do tego osiedla doprowadzono rurociąg, niestety zostało to tak zaplanowane że rury i wykopy pociągnięto z węzła przy istniejących już blokach przy ulicy Klonowej przez park który po wojnie notabene był Niemieckim cmentarzem. Pomijając już fakt, że podczas wykopów szczątki ludzkie walały się po całym terenie i całej dzielnicy wszystkie wykopane kości zostały wywiezione i wsypane do tej glinianki. Pewnie dlatego, iż uznano tę gliniankę za najmniej odwiedzaną przez amatorów kąpieli.  Historia miasta o tym incydencie głucho milczy.

Numerkiem 3 oznaczyłam jako ciekawostkę  miejsce nie istniejącego  schronu? bunkra?. W jakim celu powstał jakie miał przeznaczenie nie udało mi się ustalić, na pewno graniczył z cmentarzem i dotrwał do lat 80- tych. Ukazał się w momencie prowadzenia wykopów. Składał się napewno z dwóch pomieszczeń przedzielonych drzwiami. Obecnie w tym miejscu przebiega chodnik.

[Obrazek: 9.jpg]
1 wykop pod rurociąg,  2 bunkier , 3 teren nieistniejącego cmentarza.

Po kilkudniowym nurkowaniu w tej gliniance po za zamulonym dnem nic godnego uwagi nie odkryliśmy, ciekawostką może być tylko to że pomimo upływu czasu ta glinianka w najgłębszym miejscu ma 13-15 m głębokości (część przypominająca Polskę)

[Obrazek: 14.jpg]
Glinianka;”na winiarni”

W odległości ok 1km znajdują się kolejne glinianki.
W wyrywkowej kolejności:

„Beczka” nazwa wzięta od zbiornika który stał na jednym z brzegów i do niego wypompowywano wodę.

„Wyspa” jak może wskazywać nazwa glinianka posiada wysepkę.

„Oczko”  glinianka najmniejsza i okrągła -jak oczko nieistniejąca już zasypana – dlaczego opiszę w dalszej części

[Obrazek: 12.jpg]
1; „wyspa’  2;”beczka”  3;”oczko”

Dwie z tych glinianek czyli wyspa i beczka były dzikimi Oleśnickimi kąpieliskami, miejsca odwiedzane nie tylko przez amatorów kąpieli ale i wędkarzy, oczko natomiast nie bardzo wiadomo czemu nie cieszyło się powodzeniem. Tu muszę posłużyć się opowieścią bohatera drugiego planu czyli mojego męża.

Otóż było one zarośnięte, bardzo głębokie i całe miejsce dość ponure. Mój mąż kąpał się w niej nie jeden, ba nie sto razy ale ogólnie nie lubił tego miejsca. Kąpiel utrudniały nie tylko krzaki ale i urwiste brzegi. 1,5 metra od brzegu było 4 metry głębokości im dalej tym głębiej. To było w czasach sklepów Baltona,  Pewex a na świecie nie było jeszcze stringów jak zwykł mawiać. Na jednym z brzegów stała praktycznie na urwisku stara wiata do suszenia tytoniu która z biegiem czasu dokończyła żywota w tejże gliniance.

[Obrazek: 11.jpg]
1; miejsce w którym była glinianka    2;pozostałości po ogrodzeniu glinianki   3; wiata na tytoń 

W wakacje przy ładnej pogodzie nie było praktycznie dnia by na gliniankach go nie było.
Z racji tego że lepiej pływał pod wodą niż na niej co zresztą zostało mu do dzisiaj beczkę i wyspę znał jak własną kieszeń. Oczywiście słyszał o tym że w gliniankach jest czołg jednak nie było to obiektem jego zainteresowania.

Jego dziadek który osiedlił się w Oleśnicy w 1945 roku doskonale znał glinianki z tego co opowiadał mojemu mężowi wiem gdzie był zbiornik na beczce, gdzie były pompy, tory po których wywożono  urobek.

[Obrazek: 8.jpg]
1; W tym miejscu stał słynny baniak- zbiornik od którego nazwę wzięła glinianka   2; W tym miejscu były szyny po których wywożono w wagonikach urobek (koniec strzałek najgłębsze miejsce glinianki)
[Obrazek: 1.jpg]
Beczka w 2017.

