Komunistyczne zbrodnie: Gorajec 6.04.1945

Komunistyczne zbrodnie: Gorajec 6.04.1945

Wśród zamordowanych 6 kwietnia 1945 roku były 43 kobiety i 32 dzieci w wieku do 14 lat. Mordercami byli żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Żołnierze tej samej formacji (wtedy jeszcze Wojska Wewnętrzne) w marcu 1945 roku wymordowały kilkuset Ukraińców na terenie ówczesnego powiatu lubaczowskiego.

[Obrazek: 01.jpg]

KBW

W marcu 1945 w komunistycznej Polsce powstaje Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Powstał on na wzór szturmowych oddziałów sowieckiego NKWD. Przeznaczeniem tych oddziałów była walka z podziemiem niepodległościowym, zarówno polskim, jak i z ukraińskim.
W Lubaczowie zostaje sformowany 2. Samodzielny Batalion Operacyjny (SBO) Wojsk Wewnętrznych, który miał likwidować struktury UPA w terenie. Batalion ten działał tu przez kilka miesięcy i zasłynął z krwawych poczynań. Swą pierwszą akcję, jeszcze przed oficjalnym sformowaniem, przeprowadził w dniu 26 lutego w Kobylnicy Ruskiej. Wojsko razem z milicją wyruszyło, jak podaje rozkaz „w celu ujęcia wszystkich mężczyzn do sześćdziesiątego roku życia”. Zostało wówczas zastrzelonych od 27 do 60 osób, które próbowały uciekać, wieś została spalona, majątek zrabowany (według raportu, „inwentarz zarekwirowano”). Następnie, jak podaje Motyka, spalono wsie Masiuki i Sieniówka (Lubaczowskie); zginęło w nich 38 osób. Z relacji „Kreta” wynika, że przeprowadzono także akcję na Nowe Sioło (nie wiemy czy było to KBW), ale wieś ocaliła samoobrona. Żołnierz tego batalionu Lesław Jurewicz w swoich wspomnieniach pisze o okrucieństwie wojskowych: „do pojmanego gdzieś Ukraińca, starego już człowieka, strzelali ze śmiechem i na wyścigi”.

Kolejnym celem akcji pacyfikacyjnych KBW był Stary i Nowy Lubliniec – miejsca, jak podaje raport, „koncentracji organizującej się tam sotni UPA”. W przeprowadzonej 21 marca akcji w obu miejscowościach ginie 58 mieszkańców. Atak zostaje ponowiony 25 marca, wówczas „zniszczono miejscowość w 70%”. Cywilna ludność Lublińca bardzo ucierpiała podczas wojny – wspomniane napady nie były jedynymi: 14 maja 1944 partyzantka sowiecka zabiła 18 mieszkańców, 8 dni później polscy partyzanci podpalili wieś i zamordowali kilka osób (najwyżej 12), we wrześniu milicja rozstrzelała 33 lublinczan, kolejnych 8 wojsko w brutalny sposób zabiło podczas wysiedleń w 1946 roku.

Podczas każdej z tych akcji rabowano mienie: głównie bydło, konie, ubrania, płótno, żywność. Z relacji Jurewicza wiemy, że KBW było bardzo słabo uposażane. Jak wynika z jego wspomnień, zdarzyło się, że jeden z żołnierzy musiał ukrywać przed kolegami przysłaną z domu żywność. Prostym sposobem na zagwarantowanie sobie odpowiedniego poziomu życia było wykorzystanie bezbronnej ludności ukraińskiej. Skradzione rzeczy, których żołnierze nie potrzebowali, odsprzedawali ludności polskiej.

AKCJA NA GORAJEC

5 kwietnia o godz. 21 2. SBO wraz z milicjantami pod dowództwem ppłk. Szopińskiego wyruszył na kolejną akcję: otrzymał rozkaz zlikwidowania znajdującego się w Gorajcu sztabu UPA. W tym czasie we wsi żaden sztab nie stacjonował, znajdowała się w nim natomiast samoobrona oraz ludność cywilna.

