Tęsknota za wolnością

Oryginalny pamiętnik pisany w czasie wojny w okupowanej Warszawie przez 16-letnia Annę Hinel został przekazany do Archiwum Muzeum. Jego autorka zginęła w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz 19 marca 1943 r. Miała wówczas 19 lat.

Archiwum Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau

Anna Maria Hinel urodziła się 31 stycznia 1924 r. w Warszawie. Była jedynym dzieckiem Jadwigi i Wawrzyńca Hinelów. W czerwcu 1939 r. ukończyła trzecią klasę w Gimnazjum im. Królowej Jadwigi. Kiedy we wrześniu 1939 r. wybuchła II wojna światowa, Anna zaczęła pisać pamiętnik, który wiele lat później jej ojciec odnalazł pod deskami podłogi w kuchni ich mieszkania. Zawarte w nim zapisy z okresu wrzesień 1939 – sierpień 1940 r. są świadectwem okrutnej prawdy o tamtym czasie i pokazują, co przeżywali ludzie w bombardowanej Warszawie.

Anna powierzyła kartkom swego pamiętnika swoje rozterki, swój ból, a także bunt przeciwko temu co się wydarzyło. Czytelnik może więc wraz z nią przeżywać to wszystko czego ona doświadczała, a na podstawie jej przeżyć, pragnień, nastrojów, poznać również losy jej rówieśników, pozbawionych przez wojnę normalnego dzieciństwa, radości dorastania, możliwości zdobywania wiedzy oraz ich postawę wobec okupanta — powiedziała Jadwiga Dąbrowska, z Biura ds. współpracy z Byłymi Więźniami.

W okupowanej Warszawie Anna Hinel dostała się na tajne komplety, prowadzone przez nauczycielki jej dawnego gimnazjum, m.in. Annę Białokurową i Halinę Nieniewską. Do egzaminu maturalnego nie zdążyła już jednak przystąpić. W nocy z 28 na 29 kwietnia 1942 r. została aresztowana i osadzona w więzieniu „Pawiak”, w oddziale kobiecym zwanym „Serbią”. To samo spotkało jej szkolne koleżanki oraz obydwie nauczycielki, które działały w Wydziale Łączności Konspiracyjnej ZWZ/AK z obozami jenieckimi i ośrodkami robotniczymi w Niemczech. Do przebywających tam osób wysyłano korespondencję, a odpowiedzi – aby nie wzbudzić podejrzeń – były kierowane na adresy uczennic nauczycielek. Na skutek zdrady akcja wyszła na jaw.

Przez kilka miesięcy cała grupa była poddawana brutalnym przesłuchaniom. Na Pawiaku życie straciły obie nauczycielki. Po zakończeniu śledztwa, 13 listopada 1942 r. dziewczęta deportowano do niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz, gdzie Anna otrzymała numer 24447 — powiedział Szymon Kowalski, zastępca kierownika Archiwum Muzeum.

Anna Maria Hinel zginęła w obozie 19 marca 1943 r. w wieku 19 lat. Po pewnym czasie przesłano rodzicom Anny jej osobiste rzeczy. Wśród nich znaleziono wiersz napisany przez Annę, zatytułowany: „Tęsknota za wolnością”. Oto jego fragment:

Ponure dni, jak strumień łez płyną
Ponure dni dumań gorzkich są….
Hen, w siną dal patrzą moje oczy,
Spowite smutku szarą mgłą
Daleko gdzieś pozostał dom i bliscy.
Mnie rzucił los w odmęty niezbadanych dróg.
Czy mnie czekają i czy żyją wszyscy?
Czy ich zachował dobry Bóg?
Tęsknota za wolnością – to treść całego dnia,
Przygniata moje myśli i hen, daleko gna…
Tęsknotą za wolnością łka echo moich skarg,
Tęsknotą łka piosenka płynąca z moich warg…
Gdy nie śpię w noc, ponuro wołam w przestrzeń,
Wśród nocnych mgieł, bez echa kona duszy jęk…
Wiatr mnie otula szalem swych westchnień
…on jeden pojął każdy dźwięk…

