Czy na pewno zapomniani wolnomyśliciele?

Musiałam tam pojechać. To było silne przekonanie że tak musi być! Zadzwoniłam rano do Informacji Turystycznej w Szklarskiej Porębie żeby dowiedzieć się u osób w końcu dobrze poinformowanych o drogę, i…. pudło… Młody głos chłopaka oznajmił mi że tam nie ma drogi. Trzeba dojechać do kościoła i stamtąd ścieżką, blisko… już widać… porównałam z mapą i już domyśliłam się, że chłopak nie wie o czym ja mówię… dla niego cmentarz wolnomyślicieli to jest to samo co cmentarz ewangelicki… No dziękuję za taka informację turystyczną! Machnęłam ręką na to, nawet nie zdenerwowałam się, byłam spokojna, bo wiedziałam że i tak tam dotrę, bo coś mnie poprowadzi. Choć pogoda nie była „pewna”, coś mnie tam gnało, wołało i dziwnie bardzo się cieszyłam że tam jadę. Prawie nie wierzyłam że gdziekolwiek jest jeszcze ul. Waryńskiego. Reszta to było jak czary! Wybrałam domek nr 9, który jak mi się zdawało był najbliżej „tego” miejsca. Dalej to już była moja inwencja.
 
Na schodkach siedziała młoda kobieta i obierała ziemniaki. Zapytałam o cmentarzyk i mile się uśmiechnęła, bez niechęci, czy złości usiłowała wytłumaczyć jak tam trafić. Do mojej suczki podbiegł rudy „kawaler” i też miło się przywitał, ale chyba nie był w jej guście, bo warknęła na niego. Chyba miałam minę dość bezradną, bo w końcu kobieta poprowadziła nas przez swoje podwórko, wśród rozwieszonego prania, wskazała wąską ścieżkę wzdłuż ogrodzenia sąsiedniego już domu.
 
– Trzeba iść tą ścieżką aż do torów, a potem za torami zaraz skręcić w lewo. Ścieżka pójdzie w prawo, a do cmentarza trzeba w lewo – powiedziała i uśmiechnęła się przyjaźnie.
– Ale tam jest tylko jeden nagrobek- powiedziała jeszcze, chyba bardziej dla informacji niż w celu zniechęcenia nas do odwiedzenia wolnomyślicieli.
– Nie szkodzi – może być tylko jeden – chcemy go obejrzeć. Dzięki bardzo – podziękowałam jej z uśmiechem.
 
To zaczynamy. Do torów nie było daleko, może ze sto metrów, wśród sosen i kamieni. Niebezpieczne było przejście przez tory kolejowe. W obu kierunkach tory znikały za zakrętem w lesie. Pomyślałam sobie, że nie wiem czy można zdążyć przed rozpędzonym nadjeżdżającym pociągiem, prowadząc psa na smyczy po podkładach kolejowych, szynach i kamieniach. Ale udało się.  Tak, tory już za nami, ale ścieżki w lewo nie ma… „Zaraz w lewo”. Ciekawe jak „zaraz” przeliczyć na metry? Za torami jest ściana młodego lasu. Trzeba się przedzierać. Ale ścieżka która odbiegała w prawo prowadziła na łąkę, obeszłam więc młody las i stwierdziłam że nie jest wielki. Może 100 x 100 m. To w nim powinien być cmentarz. Jeżeli nie trafię to będę chodzić „zygzakiem” po tym lasku… i znajdę… Jakimś cudem przechodząc wśród kamieni zobaczyłam wysoki obeliski, którego szukałam. Ucieszyłam się jakbym odwiedziła przyjaciół którzy długo na mnie czekali. To było niesamowite. Obelisk z płomieniem i tekstem,  obok przewrócone inne obeliski, z mogił wyrastały te młode drzewka.
 
 
 
 
 
 
 
 
Dalej na drzewie zauważyłam kartki z wydrukowanym tekstem. Sentencja Szymborskiej bardzo tu pasuje „Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci”.
 
 
 
 
 
 
Jak się okazało, nagrobków wcale nie było tak mało. Kamienne obramienia, płyty, dziwne kamienie o regularnych kształtach. Była też ciekawa płyta z wizerunkiem urny, a małe groby wcale nie świadczyły o pochówku dziecka. To były groby z urnami.
 
 
 
 
 
 
Osoba urodzona 18.02.1848 r. a zmarła w kwietniu 1922 r. Mocno zaskoczyło mnie natomiast, że pod drzewem leżały cztery wypalone znicze. A więc ktoś ich pamięta… (Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci). Nawet byłam wdzięczna za „te śmieci” tak łaskawe w swej wymowie… Kiedyś na tym cmentarzu było także kolumbarium do pochówku urn, ale zlikwidowane w latach 60  ubiegłego wieku, a materiał wykorzystany jako budulec do sąsiednich domów. W którym miejscu stała ta ściana? Może ktoś wie.
 
 
 
 
Powojenni mieszkańcy Szklarskiej Poręby, którzy wiedzieli o istnieniu nekropolii, nie znajdując nigdzie symbolu krzyża, uważali że jest to miejsce pochówku nie ochrzczonych dzieci, samobójców lub ofiar zarazy.
 
 
 
 
Teraz droga wydaje mi się prosta. Jeszcze tam wrócę! Ale to jeszcze nie koniec… coś mnie „zmusiło” żeby zabrać mały kamyczek z cmentarza i zabrałam… już teraz „Czciciele słońca” nie popadną w zapomnienie. Może po to coś mnie tam wzywało, chcę tak myśleć… może coś mi przekazali… prośbę o pamięć !?
Idąc z powrotem, za  torami  zauważyłam także zarysy jakiejś budowli, była na wysokości cmentarzyka. Czy miała z nim związek?? Nie wiem.
 
 
 
 
 
 
 
 
Cmentarz pomimo zarastania i znikania, nie sprawiał ponurego wrażenia. Być może dlatego, że kiedyś stamtąd roztaczał się piękny widok na Śnieżne Kotły i po wykarczowaniu drzewek znów taki może być! Z pagórka z cmentarzem emanował na mnie jakiś filozoficzny spokój. Może ci którzy tam leżą, już dostali „światłość wiekuistą”?
 
Wolnomyślicielstwo (ang. free-thinking) – wg. Wikipedii to ideologia, ruch społeczny zapoczątkowany w dobie Oświecenia przeciwny wszelkim dogmatom, odwołujący się do idei liberalizmu politycznego, społecznego i wyznaniowego, a zasadzający się na poglądzie, iż sądy należy formułować na podstawie wiedzy naukowej i rozumowania logicznego, bez odwoływania się do argumentów religijnych czy tradycji; określenie wolnomyśliciel bywa traktowane jako synonim określenia ateista, chociaż wolnomyśliciel niekoniecznie jest ateistą.
 
 
Ciekawy artykuł zamieszczono także w lokalnej prasie: maszemiasto.pl – tajemnicza nekropolia

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.