Jednak zawsze przestrzegał go „chcesz się kąpać na gliniankach to nie chodź na te za tory„ czyli wyspę i oczko. Oczywiście zawsze przy takich ostrzeżeniach musi paść pytanie -DLACZEGO. Odpowiedź była prosta bo tam są pociski i cholera wie co jeszcze.

[Obrazek: 15.jpg]
Kołem zaznaczyłam wyspę

[Obrazek: 4.jpg]
Wyspa 2017

Rozbudzona wyobraźnia młodego człowieka oczywiście przekładała się na kolejne pytania – a gdzie, a pokaż mi, e to bzdura tyle tam nurkowałem i nic nie trafiłem.
Niestety dziadek był nieugięty i poza tym że wskazał na wyspę nic nie powiedział więcej i nie wskazał miejsca z pociskami argumentując to tym że mój mąż będzie chciał je wyciągać. Tu niestety dziadek miał rację bo sam mąż przyznaje że zapewne taki by był tego finał.

Krótka historia pewnego spektaklu .

Tu dokładnej daty nie sposób ustalić, pamięć ludzka jest zawodna. Pan Stanisław będąc uczniem szkoły podstawowej nr 1 w Oleśnicy nie pamięta daty, pamięta że w którejś klasie 6 lub 7 przerabiali Pana Twardowskiego. Miała to być inscenizacja na całą szkołę zatem w przygotowaniach brała udział cała klasa. Jak wspomina udało się zorganizować kostiumy itd. Jednak problem był z orężem. Były propozycje by je zrobić z drewna. Z pomocą przyszła jedna z uczennic aby nie zdradzić tożsamości nazwijmy ją Agata. Otóż zaoferowała się że weźmie od brata szable i przyniesie, jednak któryś z uczniów musiał by z nią iść by to przynieść bo jest to dość ciężkie.
Na przedstawienie trafiły dwa miecze i dwie szable z czego jeden bardzo duży i ciężk. Jak przyznaje Pan Stanisław, nie były to repliki dlatego wzbudziły w męskiej części klasy wielki zachwyt. Na pytana skąd jej brat ma to wszystko – odpowiedziała, że z glinianki. Oczywiście uznano to za żart . Ile w tym może być prawdy.

Pan Stanisław jest osobą wiarygodną, nie miał interesu by kłamać i budować mit.
Dodał, że brat Agaty w tym czasie był studentem ASP.
Udało się to sprawdzić, znam nawet kierunek jaki studiował. Dzisiaj jest znanym i szanowanym artystą. Ale zostawmy już to, gdyż nie jest naszym celem szkodzić a poznać historię.

Gdy śmierć wyszła z wody. 

Tak należy rozpocząć tę część opowieści. Otóż pewnej niedzieli 23 czerwca 1991 roku o godzinie 20:45 może kilka minut wcześniejszej Oleśnicą wstrząsnęła potężna eksplozja. Mój mąż dobrze pamięta ten dzień – wybuch był tak potężny że kit w oknach ledwo utrzymał szyby. Oczywiście w ten dzień nie wiedział co się stało. Wszystkim wydawało się że to w pobliskich koszarach z czegoś strzelają. Niestety rzeczywistość okazała się bardziej brutalna.

Do wybuchu doszło w całkiem innej części Oleśnicy bo na ulicy Rzemieślniczej. Przyczyną wybuchu była detonacja pocisku. Sądząc po sile wybuchu był to pocisk artyleryjski.
Miejscowa prasa napisała o tym wydarzeniu dwa artykuły jednak oba bardzo przekłamane. Nie wiem czym kierował się redaktor gazety pisząc artykuł ale nie ustalił wszystkich faktów, pomylił miejsca  i ogólnie wyszła mu miejscowa sensacja w pigułce z dreszczykiem. Redakcja nawet nie pokusiła się o prawdziwe zdjęcie ponieważ to zamieszczone w artykule nie przedstawia glinianki a Oleśnickie stawy miejskie ale i tu była wyspa i tu zatem co za różnica. Przeczytać oryginał można tutaj.

http://jbc.jelenia-gora.pl/dlibra/docmetadata?id=3846

http://jbc.jelenia-gora.pl/dlibra/plain-content?id=3847 

Nie będę poprawiała gazety opisze swoją wersję wydarzeń którą znam od naocznych świadków tamtych wydarzeń.