Marzeniem ojca Anny było, by świat poznał losy jego córki i to marzenie zostało spełnione przez Stanisława Majewskiego, który w 1980 r. wydał książkę zatytułowaną „Anna Maria”. Opublikowano w niej zreprodukowane i odczytane karty pamiętnika. Na jego bazie Majewski zrekonstruował historię dziewczyny, pokazując przy tym bogactwo przedwojennego warszawskiego życia i jego destrukcję w latach wojennych. Małżonka autora, Barbara Majewska, przekazała oryginalny pamiętnik Anny Hinel do Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Fragmenty pamiętnika Anny Hinel

30 września 1939 r. (pierwszy wpis)

Warszawa się poddała, tymi słowy muszę niestety zacząć mój pamiętnik, który właściwie miałam pisać dużo wcześniej, bo od początku wojny. Ale to jeszcze nic straconego. Wszystkie przeżycia utkwiły mi mocno w pamięci tak, że spiszę je wszystkie, aby mieć pewną całość. Wojna nie została wypowiedziana, wybuchła ona 1 września w piątek, gdy Niemcy nielegalnie przekroczyły granicę polską.

Do ostatniej chwili nie wierzyłam w możliwość wybuchu wojny, wydało mi się to nieprawdopodobne i dalekie. Byłam na tyle naiwna, że chciałam wojny jako pewnej odmiany, po części z lenistwa i z ciekawości, jakże szybko zmieniłam zdanie. […] Zaczęło się na pozór niewinnie, trochę strzałów, warkot samolotu i nic, ale od zachodu szła ku nam nawała niemiecka bezwzględna i nieubłagana – jak sama śmierć. Na wsi nie czuć było podniecenia, wszyscy myśleli, że to tylko próbne naloty, dopiero w mieście zetknęliśmy się oko w oko z groźną rzeczywistością. Słowo wojna usłyszałam po raz pierwszy z ust spikera czytającego tekst orędzia prezydenta Mościckiego. W domu wciągnęłam się od razu w atmosferę wojenną, trzeba było na gwałt zaklejać okna paskami i uszczelniać, szyć tampony, przygotowywać roztwór sody oczyszczonej. Wszystko to potem okazało się nonsensowne i bezcelowe.


13 stycznia 1940 r.

Dziś mróz nieco zelżał, straszne były te ostatnie dni, gdy termometr spadł poniżej 30° mrozu, a ludzie zabijali się o kawałek węgla. Wybieramy się na sanki do Frascati by za cenę siniaków i skaleczeń kupić sobie trochę tej radosnej przyjemności. Gdyśmy wychodzili z bramy wnosili właśnie trupy dzieci na noszach przykryte kocami. Jedno było odkryte (…) Nie było jednak czasu na refleksje choćby najsłuszniejsze: strzały padały gęsto, a my biegnąc pod płotem patrzyliśmy tylko, czy żadne z nas nie padło.

Nie zapomnę nigdy wrażenia z jakim schodziłam do piwnicy, zdawało mi się, że przede mną otwiera się czarny grób, z którego nie ma wyjścia ani ratunku.

14 stycznia 1940 r.

(…) I wtedy padło pytanie po raz pierwszy zadane „dlaczego?” W imię jakich prawd wielkich, niebotycznych ideałów pozwalają ludziom ginąć setkami w okropny sposób, w jaki giną teraz mieszkańcy Warszawy. Z rozpaczliwą zaciekłością roztrząsali zagadnienia bytu i niebytu ci pobladli, trzęsący się ze strachu ludzie, że nie, że nie powinni za wszelką cenę dopuścić do masowych rzezi. Dopuścić do oblężenia w milionowym mieście – to zbrodnia wołająca o pomstę do nieba. Siła państwa polega na narodzie, gdy naród wyginie, cóż zostanie? – wołali, a pozorna logika tego twierdzenia podsycała ich tchórzowską odwagę. Z uporem burzyli stare bóstwa nie mogąc na ich miejsce postawić nowych. Zarysował się typowy rozdźwięk między starymi a młodymi. Starzy uważali, że nas zdradzono, oszukano, wydano na śmierć – młodzi odnosili się do tego jak do bluźnierstwa, pełni nieco naciągniętego optymizmu. A jednak ci pierwsi mieli rację, w tym tkwił tragizm sytuacji, mieli rację, a prawda, obdarta ze złudzeń, okrutna i bezlitosna – wyglądała z każdego słowa. Ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy o tym.

23 stycznia 1940 r.

Dni płyną jednostajnie, podobne do siebie jak krople wody. Mogłabym dokładnie określić co będę robiła jutro i za tydzień i za miesiąc. Życie stało się puste, gdy zabrakło jej istotnej treści – szkoły.

13 maja 1940 r.

Przerwana nauka i wiążąca się z tym bezpośrednio sprawa wywozu do Niemiec, używam celowo tego wyrazu „wywóz” ponieważ lepiej on maluje sytuację niż „wyjazd na przymusowe roboty”. Tak, wywóz ludzi, tak jak wywóz bydła na odkrytych platformach i gonionych, wyłapywanych na ulicach, zabijanych i zakłuwanych bagnetami przy każdej próbie ucieczki. Granica wieku od 16 do 25 lat zaznaczona w odpowiednim ogłoszeniu nie jest wcale przestrzegana. Widziałam ludzi powyżej lat 50 i dzieci poniżej 14 ciągniętych do zakrytych wozów dziwnie podobnych do karawanów przynajmniej w moich oczach. Krążą pogłoski o morderczych transfuzjach krwi, dokonywanych na dzieciach, które to wypadki kończą się w większej części śmiercią ofiar. Wypijają z nas krew dosłownie. Dobrze, że nie jestem okazem kwitnącego zdrowia. Nędzny wygląd też czasem się przyda, ale z drugiej strony szepcą sobie na ucho takie okropne wieści o samym wywozie, że robi mi się na przemian to zimno to gorąco, gdy myślę o tym. W ogóle ogarnia mnie to okropny zwierzęcy strach przed mającym nastąpić nieszczęściem, to znów obojętność, jakby to wszystko zupełnie mnie nie dotyczyło. Mówią, że wszystko zależy od losu szczęścia i przypadku. Więc cała moja przyszłość zależy tylko i jedynie od przypadku, więc mało znaczące głupstewko zadecyduje o moim życiu?

5 sierpnia 1940 r. (ostatni wpis)

Życie jest ciągłym przedzieraniem się przez gąszcz kłopotów i trosk. Kłopoty czają się ze wszystkich stron, otaczają nas, naigrywając się zimnym bezosobowym obliczem, odciągając nasze myśli, pragnienia, uczucia wciąż ku sobie. Samo życie jest jednym wielkim kłopotem, którego się pozbywamy wraz ze śmiercią. wtedy następuje koniec, cisza, mrok, ponury, przyjazny mrok, który złagadza ostrość konturów, kładzie miękką, matową, jednaką na wszystko zasłonę.

http://auschwitz.org, polskatimes.pl, 19.03.2013

Tablica upamiętniająca Annę Marię Hinel na budynku przy ul. Floriańskiej 8 w Warszawie


Autor: Majewski, Stanisław (1928-2001)
Temat: Hinel, Anna Maria (1924-1943), Auschwitz-Birkenau (niemiecki obóz koncentracyjny) Młodzież Polska 1939-1945 r., Wojna 1939-1945 r. Polska Wojna 1939-1945 r. martyrologia Polska
Rok wydania: 1980
Wydawca: Warszawa: Młodzieżowa Agencja Wydawnicza
Uwagi : Zawiera także tekst i facsimile pamiętnika Anny Marii Hinel
Gatunek / Forma: Pamiętniki polskie 1939-1945 r., Biografia

Anna Maria Hinel – wikipedia

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.