Hitler był bliższy zbudowania bomby atomowej, niż sądzono.

Hitler był bliższy zbudowania bomby atomowej, niż sądzono. Jego plan pomógł zniweczyć naukowiec-patriota
Neal Bascomb, przekład Mariusz Gądek

Klucz do zbudowania bomby atomowej i wygrania wojny leżał w Norwegii, w Vemork. Kontrolowali go Niemcy. Ale kilku upartych norweskich naukowców, wspartych przez alianckich szpiegów, postanowiło utrudnić nazistom życie.O trzeciej nad ranem 16 listopada 1943 roku, gdy sierżant dyżurny wyrwał z łóżka pilota Owena Roane’a, w 139 Amerykańskiej Bazie Lotniczej na wybrzeżu Morza Północnego przygotowania do zbliżającej się misji szły już pełną parą. […]

Lecieli do Norwegii, do miejsca o nazwie Rjukan. Mieli za zadanie zbombardować elektrownię i zakład produkcji wodoru Vemork, gdzie Niemcy produkowali jakiś „niezwykły materiał wybuchowy”.

Aby ograniczyć liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, atak miał zostać przeprowadzony w trakcie przerwy obiadowej. […] Wprawdzie nie zostało to powiedziane na głos, lecz Roane’owi towarzyszyło silne przekonanie, że cała ta fabryka Vemork stanowi bardzo ważny cel.

[Obrazek: 01.jpg]
‚The Bigassbird’, bombowiec B-29, który dokonał nalotu na elektrownię Vemork
(fot. ZA ZGODĄ 100 GRUPY BOMBOWEJ, http://WWW.100THBG.COM/materiały wydawnictwa Wielka Litera)

Okupowana przez nazistów Norwegia, 27 lutego 1943 roku

Dziewięciu narciarzy przecięło slalomem górskie zbocze. Grupa młodych mężczyzn zdawała się polegać bardziej na własnym instynkcie niż na słabym świetle księżyca. Przemknęli między sosnami i zjechali trawersem w dół stromego, nierównego stoku pokrytego gdzieniegdzie wykrotami, a gdzieniegdzie grubymi zaspami śniegu. Ubrani w białe kombinezony maskujące nałożone na mundury wojsk lądowych Brytyjskich Sił Zbrojnych mężczyźni wyglądali jak grasujące po lesie widma.

Poruszali się bezgłośnie niczym duchy, ciszę zakłócał jedynie szmer sunących po śniegu nart i co pewien czas odgłos uderzenia kijka o niedostrzeżoną w porę gałąź. Ciepły wiatr wiejący nieprzerwanie przez dolinę Vestfjord zagłuszał jednak nawet i te dźwięki. Mężczyźni liczyli na to, że wiatr zatrze również ich ślady. Kiedy pokonali półtora kilometra od chaty, która służyła im za bazę wypadową, las stał się zbyt gęsty, a zbocze zbyt strome, by mogli kontynuować wędrówkę inaczej niż na piechotę. Młodzi Norwegowie odpięli narty i zarzucili je na ramiona. Ale i tak poruszali się z wielkim trudem.

Objuczeni plecakami z 15 kilogramami sprzętu, a przy tym uzbrojeni w karabiny maszynowe, granaty, pistolety, materiały wybuchowe i noże, ślizgali się, zsuwali i brnęli przez ciężki, mokry śnieg. Pod ciężarem sprzętu zapadali się niekiedy po pas w zaspach. Sytuacji nie ułatwiała gęstniejąca ciemność, kiedy nisko wiszące chmury zaczęły przesłaniać księżyc.

[Obrazek: 02.jpg]
Rekonstrukcja operacji Gunnerside (HERO FILM/RONALD GRANT ARCHIVE/ ALAMY/mat. wyd. Wielka Litera)

W końcu las się przerzedził. Mężczyźni wyszli na drogę, która biegła przez północną część doliny Vestfjord w kierunku jeziora M?svatn na zachodzie oraz oddalonego o kilka kilometrów miasta Rjukan na wschodzie. Dokładnie na południu, po drugiej stronie stromego wąwozu rzeki M?na, znajdował się ich cel: Vemork.

Pomimo dużej odległości dzielącej ich od drugiego brzegu wąwozu oraz świszczącego im w uszach wiatru komandosi doskonale słyszeli ciche buczenie hydroelektrowni. Jej budynek wraz z ośmiopiętrowymi zakładami chemicznymi znajdował się na półce skalnej nad blisko dwustumetrową przepaścią, poniżej której w dolinie wiła się rzeka M?na. Dolina była tak głęboka, że promienie słoneczne rzadko docierały do jej najniższych partii.

Gdyby Hitler nie zaatakował Norwegii, a Niemcy nie przejęli kontroli nad fabryką, od Vemork biłby blask niczym z latarni morskiej. Ale teraz okna zakładów były zaciemnione ze względu na nocne naloty aliantów. W trzech miejscach nad doliną rozciągnięto również liny, aby zapobiec dziennym atakom nisko lecących bombowców.

Ciemna sylwetka fabryki przypominała imponującą fortecę wzniesioną na pokrytej lodem, skalistej grani. Pracownicy mogli się dostać do niej jedynie przez bacznie strzeżony wiszący most z jednopasmową drogą. Otaczające zbocza zostały zaminowane, a okoliczne tereny stale patrolowali żołnierze. Przygotowane były również reflektory, syreny, stanowiska karabinów maszynowych oraz stacjonujące w koszarach wojsko.

I właśnie do środka tej twierdzy zamierzała się włamać grupka komandosów. Stali na skraju drogi, z zafascynowaniem patrząc po raz pierwszy na Vemork. Nie potrzebowali dziennego światła, by wiedzieć, gdzie kryją się rozliczne zabezpieczenia fabryki. Przestudiowali w tym celu sterty zdjęć zwiadowczych, setki stron raportów, nauczyli się na pamięć planów budynku i dziesiątki razy przećwiczyli na jego makiecie zakładanie ładunków wybuchowych. Wszyscy znali na pamięć każdą ścieżkę, korytarz i klatkę schodową na terenie zakładów.

Nie oni pierwsi próbowali wysadzić Vemork w powietrze.

[Obrazek: 03.jpg]
Hydroelektrownia Vemork (fot. NORGES HJEMMEFRONTMUSEUM)

Podczas gdy w Europie, Rosji, Afryce Północnej i na Pacyfiku szalała wojna, a bataliony czołgów, eskadry bombowców, flotylle łodzi podwodnych i niszczycieli oraz miliony żołnierzy ścierały się ze sobą w globalnym konflikcie, zdaniem alianckich przywódców to właśnie ta ukryta na surowym norweskim pustkowiu fabryka była języczkiem u wagi, który miał rozstrzygnąć o zwycięstwie lub przegranej. […]

W 1933 roku młody, uznany norweski uczony Leif Tronstad oraz jego kolega ze studiów Jomar Brun, który kierował fabryką wodoru w Vemork, przedstawili Norsk Hydro propozycję zbudowania zakładu do produkcji ciężkiej wody. Nie byli do końca pewni, do czego ta substancja może zostać ostatecznie wykorzystana, ale jak Tronstad powtarzał często swoim studentom: „Najpierw technologia, potem przemysł i zastosowanie!”. Wiedzieli natomiast, że Vemork wraz z niewyczerpanymi zasobami taniej energii oraz wody stanowi idealny obiekt do takiej produkcji. […]

Wyścig o broń

W grudniu 1938 roku dwóch niemieckich chemików, Otto Hahn i jego młody asystent Fritz Strassmann, udowodniło, że neutron zderzający się z atomem uranu jest w stanie zrobić znacznie więcej, niż odłupać część jądra atomu lub zostać przez nie wchłonięty. Okazało się, że neutron potrafi rozbić atom na dwie części – proces ten nazwano rozszczepieniem jądra atomu.

Potencjalna moc atomu stała się jeszcze wyraźniejsza, gdy naukowcy odkryli, że rozszczepienie jądra uranu uwalniało dwa lub trzy szybko poruszające się neutrony, które działały jak detonatory. Neutrony z jednego atomu mogły dokonać rozszczepienia dwóch innych atomów. Neutrony z tych dwóch atomów rozszczepiały cztery kolejne. Cztery atomy detonowały osiem. Osiem atomów rozbijało szesnaście. Dzięki stale rosnącej liczbie szybko się poruszających, zderzających się ze sobą i rozszczepiających atomy w tempie wykładniczym neutronów naukowcy mogli wywołać tak zwaną reakcję łańcuchową i tym samym wytworzyć ogromne ilości energii. […]

W ciągu tygodnia od odkrycia Hahna amerykański fizyk J. Robert Oppenheimer naszkicował na tablicy w swojej pracowni projekt prymitywnej bomby. […]

16 września 1939 roku niemiecki naukowiec Kurt Diebner siedział w swoim gabinecie w głównej siedzibie Urzędu Uzbrojenia Wojsk Lądowych przy Hardenbergstraße 10 w Berlinie i czekał na ośmiu niemieckich fizyków, których wezwał kilka dni wcześniej. „Chodzi o bombę” – oznajmił podwładnemu, który sporządzał listę uczestników spotkania. […]

Kiedy najlepsi i najbystrzejsi niemieccy naukowcy przybyli tego wrześniowego dnia na Hardenbergstraße 10, w rękach trzymali walizki, nie wiedzieli bowiem, dokąd mogą zostać wysłani. Gdy zobaczyli, że na powitanie wyszedł im Diebner, uścisnęli mu z ulgą dłoń, mając przynajmniej pewność, że nie trafią na front. Zebrali się w sali konferencyjnej, gdzie powiedziano im, że według informacji zdobytych przez niemieckich szpiegów Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania prowadzą prace nad rozszczepieniem jądra atomu.[…]

Diebner poinformował zebranych, że zostali tu wezwani, aby wspólnie ustalić, czy można w praktyce okiełznać energię atomu i wykorzystać ją do produkcji broni lub elektryczności.[…] Dyskusja ciągnęła się godzinami, aż wreszcie uczeni doszli do porozumienia: „Jeśli istnieje choćby cień szansy, że uda się tego dokonać, powinniśmy się tym zająć” […]

W styczniu 1940 roku, kiedy coraz liczniejsze grono fizyków w grupie Diebnera domagało się własnych zapasów ciężkiej wody, jej planowane zamówienia wzrosły do 100 kilogramów każdego miesiąca. Norsk Hydro chciało znać przeznaczenie tak dużych ilości, ale eksperymenty z wykorzystaniem ciężkiej wody były teraz oznaczone kryptonimem SH-200 i stanowiły tajemnicę wojskową o wysokiej klauzuli poufności, dlatego przedstawiciel IG Farben odpowiedział na to pytanie milczeniem. Wkrótce jednak dzięki Jacques’owi Allierowi Norwegowie poznali prawdziwy cel tak dużych zamówień: chodziło o prace nad skonstruowaniem bomby atomowej.

[Na przełomie maja i czerwca 1940 r. naziści opanowali Norwegię. W 1941 r. Leif Tronstad ucieka do Londynu. Kontaktuje się z brytyjskim wojskiem i naukowcami. Już wie, po co Niemcom ciężka woda z hydroelektrowni w Vemork].

Miała ona posłużyć w badaniach jądrowych, potencjalnie zaś do skonstruowania bomby. Jedyną niewiadomą było, na jakim etapie znajdują się Niemcy w wyścigu o to, kto pierwszy ją wybuduje.

[Obrazek: 04.jpg]
Profesor Leif Tronstad i Jomar Brun, główny inżynier fabryki ciężkiej wody Vemork
(fot. NORSK INDUSTRIARBEIDERMUSEUM)

Rok 1943. Nalot na Vemork

Wszystko w samolocie Owena Roane’a, włącznie z błyskającymi światłami i jęczącymi hamulcami, nie mówiąc o otaczającym ich powietrzu, drżało od ryku silników. Z zaledwie minutowym opóźnieniem „Bigassbird II” zajął pozycję do startu. Roane puścił hamulce i ruszył wzdłuż pasa. Po przejechaniu 900 metrów otworzył przepustnicę na pełną moc i przy prędkości 200 kilometrów na godzinę wzniósł maszynę w ciemne niebo, po czym schował koła. Samolot niemal natychmiast zniknął w warstwie chmur. […]

O 11.43 przez niewielką lukę w pokrywie chmur bombardier Robert Peel dojrzał wreszcie fabrykę. Niemcy zaczęli tworzyć zasłonę dymną nad doliną, ale to nie wystarczało, by zamaskować cel.

– Bomby poszły! – zawołał w pewnym momencie Peel, spuszczając ładunek. Uwolniony nagle od ciężaru „Bigassbird II” podskoczył gwałtownie w górę. Peel obserwował, jak jego ważące 2000 kilogramów „jajeczka” trafiają w cel. Fala uderzeniowa zakołysała samolotem, który przez dziesięć sekund utrzymywał jeszcze ten sam kurs, aby dać wskazówkę znajdującej się za nim [Super]Fortecy [B29], gdzie ma zrzucić swój ładunek. Jeden za drugim nadlatywały następne dywizjony. Przez kolejne dwadzieścia minut samoloty o takich nazwach jak „Hang the Expense” (Pal sześć pieniądze), „Raunchy Wolf ” (Sprośny Wilk) czy „Slow Joe” (Powolny Joe) siały zniszczenie na terenie Vemork. Te bombowce, które nie zdążyły zrzucić ładunku przy pierwszym podejściu, zawracały i próbowały ponownie, przedzierając się przez mgłę ze smug kondensacyjnych oraz kłęby dymu.

Obszarem Vemork i otaczającymi fabrykę terenami wstrząsnęło ogółem eksplozji. Niektóre bomby spadły w dolinę i okoliczne lasy, nie wyrządzając żadnych szkód. Inne trafiły w kanały, uszkadzając dziewięć rurociągów, z których wylały się tony wody w dół doliny. Most wiszący uległ rozerwaniu i zwisał z południowej ściany urwiska. Trzy bezpośrednie trafienia w elektrownię rozdarły częściowo jej dach, zniszczyły dwa generatory, zaś pozostałe uszkodziły. Bomby kompletnie zburzyły również dwa górne piętra w zachodnim narożniku zakładów wodorowych. Kilka domów w Vemork i Vaer zostało zrównanych z ziemią, a te, które nie ucierpiały bezpośrednio w wyniku eksplozji, zniszczyły latające kamienie, odłamki i pożary. Wszędzie bowiem pojawiły się czerwono-zielono-pomarańczowe płomienie.

[Obrazek: 05.jpg]
Amerykańskie bombowce szykują się do ataku na Vemork (NORGES HJEMMEFRONTMUSEUM)

Przebywający w Rjukan oficer SS nazwiskiem Muggenthaler zdołał znaleźć schronienie w trakcie bombardowania, ale kawałek gruzu rozorał mu twarz. W swych pierwszych depeszach do Oslo i Berlina Muggenthaler odmalował ponury obraz zniszczeń, jakie widział podczas ataku i po jego zakończeniu. Wiele elementów w Vemork wymagało natychmiastowej naprawy: rurociągi, most, generatory, jak również część sprzętu i zakład produkcji wodoru30. Dokładna inspekcja całej fabryki wykazała jednak, że „zakład wysokiego stężania SH-200” ani trochę nie ucierpiał.

***

Walka o to, która ze stron wojny pierwsza zbuduje bombę atomową, jeszcze się nie skończyła. Nalot Owena Roane’a i jego kolegów był jednym z wielu aktów sabotażu aliantów wobec wytwórni ciężkiej wody. Cel był jeden – spowolnić budowę niemieckiej bomby atomowej. Kluczowa dla całej operacji okazała się akcja norweskich komandosów o kryptonimie „Operacja Gunnerside”. Szerzej przeczytasz o niej w książce „Zimowa Forteca” Neala Bascombe’a, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

[Obrazek: 06.jpg]
Z lewej okładka książki ‚Zimowa forteca’,
z prawej niemieckie oddziały maszerują ulicami Oslo w maju 1940 roku
(fot. mat. wyd. Wielka Litera/National Archives of Norway)

Neal Bascomb. Były dziennikarz, pisał m.in. dla New York Times, Wall Street Journal i Los Angeles Times. Autor książek m.in. „Wytropić Eichmanna”, „Czerwony bunt’, „The Perfect Mile”, które wydano w 15 krajach. Zajmuje się sprawami międzynarodowymi, specjalizuje się w historii II wojny światowej.

źródło

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.