Historia chłopca który puszczał UFO z saletry. 

Dariusz Koziatek to chłopak po trepanacji czaszki i zapaleniu opon mózgowych. Lubił majsterkowanie. Największa frajdę sprawiało mu eksperymentowanie z rzeczami które mogą wybuchać jak przykładowo puszki z karbidem. Zaklepywał w kapslu od wódki saletrę wymieszaną z cukrem robił dziurkę od dołu i podpalał – kapsel latał jak małe UFO. Mieszał sproszkowaną farbę srebrzankę z nadmanganianem potasu – to dawało niezły huk. Nie będę przytaczała opisów jego eksperymentów bo nie jest to przewodnik dla młodego pirotechnika.

Przełomem w jego pasji piromana było odkrycie jakiego dokonał na gliniankach. Jak się okazało znalazł pociski artyleryjskie, moździerzowe i granaty.

Te, jak powiedział ocalały świadek tych wydarzeń, przewiózł kilka razy na rowerze w parcianym worku na bagażniku i reklamówkach na kierownicy. Nie jak podawała gazeta samochodem. Te które nie zabrał były przygotowane do transportu w krzakach na gliniance. Prób rozbierania pocisków było kilka z rożnym skutkiem. Przeważnie udawało mu się oddzielić pocisk od łuski. W dzień poprzedzający omawiane zajście jeden z pocisków rozbierał w piwnicy, a że godzina była późna jeden z sąsiadów go pogonił do domu. Następnego dnia on wraz z siostrami i kolegami  z podwórka kontynuował rozbieranie tym razem już samych pocisków. Z opowieści pana który to przeżył, w trakcie wywiązała się kłótnia. Poszło o sposób zamocowania pocisku w murze obronnym ponieważ przydepnięty nogą i uderzany młotkiem się obracał.

Tu muszę napisać że gazeta błędnie podała jakoby pocisk został umieszczony w wyłomie muru. Mur posiada kwadratowe otwory które dawniej służyły do mocowania kramów kupieckich.

Pocisk został umieszczony w tymże otworze a Darek próbował odkręcić zapalnik za pomocą młotka i przecinaka. Jak relacjonował mój rozmówca, on pokłócony stał przy ulicy. Jedna z sióstr siedziała na ławce kilkanaście metrów od miejsca zdarzenia 10-15metrów. Po tylu latach trudno tę odległość ocenić, ławeczka już nie istnieje. Pan z którym rozmawiałam na początku nie chętnie chciał opowiadać dopiero gdy powiedziałam że jestem ze Stowarzyszenia Historycznego i chcę całą historię tego zajścia opowiedzieć bez przekłamań zgodził się na rozmowę. Przyznał że pomimo upływu ponad 25 lat jakie minęły od tego zdarzenia nie jest w stanie zapomnieć chwili po wybuchu. Cała trójka zginęła przeżyła tylko dziewczynka z ławki. To ona wskazała miejsce koło drzewa gdzie były ukryte kolejne pociski. Powiedziała też z której glinianki je wyciągnął. Po wybuchu widok był straszny wnętrzności pokrywały mur, trawę i pobliskie drzewa. Nie sposób było uporządkować teren, zatem użyto chloru do tego celu. Zajście upamiętnia kapliczka zawieszona na murze wisi do dziś jednak przez lata została przesunięta. Dawniej wisiała w miejscu wybuchu.

[Obrazek: 5.jpg]
Miejsce wybuchu

[Obrazek: 6.jpg]
Obecne miejsce kapliczki

I tu pojawia się kolejne przekłamanie z gazety w której jest wymieniona tylko glinianka Wyspa. Pociski pochodziły z glinianki najbliżej torów czyli Oczka, teren został ogrodzony i saperzy przystąpili do akcji. Kilka pocisków faktycznie było na brzegu ale to tylko te, które Darek przygotował do zabrania.