O godzinie 4.50 następnego dnia podzielony na cztery grupy batalion zajął pozycje bojowe – okrążył Gorajec wraz z przysiółkami, o godzinie 5.00 przystąpił do ataku. Najpierw ostrzelał wieś z moździerza, potem zaatakowała ją piechota. Na opór napotkała grupa uderzająca ze wschodu, od strony Łówczy. Raport podaje, że „Nieprzyjaciel został zniszczony, wieś zdobyto o godz. 6.10”. Tempo przełamania obrony wsi (mniej niż godzina) oraz łatwość, z jaką to zrobiono (wystarczyła jedna grupa) wyklucza prawdopodobieństwo obecności sił UPA. Gdyby były tu skoncentrowane, stawiłyby zacięty i długi opór. Ponadto w danych osobowych kurenia pod datą 6 kwietnia nie odnotowuje się żadnych strat osobowych, ani informacji o jakiejkolwiek potyczce. Wydaje się niemal pewne, że siły polskie napotkały tam wyłącznie niewielkie oddziały samoobrony.

Tymczasem po usunięciu zgrupowania SKW wieś pozostała na niełasce żołnierzy. Rozpoczęła się masakra. Michajło Liwczanin „Semenenko” z horynieckiego SKW opowiada: „gdy dowiedzieli się, że we wsi nikogo nie ma, zaczęli atakować ze wszystkich stron, mordować mieszkańców, strzelać do kobiet i dzieci”. Wraz z wojskowymi do Gorajca przybyła cywilna ludność, być może zachęcona możliwością grabieży. Nie wiemy skąd przyszli, Semenenko spekuluje, że byli to dawni mieszkańcy Rudki: „(…) z którą Gorajec miał wrogie porachunki z dawnych czasów. Możliwe, że to Rudka tak zemściła się na nim?”. Nie wiemy, czy tak rzeczywiście było, jednak okoliczni Polacy z pewnością dobrze pamiętali o zbrodniach „Zalizniaka” sprzed roku, pamiętali także, gdzie utworzyła się znienawidzona przez nich sotnia.

[Obrazek: 02.jpg]

Krwawa rozprawa wojskowych, milicjantów i cywili na mieszkańcach Gorajca trwała 4 godziny. „Grupa mężczyzn, kobiet i dzieci zgromadzona została w ogrodzie sołtysa Grzegorza H. Żołnierze otworzyli do zgromadzonych ogień z karabinu, a rannych dobijali pojedynczymi strzałami z bliskiej odległości, ograbiając ciała z odzieży i obuwia” – czytamy w raporcie ze śledztwa IPN. Żołnierze podpalili też wiejskie zabudowania, w których płonęli żywcem ukrywający się w nich mieszkańcy. Gorajczan mordowano wszędzie: „w obrębie ich gospodarstw, na drogach, a także w czasie, gdy ci salwowali się ucieczką w stronę lasu”. Przy znęcaniu się nad ludnością „żołnierze krzyczeli, żeby „wyjeżdżali za Bug”, bo ich wszystkich wystrzelają”.

O godzinie 10.00 akcja zostaje zakończona – upomnieniem dowódcy, że rozkaz nie obejmował zabijania kobiet i dzieci. Wojsko wraz z zagrabionym ludności mieniem (40 krów, 14 koni, 100 owiec, dwa parokonne wozy, 2 świnie) powraca do koszar w Lubaczowie. Po drodze 30 żołnierzy wraz z dowódcą stacza jeszcze potyczkę z nieznanym oddziałem, być może resztkami gorajeckiej samoobrony.
Bilans akcji z 6 kwietnia jest tragiczny: życie straciło prawdopodobnie 155 osób, w tym 42 kobiety i 32 dzieci. Gorajec (wieś i folwark), przysiółek Kaczory oraz sąsiednie wsie – Piła i Chotylub zostały spalone, majątek zagrabiony przez żołnierzy.

IPN w przeprowadzonym śledztwie uznało, że akcja była samowolnym działaniem żołnierzy, a celem dowództwa była jedynie likwidacja ukraińskich sił zbrojnych, w związku z czym „czyny (…) nie zawierają znamion zbrodni komunistycznej”. Szersze spojrzenie na całą działalność II SBO zdaje się podważać tę tezę. Zbrodnicze akcje tego batalionu trwały 2 miesiące. Gdyby rzeczywiście były one niezgodne z polityką batalionu, dowódca powinien zareagować na nie już w pierwszych przypadkach, zaś po kolejnych morderstwach – wyciągnąć konsekwencje. Tymczasem żołnierze zostali ukarani jedynie upomnieniem. Wynika z tego, że w II. SBO zbrodnie spotykały się z milczącą zgodą, a być może nawet z aprobatą. Informacje o zachęcaniu bitych mieszkańców do „wyjazdu za Bug” sytuują zbrodnie w szerszej polityce wojska, mającej na celu zastraszenie ludności, by ta nie przeciwstawiała się wysiedleniom.

„UPOWSKA REPUBLIKA”

Na działania KBW Ukraińcy odpowiedzieli błyskawicznie. „Z Gorajca prawie cała młodzież poszła do UPA, sami się zgłaszali, bo chcieli zemścić się na wrogu z bronią w ręku” – opowiada Michajło Liwczanin „Semenko”. Po ostrych kłótniach dowództwo UPA postanowiło zmienić strategię działania. Kureń „Mesnyky” odchodzi od pasywnej dotąd taktyki, przejmuje inicjatywę i rozpoczyna ofensywę.
28 marca, jeszcze przed zbrodnią w Gorajcu, Zalizniak przeprowadza jednoczesną akcję na sieć posterunków polskiej milicji – niszczy 18 spośród nich, całkowicie dezorganizuje polską administrację na pobliskim terenie, rozbija stanice milicji w sąsiadujących z Gorajcem miejscowościach: m.in. w Łówczy, Bruśnie, Płazowie i Podemszczyźnie. Po tej akcji UPA całkowicie przejmuje kontrolę nad terenem. Jak opisuje Sztendera od tego momentu „KBW i pozostałe posterunki MO „uspokoiły się”; siedzieli w swoich punktach, z których wchodzili tylko większymi, gotowymi do boju grupami. W wsiach powstała „Upowska republika”. Jurewicz wspomina zaś, że „Na wschód (od Lubaczowa, przyp. moje) nie jeździliśmy. Był to teren opanowany przez UPA. Nazywaliśmy go Ukraina”. 29 kwietnia dochodzi do potyczki z NKWD we wsi Surmaczówka.

[Obrazek: 03.jpg]

UPA pali też cztery polskie wsie – Mołodycz, Wólkę Mołodycką, Groblę i Stare Sioło; w tym ostatnim pozbawia życia 17 osób. Do tragicznej sytuacji dochodzi także w Wiązownicy, gdzie Zalizniak w odpowiedzi na polskie zbrodnie (m.in. zastrzelenie w tej wsi 10 Ukraińców, głównie kobiet i dzieci) przeprowadza brutalną akcję, w wyniku której ginie 90 osób. Była to ostatnia operacja „Mesnyków” przeciw ludności cywilnej. 10 kwietnia, po zawarciu porozumienia z AK-WIN, wydany zostaje rozkaz zakazujący podejmowania akcji przeciwko cywilom.

23 kwietnia ma miejsce dziwna sytuacja. Pod tą datą w kronice sotni „Mesnyky II” znajdujemy notę: „Nasz wywiad doniósł, że przez Nowe Sioło przejeżdżała grupa uzbrojonych ludzi, która wyjechała w stronę Gorajca. Później okazało się, że była to część polskiej milicji i szturmówek z Lubaczowa, która poszła do lasu, uciekając przed bolszewikami. Uciekający Polacy nikogo nie zaczepiali”. Na wieść o nadejściu oddziału Wojsk Pogranicznych NKWD całe II. SBO, duża część milicji oraz funkcjonariuszy UB, zdezerterowała. Czego komunistyczne polskie oddziały obawiały się od sojuszniczych wojsk radzieckich? I, co więcej, te sojusznicze oddziały zajęły wówczas budynki w Lubaczowie i ostrzelały rynek! Być może trafnie wyjaśnia tę sprawę Sztendera, twierdząc, że NKWD dowiedziało się, iż milicja była infiltrowana przez AK. Dezercję wywołała, słuszna czy też nie, plotka, jaką usłyszał Jurewicz: „Sowieci rozbrajają polskich żołnierzy i wywożą na wschód”. Niemal cała jego kompania przyłącza się w okolicach Sieniawy do Armii Krajowej, część jej żołnierzy wróciła do Lubaczowa. Wydarzenie to kładzie kres działalności II. SBO na Lubaczowszczyźnie.

PANACHIDA

Po likwidacji polskiej milicji, dezercji KBW oraz porozumieniu z AK-WiN na Lubaczowszyźnie zapanowuje spokój. „Lato 1945 roku było w lubaczowskim (…) bardzo spokojne, co wykorzystaliśmy do szkolenia” – wspomina „Semenko”. Kureń liczył wtedy aż 6 sotni. Kronika sotni „Mesnyky II” odnotowuje ciekawy epizod z tego okresu.

W czerwcu sotnia ta stacjonowała w gorajeckim lesie. Wieczorem 25 czerwca komendant „Bałaj” wraz z 12 strzelcami wyruszył w stronę Gorajca. Tu, po sprawdzeniu czy jest bezpiecznie, obstawia stójką cmentarz i posyła po resztę oddziału oraz greckokatolickiego księdza z Żukowa. W nocy, o godzinie 22.00, rozpoczyna się panachida (nabożeństwo żałobne za zmarłych we Kościele wschodnim). „Zapalenie ogni, rozkaz baczność i ksiądz rozpoczął nabożeństwo żałobne” – opisuje sotenny kronikarz. – „Chór odśpiewuje kilka pieśni i kończy święto pieśnią Nie pora”. W takiej właśnie tajemniczej atmosferze – nocą, przy świetle zniczy, odbyło się pierwsze nabożeństwo w intencji zamordowanych mieszkańców Gorajca.

WYSIEDLENIA

Już od 1944 planowano przeprowadzić akcję wysiedleńczą, mającą na celu usunięcie Ukraińców z Polski. Zakładano, że będzie ona dobrowolna, lecz tak się nie stało. Do marca 1945 z PRL wyjechało zaledwie ok. 15% mieszkańców. Później inicjatywę przejęła armia, która postanawia zmusić niechcianą ludność do wyjazdu brutalnymi środkami. „We wrześniu 1945 r. po kilkumiesięcznej przerwie, wojsko ściągnęło większymi siłami do Lubaczowa i zaczęło wywozić ludzi na Ukrainę” – wspomina Semenko.
Ludność, by uniknąć wysiedleń i terroru wojska, ukrywała się w lasach – w nich powstawały obozy, w których chronili się miejscowi. Taki obóz znajdował się m.in. w głębinach lublinieckich lasów, za rzeką Studenicą.

Przyszedł czas na Gorajec. Wojsko po raz pierwszy pojawiło się w tej wsi w dniu 20 maja 1946 roku. Skontrolowało mieszkańców, jednemu z gospodarzy skradziono pieniądze (2000 zł). „Zabranie czegoś Ukraińcom uważane było za normalne, jako odpłata za pożogi, rzeź i rabunki na wschodzie” – wspomina Jurewicz.

[Obrazek: 04.jpg]

Od tego momentu rozpoczęły się coraz agresywniejsze akcje żołnierzy, czasem ich działania przybierały skandaliczne formy. Jak dowiadujemy się z kroniki sotni „Mesnyky II”, 21 maja roku „We wsi Gorajec, WP w liczbie 80 ludzi wysiedlało mieszkańców. Przy tej okazji, rozkopywali groby na cmentarzu i szukali schowanych cerkiewnych rzeczy. Wiele cerkiewnych rzeczy znaleźli, szaty i obrusy darli na onuce, a książki porozrzucali po cmentarzu. Kości wykopanych porozrzucali po cmentarzu i tak je zostawili. Był przypadek, że zwierzęta w mundurach WP rzucali w siebie czaszkami nieboszczyków”. W kolejnych dniach brutalność żołnierzy nasiliła się. 26 maja żołnierze zaaresztowali 13 osób, które „po kilku dniach mocno pobitych, wypuszczono”. Kolejnego dnia, chcąc zastraszyć ukrywających się, terroryzowani byli ci, którzy pozostali we wsi – starzy i chorzy: „Nad tymi WP znęcało się w nieludzki sposób, bili do nieprzytomności i wyrzucali na dwór. Po tym na wpół żywych, zrzucali na wozy, zwozili do Żukowa (…). Stamtąd zabrali ich do Lubaczowa”. Sposób prowadzenia wysiedlenia zaczyna przynosić „sukcesy”. 28 maja z Gorajca udaje się usunąć 19 rodzin, przy okazji dochodzi do kolejnych przestępstw: „7 żołnierzy złapało 17-letnią dziewczynę, zgwałcili ją, znaleziono ją później nieprzytomną. Tego samego dnia do Gorajca przyjechało 200 żołnierzy WP, którzy nocą biegali za kobietami, zaciągali je do pustych chat i gwałcili”. W ciągu następnych dni Polacy przeprowadzają poszukiwania ludzi w gorajeckim lesie (wyposażeni w pancerne samochody) oraz znowu przyjeżdżają do wsi, gdzie 30 maja wojsko „wyłapało resztki ukraińskich mieszkańców, przy czym niszczyli i ograbili cerkiew”. Mieszkańcy zostają doprowadzeni na stacje w Lubaczowie i Oleszycach, skąd są wywożeni do ZSRR. Jeszcze do 1947 we wsi pozostaje pewna liczba mieszkańców (przez cały czas nękana grabieżczymi akcjami WP – wiadomo, że miały one miejsce w dniach 24-27 czerwca; w jednej z nich zostaje złapany i aresztowany ranny strzelec UPA, ukrywający się u jednego z gospodarzy. Ostatnich 144 mieszkańców wsi wysiedlono podczas akcji „Wisła” na zachód Polski. Rok 1947 przynosi kres wielowiekowej obecności ukraińskiej ludności w Gorajcu.

Po usunięciu ludności i opustoszeniu okolicy, sytuacja partyzantów staje się coraz cięższa. Upowcy tracą wsparcie otoczenia, możliwość bezpiecznego noclegu, zdobycia wyżywienia. „Zrobiło się ciężko. Miesiąc gotowaliśmy żyto z wodą i jedliśmy. Nic więcej. W głowach kręciło się od głodu” – wspomina „Kret”. WP ostatecznie przejęło kontrolę nad terenem, upowcy nigdzie nie mogli czuć się bezpieczni: „(…) jednego wieczora wszedłem w sześć zasadzek: tyle było wszędzie wojska”. Przez pewien czas partyzanci próbują jeszcze działać, jednak w 1947 przychodzi decyzja o rozwiązaniu oddziału. „Kret” przez krótki czas ukrywa się w opuszczonym niemieckim bunkrze, później zostaje złapany przez wojsko. Sam „Zalizniak” przechodzi przez Karpaty na Czechosłowację, tam podaje się za węgierskiego żołnierza i zamieszkuje wraz z rodzicami w Wielkich Kapuszanach. W grudniu 1958 zostaje rozpoznany (według dokumentów UPA, został przez kogoś wydany) i oddany polskiemu sądowi. Wydarzenie to koresponduje z falą ostatecznej likwidacji upowskiego podziemia i zamachami kagiebistów na emigracyjnych działaczy OUN (zabójstwo Stepana Bandery i Lwa Rebeta). „Zbieżność dat zdaje się wykluczać możliwość przypadku” – twierdzi Grzegorz Motyka, spekulując, że schwytanie „Zalizniaka” było częścią zorganizowanej akcji KGB. Szpontak zostaje skazany na karę śmierci, którą później zamieniono na dożywocie. Po amnestii w listopadzie 1981 wraca do Czechosłowacji, umiera w 1989 roku (w Koszycach).

W PRL-u tragiczna historia konfliktu była przekłamywana bądź przemilczana. Nie wspominano o zbrodniach sił komunistycznych, również o tej w Gorajcu. Wedle oficjalnej wersji wydarzeń, wieś została zniszczona podczas walk z UPA. Niestety, do dziś w niektórych publikacjach możemy napotkać takie informacje.

[Obrazek: 05.jpg]

Po 1989 r. sytuacja się zmienia. Tragiczna historia regionu zaczyna być przedstawiana rzetelnie i prawdziwie. W 1992 roku w Nowym Lublińcu na miejscu zniszczonego w 1946 r. krzyża na mogile zabitych żołnierzy samoobrony zostaje postawiony pomnik. Gorajec godnego upamiętniania zbrodni nie doczekał się do dziś. Na mogile umieszczony jest wysoki brzozowy krzyż, obok niego – maleńka tabliczka informująca o tragicznym wydarzeniu.

* * *
Gorajec wiele wycierpiał podczas wojny i lat powojennych. Cywilni mieszkańcy, zarówno zabici przez sotnie „Zalizniaka”, jak i wymordowani przez oddziały KBW, byli niewinnymi ofiarami. Upamiętnienie ich wspólnym pomnikiem byłoby idealnym przykładem sąsiedzkiego pojednania i dziejowej sprawiedliwości. Nadarza się znakomita ku temu okazja – 6 kwietnia 2010 rok mija 65. rocznica zbrodni. Wiemy już, że tak się nie stanie. Miejmy jednak nadzieję, że prędzej czy później, wbrew wszelkim przeciwnościom, ofiary tego tragicznego konfliktu zostaną we właściwy sposób upamiętnione.
W 2010 roku z udziałem polskich władz w Gorajcu odsłonięto pomnik ku czci ofiar pacyfikacji. Stoi na dawnym cmentarzu greckokatolickim. Starania o zgodę na postawienie pomnika trwały 10 lat.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.