[Obrazek: 2.jpg]
Słupy po ogrodzeniu glinianki na tyle solidnie zamontowane ze przeżyły upływ czasu.

[Obrazek: 3.jpg]
Teren glinianki dziś linia drzew wyznaczała jej brzeg

Na temat tej operacji rozmawiałam z emerytowanym oficerem – majorem Wojciechem Kłodnickim.
Pocisków było tak dużo że nie sposób było ich wszystkich po wyciągać. Oczyszczony został tylko teren w odległości kilku metrów od brzegu. I wtedy padła decyzja by tę gliniankę zasypać.
To właśnie w tej gliniance nurkowie wzięli wóz za lufę od czołgu a nie jak podaje gazeta na Wyspie. Pytany o to zdarzenie stwierdził, że to wcale nie było tak. Z dna wystawała belka w zmąconej zamulonej wodzie wyglądało to  jak lufa. Jednak okazało się, że była to zwykła belka (najprawdopodobniej pozostałość po drewnianej wiacie na tytoń o której wspominał mój mąż).

W 1991 roku nie było już na Lucieniu koni i nikt wozów nie używał, zresztą taki wóz trzeba by było przetransportować na koniec wsi, i wrzucić do glinianki. Komu by się chciało i jaki w tym sens.
Przy okazji sprawdzono też czy nie kryją się jakieś niespodzianki na sąsiedniej gliniance czyli na Wyspie. Tu redaktor gazety akurat trafił i nie przekłamał faktów. Wyciągnięto ok 40 pocisków – prawdopodobnie to przed nimi ostrzegał mojego męża dziadek.

Psikus polega na tym że wszystkie opowieści o zatopionym czołgu były przypisywane Gliniance – Beczce. Tam niestety nic nie sprawdzano chyba uznano że jako glinianka położona najbliżej wsi nie kryje w sobie niespodzianek. Tajemnice Oczka już nie da się rozwiązać zostało zasypane, pozostaje pytanie skąd to wszystko się w niej wzięło na pewno nie było tak że po wyzwoleniu Oleśnicy cały powojenny złom wylądował właśnie w niej. Może tak było w przypadku Wyspy, która położona wśród pól stała się militarnym śmietnikiem i rolnicy co znaleźli tam wrzucili stąd te 37 pocisków jak podawała gazeta . Natomiast Oczko było położone najbliżej torów kolejowych. Tu kończy się powojenna historia Oleśnickich glinianek.

Trochę wojennej historii.

Początek wyzwalania Oleśnicy to noc z 20 na 21 stycznia 1945 roku.
Wieczorem 21.01. oddział radzieckich zwiadowców dotarł do Nieciszowa, ostrzeliwując Lucień z ręcznej broni. Nie było tam żadnych większych potyczek.

Natomiast pod koniec marca 1945 doszło do katastrofy kolejowej. Wtedy to dywizje II Armii wyładowywały się na stacji Oleśnica. Nie wiadomo czy pociągi się zderzyły, czy ktoś rozkręcił tory.  Brandkommando uszkadzało wszystko, co mogłoby służyć wojskom radzieckim. Akta II Armii nie wymieniają osób które tam zginęły z imienia i nazwiska. Wiadomo tylko, że w tej katastrofie śmierć poniosło 9 żołnierzy z 3 Dyw. Artylerii Przeciwlotniczej II Armii WP. Ofiar katastrofy mogło być więcej lecz tego już się nie dowiemy. Jeden z kolejarzy pracujących w Oleśnicy od marca 1945 roku twierdził, że ofiary wypadków z transportów kolejowych chowano obok torów aby nie wstrzymywać ruchu. Żołnierzy tych jednak ekshumowano i są pochowani na jednym z Oleśnickich cmentarzy.

W zamku oleśnickim stacjonuje oddział Czerwonego Krzyża przy Armii Czerwonej, którego zadaniem jest organizowanie zaopatrzenia i transportowania jeńców wyzwolonych z obozów na terenie Dolnego Śląska.
Oddziały „trofiejszczikow”  wywożą w ramach reparacji wojennych całe wyposażenie fabryk (podobno do ich transportu użyto ok. 60-80 składów pociągów). Prawdopodobnie także prawem „kaduka” wywożą wszystko, co wpadnie im w ręce. Część (głównie meble i małe maszyny) sprzedają za wódkę mieszkańcom lub szabrownikom.

Opisane wydarzenia mogą sugerować że do katastrofy doszło w rejonie glinianek to by wyjaśniało skąd w Oczku znalazło się tyle amunicji i wyposażenie zamku czyli opisywane wcześniej miecze itd.
Na pewno gdyby udało się ustalić pierwsze miejsce pochówku żołnierzy z tej katastrofy czyli gdzieś tam przy torach potwierdziłoby to miejsce katastrofy. Niestety nie posiadaliśmy odpowiedniego sprzętu a szkoda.
Tak oto po części wyjaśniła się tajemnica dwóch glinianek Oczka i Wyspy.

[Obrazek: 16.jpg]
1- oczko   2-linia torów kolejowych 

Gdzie ten czołg?

No właśnie gdzie ten czołg.

Straty Niemców podczas walk w Oleśnicę i w jej okolicach to ok. 15 czołgów. Zostało także spalonych ok. 60 transporterów, samochodów i motocykli. Resztki różnych czołgów (dział pancernych, transporterów itp.) usunięto dopiero w 1949 r.

Jest wręcz niemożliwe by w Oleśnickich gliniankach był zatopiony czołg. Zresztą skąd miałby się tam wziąć? Jak wspominałam na Lucieniu padło zaledwie kilka strzałów. W czasie przemieszczania się wojsk i oddziałów pancernych jest mało prawdopodobne by jakiś wjechał do glinianki. Wątpię też, że jakiś po wojnie tam wepchnięto przecież to nie waży 100 kg.
Co prawda była to zima teren prawie równy zaśnieżony ale są mapy wojska nie poruszały się na chybił trafił.

Epilog.

Podczas naszych poszukiwań bardziej wierzyliśmy w jakieś działo bądź jego elementy. Penetracja Wyspy zajęła nam tydzień z racji tego, że było ciepło i na wyspie było fajne miejsce na rozbicie namiotu, na biwak i sprawy w stylu, „pędzi ta lokomotywa jedna setka i dwa piwa [Obrazek: smiley.gif]„, a i nie trzeba było zwijać się codziennie z wyposażeniem. Teren bardzo zarośnięty nie odwiedzany przez wędkarzy ani zwolenników kąpieli, czyli brak wścibskich gapiów. Nie spieszyło nam się też z tego powodu, że nie do końca wierzyliśmy że 37 pocisków to wszystko co udało się znaleźć, stąd dalece posunięta ostrożność w trakcie nurkowania. Obecnie glinianka ta jest już strasznie zarośnięta i zamulona a poziom wody niższy o kilka metrów niż w czasach gdy była ona kąpieliskiem. Obecnie w najgłębszym miejscu ma 5 – 6 metrów głębokości a czy coś w niej jest… pewnie tylko wiedzą  karpie [Obrazek: smiley.gif].

Beczka – najbardziej rokująca ponieważ wszystkie opowieści na nią wskazywał. Nie przebadana przez wojsko, ale też będąca wiejskim wysypiskiem rzeczy zbędnych. Od drutu kolczastego po opony i rowery. W czasach swej świetności głęboka na 40m dziś zaledwie 8m.

Nurkowanie w niej to prawdziwa gehenna i nic ciekawego w niej nie ma poza wrakiem Fiata 126p. Być może w mule kryją się jakieś tajemnice. Jednak muł skrywa je na tyle skrzętnie że na dzień dzisiejszy nie da się ich odkryć. Może  to nie ostatni akt, bo dopóki glinianki są spektakl trwa i musi upłynąć następne 25 lat by poznać nowe fakty. Tu kończy się historia poszukiwań czołgu, podziękowania dla wszystkich którzy pomogli i dorzucili swój grosik do rozwikłania tej legendy.

1 thought on “Tajemnica pewnej glinianki

  1. Ciekawa historia o "innej Oleśnicy" niż z oficjalnych folderów.  Małe Ojczyzny są najciekawsze. Nie ma pustki. Wszędzie coś się działo i można coś znaleźć.  Lubie takie opowieści.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *