Pierwsze lata rządów Napoleona we Francji nie miały, aż tak wielkiego znaczenia dla polityki prowadzonej przez Królestwo Pruskie. Sytuacja zmieniła się diametralnie pod koniec 1805 roku kiedy to wojska francuskie pobiły armię austiacką i rosyjską. W dalszej części postaram się przedstawić jakie piętno na mieszkańcach Pomorza odcisnęła wojna prusko francuska, okres okupacji i stworzenie VI koalicji antyfrancuskiej, nazywanej w historii pruskiej, a później niemieckiej ,,Wielką wojną wyzwoleńczą”.

Kilka dziesięcioleci po zakończeniu wojny siedmioletniej do Królestwa Prus i jego prowincji znów dotarły nieprzyjacielskie wojska. Konflikt pomiędzy królem pruskim Fryderykiem Wilhelmem, a Napoleonem powstał poprzez konflikt interesów w księstwie Hanoweru. Król Fryderyk chciał rozszerzyć wpływy pruskie o państwa w północnych Niemczech. Napoleon miał jednak inną wizję. Chciał utworzenia z państw niemieckich własnego protektoratu pod przewodnictwem Francji, niezależnego od wpływów pruskich i austriackich. Berlin sprowokowany notą dyplomatyczną o tym, iż Hanower nie przypadnie Prusom, zmusił Fryderyka Wilhelma do wypowiedzenia wojny Napoleonowi. W tym czasie armia pruska była bardzo zacofana pod względem wyszkolenia, wyposażenia, kadry dowódczej oraz taktyki i strategii, którą się kierowała. 14 października 1806 roku doszło do dwóch równoległych bitew pod Jeną i Auerstedt na terenie dzisiejszej Turyngii. Połączone wojska pruskie i saksońskie poniosły w tych bitwach porażkę, co przesądziło o dalszym losie tej wojny. W niedługim czasie wojska francuskie zajęły Berlin, Szczecin i Kostrzyn. Pomorze i Nowa Marchia od tej pory stały się prowincjami okupowanymi. W tej sytuacji reszta armii pruskiej musiała przejść do obrony. Zaczęto umacniać i powiększać załogę twierdzy w Kołobrzegu przygotowując ją do długotrwałego oblężenia. Od tego momentu Świdwin musiał na rozkaz francuskich wojsk okupacyjnych dostarczać zaopatrzenie dla żołnierzy przebywających w regionie. Z drugiej strony przed ostatecznym zamknięciem pierścienia oblężenia wokół Kołobrzegu, wojska pruskie w niej stacjonujące wszelkimi sposobami starały się zgromadzić jak najwięcej zapasów potrzebych przy walce w oblężeniu. Już 8 listopada przez Świdwin przeszedł pierwszy oddział francuski w sile 36 strzelców podróżujących konno. Do miasta docierały też partole pruskie ściągające żywność do Kołobrzegu. 15 listopada żołnierze pruscy aresztowali Landrata i przetransportowali go do twierdzy pod zarzutem pomagania i sprzyjania nieprzyjacielowi.

Pomorska Landwhera, rok 1815

Został on zwolniony po trzech dniach za zgodą oficerów, którzy przypomnieli mu, że jest szlachcicem i ma w obowiązku być lojalnym wobec króla pruskiego. Następnie zagrożono mu karą śmierci, gdyby udowodniono mu w przyszłości współpracę z wrogiem. O wiele gorzej został potraktowany deputowany powiatu von Briesen z Kluczkowa, podróżujący do Kostrzynia będącego od niedawna w rękach francuskich. Na drodze został on zaatakowany przed patrol pruskich żołnierzy i raniony szablą. Francuzi oprócz grabieży żywności i zapasów, nałożyli także na Nową Marchię specjalny podatek wojenny. Od miasta Świdwin zarządano 1502 talarów. Rada miasta podjęła decyzję o wysłaniu pisma, iż miasto nie jest w stanie zapłacić tak ogromnej kwoty, ponieważ jest zbyt biedne by uzbierać taką ilość pieniędzy. 16 grudnia 1806 roku dowództwo francuskie wysłało list do rady miasta, że jeśli nie wyślą natychmiast 100 talarów to w Świdwinie zostanie zakwaterowanych 300 żołnierzy. Pod tą groźbą burmistrz i rada miasta musieli ulec.

W tym samym czasie również część rozbitych wojsk pruskich krążyła po okolicy unikając spotkania z większymi oddziałami francuskimi, niejednokrotnie ukrywając się w okolicach Świdwina. Jednak w styczniu starano się montować pruską obronę w formie oddziałów partyzanckich. Z rozbitych wojsk oraz okolicznej ludności major von Krockow i porucznik Schill organizowali oddziały do wojny podjazdowej. Jeden z oddziałów w sile około 1000 osób operował w rejonie Stargardu, Nowogardu, Łobza, Świdwina, Drawska i Połczyna Zdroju. W Kołobrzegu stacjonowały kompanie ,,Freikorpsów” liczące około 900 żołnierzy. Byli oni dość bitni i dobrze wyposażeni oraz doskonale znali teren walk. Dokonywali wypadów do sąsiednich miast i wsi m. in. Drawska i Złocieńca, aby zdobyć żywność i pieniądze z okupów oraz nękali przebywających w okolicy żołnierzy armii Napoleona.  Dla opanowania sytuacji Francuzi zaczęli w większych oddziałach patrolować szlaki w regionie. 5 marca musiał kwaterować w Świdwinie pierwszy większy oddział francuskiej piechoty w sile 348 ludzi. 25 marca przeszedł przez miasto jeszcze większy oddział 476 żołnierzy. Miało to na celu zabezpieczenie zaplecza i ściąganie zapasów dla wojsk napoleońskich oblegających w tym czasie twierdzę w Kołobrzegu.

Piechur francuski, rok 1810

17 maja 1807 roku kwaterowało w Świdwinie 330 polskich piechurów i 20 kawalerzystów. 18 lipca przez chwilę stacjonowało dowództwo polskiej piechoty zmierzającej pod Kołobrzeg. W Karlinie stacjonował oddział generała Parmy, który pełnił funkcję dyrektora generalnego armii polowej i był odpowiedzialny za siły oblężnicze. Z jego sztabu wychodziły rozkazy dla wszystkich okolicznych miejscowości o obowiązku dostarczania zapasów dla jego armii. W jednym z rozkazów rządał on od Prusaków ogromnych ilości wina i kawy, 16 funtów cukru, 8 funtów sera, 160 bochenków białego chleba, 20 ton węgla i 800 funtów żelaza.  Z kolei w piśmie z dnia 28 marca rządał on 4000 racji owsa, 6000 racji chleba i 16 wołów. Nie tylko Świdwin, ale również wiele miast w regionie wysyłało listy, iż nie są w stanie spełnić postawionych wymagań, gdyż są zbyt biedne. Nie interesowało to specjalnie dowódców francuskich i pod groźbami rządano określonych dostaw.

Z tego powodu w Karlinie powstał też później komitet w skład którego wchodzili przedstawiciele poszczególnych okręgów administracyjnych, aby racjonalnie podzielić się zapewnianiem odpowiednich dostaw. Doszło wtedy do porozumienia i już 1 maja 1807 roku 15 okręgów dostarczyło – 9781 funtów mąki żytniej, 9781 funtów mąki jęczmiennej, 20 wołów, prawie 1000 kwart brandy, 450 kwart octu, 26 buszli grochu, a oprócz tego tytoń, świece, siano, owies, słomę, przenicę, masło, drób, szynkę, bekon, jajka, warzywa, pieczone mięso i cebulę. Dalszych dostaw do których Świdwin dokładał swoją część zapasów, odmówił. Od razu z Karlina wysłano oddział ośmiu włoskich żołnierzy, którzy otrzymali rozkaz aresztowania magistratu w przypadku dalszej odmowy. Żaden opór nie był w stanie pomóc. 23 maja wznowiono dostawy. 25 czerwca miasto miało dostarczyć do Karlina ocet, brandy i tytoń, a 30 czerwca woły, brandy, ocet itd. W tym czasie żyto kosztowało 5 talarów za buszlę (80 funtów), za jęczmień 2 talary i 15 groszy, a za groch 3 talary i 12 groszy. Jeden litr brandy był wart 12 groszy, litr octu 6 groszy, jeden baran kosztował 3 talary, a jeden wół od 30 do 40 talarów.

Z poniższych cen i ilości zaopatrzenia wynika, że oblężenie Kołobrzegu i żywność potrzebna do jego prowadzenia całkowicie ,,wyssała” z pieniędzy Świdwin i jego okolice. Dochodzą do tego również koszty utrzymania żołnierzy kwaterujących w okolicy i pobliskich wsiach. 12 marca suma pieniędzy za kwaterowanie wynosiła 393 talary. Za kwaterujących w połowie maja żołnierzy polskich i badeńskich policzono 1368 talarów. 27 maja w mieście stacjonowały 2 pułki piechoty z Wirtembergii. Przybyli oni w sile 5 kompanii i zużyli zaopatrzenie za równowartość 958 talarów. 2 czerwca przez Świdwin przeszedł niezidentyfikowany oddział francuski, 14 czerwca byli to już oficer i 14 podległych mu żołnierzy. Dalej wojska przemaszerowywały przez miasto w dniach 16, 18 i 27 czerwca oraz 18 lipca. Oprócz ciężaru ponoszonych kosztów i zabieranej żywności, mieszkańcy miasta bardzo cierpieli z powodu rozruchów prowokowanych przez żołnierzy, a zwłaszcza oddziały wirtemberskie. W księdze kościelnej z parafii świdwińskiej pod datą 19 lipca znajduje się zapis o śmierci Samuela Zimmermanna, wytwórcy papieru. Zginął on po postrzale otrzymanym od francuskiego żołnierza.

9 lipca 1807 roku zawarto pokój w Tylży. Zakończyło się również oblężenie Kołobrzegu, który pozostał niezdobyty przez wojska francuskie. Zmniejszono nieco zobowiązania finansowe w ramach ogólnej kontrybucji wojennej. Powinno to trochę odciążyć mieszkańców miasta od ponoszenia kosztów wojennych. Przeciwnie, liczba żołnierzy marzerujących przez miasto stale rosła. W Świdwinie zorganizowano magazyn i szpital. Miasto ponosiło coraz większe ciężary. Za same leki zużyte w ciągu 8 miesięcy miasto musiało zapracić 363 talary. W tym samym czasie do Świdwina przybył generał St. Germain wraz z dwoma pułkami kirasjerów. Generał przebywał w mieście przez 70 dni, a koszt utrzymania jego i jego oddziałów wyniósł 2924 talary. Miasto musiało zapłacić za wszystko czego rządał m. in. szare tkaniny, czarne płótna, papier do pisania, zapasy dla koni, żelazo, lekarstwa, mydło itd. Sytuacja w okolicy była fatalna. Od początku lata 1807 roku do miejscowych władz napływały skargi od okolicznej ludności. 28 września deputowani powiatu wysłali petycję do Izby w Kostrzynie, w której napisali:

,,Rolnik jest maltretowany; musi dostarczać wino, kawę i biały chleb. Musi zrezygnować z ostatniego grosza, a natychmiast zaspokoić te potwory. Byłoby szaleństwem, gdybym chciał napisać minimalną kwotę podatku wojennego. To jest teraz niemożliwe. Dowództwo oczekuje 100 talarów dziennie, skąd powinny pochodzić, nie wiem. Każdy koń powinien otrzymywać 4 porcje owsa i 15 funtów siana. Nikt nie sprzeciwia się, musi być tyle ile konie chcą zjeść. Siano jest nadal dostarczane dla koni. W moim majątku mam 1 kapitana, 1 porucznika, 12 kirasjerów i 18 koni, a w wiosce jeszcze 20 koni i żołnierzy. Każdego dnia muszę dawać oficerom 6 litrów wina, z wyjątkiem dużej ilości garnków i 2 litry dla chorych. Przewiduję, że jeśli to potrwa tak długo, nie będzie żadnego minimum dobra, ani jedzenia, ani karmy. Biorę tylko własne dobro jako przykład. Ze wszystkich kwaterowanych wiosek otrzymuję te same skargi dziesięć razy dziennie. Dodajmy do tego, że żyto i wszystko inne jest zepsute od ulew deszczu.”

Z zachowanych raportów z 17 i 18 grudnia 1807 roku można dowiedzieć się, że ,,krowy błąkały się po krzakach bez jedzenia” oraz, że od 5 grudnia 14 000 ludzi przemaszerowało przez powiat(Kreis), a generał St. Germain wymusił zapłatę 780 talarów. 2 grudnia generał zarządał uporządkowania rynku i ulic w Świdwinie, ponieważ chciał zorganizować paradę na cześć koronacji cesarskiej i zwycięstwa Napoleona w bitwie pod Austerlitz. Rozkazał też, aby wieczorem obywatele oświetlili swoje okna; magistrat miał zjeść obiad z generałem i wziąć udział w balu, który później zorganizowano, oczywiście na koszt miasta. Ciągłe przemarsze wojska wyczerpały pieniądze i gospodarkę całego regionu. Obliczono, że w okresie od listopada 1806 roku do końca 1808 ogólne koszty poniesione przez Świdwin zamykały się w kwocie prawie 52 tysiecy talarów. W sierpniu 1807 roku suma zaległej kontrybucji wojennej całego powiatu wynosiła ponad 30 tysięcy talarów. Jest to jednak pokazanie sytuacji z perspektywy ogólnej. O wiele więcej o życiu w tamtym czasie w okolicach Świdwina możemy dowiedzieć się z zapisów prowadzonych przez pastora Dennerta w kościele w Rydzewie(Rützow).

Doświadczenia pastora Dennerta w Rydzewie

W styczniu 1808 roku.

Drogi sukcesorze! Jesteśmy tutaj od 29 października zeszłego roku w bardzo smutnej sytuacji. Przez dwa miesiące mieliśmy tylko 35, potem 20, a na koniec 24 kirasjerów z 12 pułku 2 kompanii francuskiej kawalerii, potem częste marsze, potem żywiołowa artyleria, a od 20 grudnia znów 27 ludzi z 4 pułku piechoty miało kwaterunek, a pod koniec 20 ludzi. Co mamy już w gotówce i w naturze do 1 stycznia, zgodnie z powierzchownymi obliczeniami, bez połecenia niezapłaconych ładunków, dla wsi wynosi 3950, dla parafii do 330 talarów.

Francuzi nie płacą nawet grosza. Jedzenie i picie nie może być dla nich wystarczająco dobre i brakuje im wszystkich ubrań, których potrzebujemy, aby je kupić, ponieważ nie mają złota przez rok. Do mnie zawsze był kwaterowany dowódca, ponieważ nie było innej zasady. Ponieważ brakuje sołtysa, na mnie spoczywał obowiązek zakwaterowania i zaopatrzenia. Na początku musiałem wyjść z domu na kilka dni i nocy i nadal nie wiem co się dalej stanie. Bo chociaż teraz mam dobrego człowieka, wciąż jest szansa, że trafi się ktoś najbardziej niegodny. Tak jak stało się to z jednym kirasjerem. Nazywał się Vialette, był ‘marechal des logis’(Unterwachtmeister) i musiał towarzyszyć porucznikowi o imieniu Brossu i kirasjerowi o imieniu Rositte. Tych trzech pokazało mi piekło na ziemi przez 18 dni. Na śniadania, obiady i wieczerze musiałem za każdym razem podawać im pieczeń. Zupę trzy razy dziennie i każdą inną, którą musieliśmy robić z wołowiny, gołębi i kurczaków. Kawa była tak słodka, że wyjątkowo lepkich kubków nie dało się znowu wyczyścić i nie uważali oni na drogie ceny, ponieważ za kawę płacono 1 talara i 12 groszy, a za funt cukru jednego talara. W ciągu 18 dni wypili wino za 60 talarów, którego ja sam nie miałem, zostało opłacone przez wioskę w zamian za część mojej ziemii. Z dachu stodoły jeden kirasjer ściągał snopy siana, które rzucał koniom, które nie chciały jej jeść, zamiast tego wolały owies. Co nie zostało zjedzone to było wyrzucane pod nogi. Musieliśmy z powrotem okryć dach słomą, co zajęło nam dużo czasu, a potem utworzyliśmy pod nim magazyn. Daliśmy każdemu koniowi coś konkretnego, mianowicie 3 miarki owsa, 10 funtów słomy i 15 funtów siana, z reguły, ale także ze szkodą dla gospodarzy.

Vialette był najbogatszy w oddziale, pochodził z St. Domingo, które jego ojciec opuścił z powodu rewolucji i udał się do Nantes. Musiał mieć dobre wykształcenie, mówił dobrze po łacinie i całkiem nieźle po niemiecku. Jego duma zabroniła mu bycia w bliższej relacji z innymi, a ponieważ nie byłem dostatecznie zaopatrzony w francuskie książki dla jego rozrywki, był również chory na gorączkę i niezadowolenie, więc leżał głównie na łóżku przez cały dzień robił coś tylko gdy chciał czegoś od swojego gospodarza. Miał gorączkę kiedy przybył, był bardzo zły kiedy zaoferowałem mu lekarstwo, nie mogłem znieść tego dalej i przyniosłem to.

Ku mojemu zdziwieniu dotrzymał słowa. Nic nie było w porządku, nic dobrego. Kiedy obudził się rano, już płakał: ,,Umieram z głodu”, gdy przyniosłem mu trochę zupy owsianej, to odezwał się do mnie; Jeśli przyniosę mu następną, nie będzie chciał nic więcej. W pokoju było ciepło, więc otworzył okna i drzwi, zmroził pokój i musiał być ponownie ogrzewany. Kiedy rano zawołał posłańca, a on się pojawił to powiedział: ,,Idź do diabła!”. Pół godziny później musiał wrócić, a potem znów wszystko poszło dobrze. Kawa, wino i ,,eau de vie brulle”(wódka brendy), ponieważ brandy jest nasycona cukrem to była jego ulubionym napojem. Zrobił też filiżankę z jabłka, wydrążył je na obu końcach, a następnie posmarował masłem i zjadł z wielkim apetytem. Potem był chory z przeciążenia żołądka, wymiotował, musiałem przynieść mu garnek, trzymać za głowę, podawać wodę i tak dalej. Zrobiłem też wszystko, aby sprawić by był spokojniejszy z wdzięczności, ale daleko od tego.

W pewną sobotę pan Vialette, chciał umieścić wszystko w moim domu według francuskiej mody, a także chciał przebudować kuchnię. Każdego dnia zabijaliśmy jednego woła. Powiedział mi, żeby dostarczać mu najlepszy kawałek. Dlatego przygotowałem dla niego klatkę piersiową Kiedy usiadł do posiłku, zabrał się za kawałek, dźgnął go widelcem i zobaczył, że są w nim kości. Wściekł się tak bardzo, że wykrzyczał: ,,To jest mięso dla psów!”(Miał dwa charty, które również musiałem nakarmić i które czasami pochłaniały masło z moich dłoni i całą zabitą baraninę, nie chciałem pozwolić, żeby wyglądały jak Scheele[1].) Czy nie powiedziałem, żeby wziąć najlepszy kawałek? Co to jest? Wyrzucę to przez okno!” Nie zrobił tego, ponieważ powiedziałem mu, że uważamy, że klatka piersiowa jest najlepsza w tym kraju. ,,Ale to nie jest konieczne, aby chwalić się tą potrawą. To nic innego jak skóra i kości, następnym razem, gdy zostanie zabity wół, chcę mieć przygotowaną potrawę z jego polędwicy” – brzmiała jego odpowiedź.

Następnym razem przygotowałem mu polędwicę, z trzema funtami bekonu i znowu nie było to wystarczające. Bóg wie, czego mu brakowało. Przez kilka dni dręczył mnie, moją żonę i czeladź w całym domu. To będzie cud, gdy to wszystko się skończy. Po tym jak skończyło się wiele przekleństw, zabaw z modą i dziecinnym zachowaniem to rozkazał mi, aby służące go unikały tylko podgrzewały naczynia z mięsem i umieszczały je na ogniu. Niestety nie mieliśmy już bulionu, więc dziewczyna nalała wody i postawiła garnek na statywie nie podgrzewając go, ponieważ była już gotowa w południe, przygotowała też kolejną pieczeń. Porucznik, który w tym czasie palił fajkę, zobaczył to. Powiedział o tym znowu Vialette’owi, który natychmiast wszedł do pokoju i zaczął rzucać przekleństwami. Chciał wyrzucić garnek i mięso przez okno. Wtedy podskoczyłem i powiedziałem mu, że nie przyznaję się do tego. Wściekliśmy się, a ponieważ było to dla mnie trudne zaproponowałem mu, aby odłożył szablę, nie zaakceptował tego.

Dlatego wezwałem mojego sługę, żeby się przygotował i zawiózł mnie do generała, który przebywał w Friedrichsdorf(Darskowo) i nazywał się Nansoutn. Usłyszał to i zapytał mnie czy chcę jechać do generała. Odpowiedziałem: ,,Tak chcę go poznać”. Potem zapytał czy nie da się zastosować innych śródków i powiedział, że byłem zbyt porywczy. W międzyczasie zmieniłem temat i porozmawialiśmy o mojej żonie, abym nie dostał szału. Po południu wysłałem konnego posłańca do Kosenow(Koszanowo), gdzie przebywał kapitan, aby przekazał mu mój zapieczętowany list. Opowiedział on całą historię i usłyszał, że jest chyba bardzo zniekształcona i mam dobrego kawalerzystę. Zdecydowałem, że na razie będę go unikał. Przypomniałem sobie, że dr. Niemener z Halle i inni mężczyźni zostali również zabrani do Francji. Pojechałem do leśniczego o imieniu Kamson do Klanzig(Kluczkowo) gdzie nie było żadnych kirasjerów, aby poczekać i zobaczyć co zrobi kapitan. Był to dobry człowiek. Ponieważ nie miałem sposobu, aby wrócić, powiedziałem kościelnemu, aby towarzyszył mi przez las. Obiecał też poczekać na mnie na Lehmberge koło Pritten. Dlatego po wielu objazdach udałem się do Pritten, a ponieważ nie widziałem nikogo to usiadłem na drodze koło dębu, aby schronić się przed wielką burzą i deszczem. Czekałem tak przez godzinę, a ponieważ było już ciemno, przeszedłem przez wioskę do lasu, ponieważ wyobrażałem sobie, że kościelny może na mnie tam czekać. Zakrzyczałem, ale nikt mi nie odpowiedział, było tylko słabe echo. Wróciłem więc do mojego drzewa i postanowiłem spędzić tam noc zamiast dotrzeć do Pritten, gdzie nie sądziłem, że będę bezpieczny lub będę błąkał się po nieznanych mi drogach w lesie. W samotności myślałem o moich działaniach, nie chciałem być porywczy i zostawiać żony i dzieci na niepewny los. Wróciłem więc do mojego domu z zamiarem napisania prośby do kapitana o usunięcie ludzi z kwater. Zrobiłem to jeszcze tego samego wieczoru i otrzymałem satysfakcjonującą odpowiedź.

Kiedy byłem w niedzielę w kościele Vialette miał naładowane pistolety, co wymagało ode mnie ostrożności, ponieważ był on zdolny do wszelkiego rodzaju zła. Następną noc spędziłem wraz z myśliwym w młynie. Zwróciłem się do pułkownika w Labes(Łobez), kazał mi z powrotem zwrócić się do kapitana, więc w końcu okazało się, że wszyscy trzej musieli jechać do Schönwalde(Zajezierze) i po raz kolejny sprawili, że ja i wszyscy współmieszkańcy byliśmy zadowoleni, że mogliśmy wreszcie zjeść bez irytacji.

Zaraz potem otrzymałem sierżanta imieniem Romer i kirasjera o imieniu Douquette, ale obaj byli bardzo dobrymi ludźmi. Obaj nie mieli wszy, ani innych obrzydliwych chorób jak poprzedni. Nie zatrzymałem ich na długo, bo za kolejne osiem dni otrzymałem jeszcze jednego kirasjera o imieniu Charles i jeszcze innego imieniem Legrand z którym szczególnie dobrze się jadło i upijało. Z trudem udało mi się zdobyć wystarczająco dużo brandy i piwa. Codziennie pito 5 litrów brendy i od 16 do 20 butelek piwa. Było trochę zwykłe, ale przynajmniej wszyscy byli zadowoleni. Miałem dwóch kirasjerów przez ponad 6 tygodni dopóki nie odeszli. Sierżant Charles był synem rolnika, 5 mil od Paryża, nie miał żadnej wiedzy, pisał bardzo źle i nie miał obycia. Był brudny i zaniedbany, trochę hipohondryk i nie znał innego sposobu spędzania czasu jak granie w karty, piecie alkoholu, spanie, palenie tytoniu, wciągania tabaki i przejadanie się. Codziennie musiał opanowywać swój oddział, który od pewnego czasu wzrósł do 8-9 osób. Zbierali się oni, aby zagrać w karty przy stole i często kończyli swoją grę dopiero następnego ranka. Przy pożeganiu byłem więc całkiem zadowolny, gdyż usiłowali mnie całkowicie zrujnować. Chociaż Romer kochał brandy to nie lubił gry w karty. Był Niemcem, ale bez wiedzy, zakochany, z dobrym sercem, ale trochę tchórzliwy i z małą odwagą. Był prawie bez pieniędzy, więc niektóre z jego ubrań musiały zostać naprawione, niektóre z nich trzeba było wyrzucić, ale nie była to strata. Prawdopodobnie gdyby tu został to zajął by się zarobkowaniem ze sprzedarzy owsa trzymanego w magazynach. Miał ze sobą lutnię oraz dzwonił w kościelne dzwony.

23 lutego

Teraz mieliśmy kompletny bałagan przez osiem dni. Już wierzyliśmy, że nie będziemy już obciążeni żadnymi gośćmi. Tym razem czterech artylerzystów przyszło z 8 końmi, a wraz z nimi sierżant Desclaur Due, który przebywał tu przez jakiś czas. Potem pomaszerowali do Stargadu gdzie dołączyli do swojego korpusu. Odkąd musieliśmy zapewniać zakwaterowanie przez całą zimę, nasze zapasy zboża, paszy, pieniędzy i żywności zostały niezwyle ograniczone. Przez większość czasu chłopi dawali mi marne ziarno i to było sporym szczęściem, bo ledwo zebrałem wystarczającą ilość jęczmienia do obsiewu z powodu wielkiego letniego upału, który również był bardzo zły. Niepokój będzie bardzo wielki, gdy ponownie odwiedzą nas goście, których tak trudno zaspokoić. Z okolicy wielu stonowanych rolników przywoziło swoje zwierzęta do dworku, ponieważ nie byli w stanie ich wykarmić, a ich gospodarstwo nie mogło dalej dobrze funkcjonować. Moje indyki nie rozmnożyły się w dwóch terminach. Sam jem kiepskie ziarno. Mogę sprzedać tylko kilka buszli ze stodoły. Skąd mam je brać na kontrybucję? Niemniej jednak cesarz francuski naciska na zapłatę. Z letnim siewem będzie to wyglądać naprawdę bardzo źle, ponieważ owies jest zjedzony, a nawet w dużych gospodarstwach go brakuje. Centar(51,45 kg) siana można kupić za jednego talara i więcej. Buszlę jęczmienia za 2 talary i 2 grosze, żyto 3 talary i 12 groszy, groszek 3 talary i 4 grosze. Jest to wysoka cena, ponieważ mało jest dostępnych pieniędzy. Najwięcej mają kupcy, handlarze, szewcy, gorzelnicy, piwowarzy, rzeźnicy, krawcy i inni rzemieślnicy, którzy skorzystali na pobycie Francuzów. Za mięso z miasta oraz cukier, kawę, przyprawy, buty, płótno zawsze trzeba płacić gotówką. Rolnik, który miał ostatniego talara, pozbył się go w ten sposób i nie może już nic wziąć. Zaskakiwało mnie, że tacy ludzie, którzy byli biedni i bez pieniędzy jeszcze tu przebywali.

Mieszkałem z moim panem Desclaur bez sprzeczek przez ten czas, gdy u mnie był. W swoich kontaktach był dość uprzejmy, ale zimny i zamknięty. Spędzał on czas na moje szczęście przy lekcjach pisania i czytania, które dawałem młodemu człowiekowi z jego kompanii, a wieczorem po kolacji zazwyczaj graliśmy w warcaby, które bardzo uwielbiał.

19 kwietnia

Mój sierżant Desclaur wrócił po nieobecności 8 dni. Kilka dni przed wyjazdem do Starego Szczecina do mojej kwatery przybył inny porusznik o imieniu Delachaur, młody i przystojny mężczyzna. Wyjechali 29 marca. W tym momencie pojawił się dragon z 3 pułku, który spisywał inwentarz przez 8 dni. Wszystko zostało zarejestrowane. Po nim przybyli dwaj dragoni z 10 pułku. Zapasy owsa, siana i słomy zostały spisane ponownie, a ludzie dużo mówią o przeszukaniach w domu. Każdy ukrywa swój zapas zboża najlepiej jak potrafi. Bydło jest w wielkiej potrzebie. Tylko przez 3 dni możemy orać ze względu na ciągłe mrozy. Nawet bocian nie przybywał do 18 kwietnia, a bywał już zwykle pod koniec marca.  Ziemniaki są warte 1 talara i 12 groszy, żyto 5 talarów, jęczmień 3 talary i 8 groszy, owies więcej niż jednego talara. Wielu gospodarzy w wiosce głoduje. Nie mogą oni się skarżyć i powinni karmić dragonów. Dochodzi do tego, że za jeden łan ziemii trzeba zapłacić 14 talarów, gdyż wzywa się ludzi do zapłaty za umowę na dostawy zawartą przez komitet okręgowy i na spłatę odsetek części wkładu do braci Schicklera, bankierów w Berlinie, którzy obiecali spłacić je w Paryżu w ciągu 10 miesiecy. Wioski, które nie mogą zapłacić mają być wyłączone. Muszę dać 28 talarów, ale nie zapłacę, bo wciąż czekam, co Izba zrobi z moją ponowną skargą za zbyt wysokie wymierzenia w nasze łany parafialne.

legion nadwiślański, rok 1811

8 wrześni 1808 roku Prusy musiały podpisać traktat paryski. Następnie rząd musiał uznać wysokość rekompensaty w wysokości 140 milionów franków, zobowiązywał się też do utrzymania garnizonów w twierdzach nad Odrą i do swobodnego poruszania się po szlakach w Prusach. Po podpisaniu umowy przez Fryderyka Wilhelma, francuskie wojska wyznaczyły sieć dróg na których poruszały się oddziały i utrzymywały dla niego zaopatrzenie. Droga wiodąca ze Szczecina do Gdańska przechodziła między innymi przez Świdwin co było katastrofalne dla miasta i całego powiatu. Ciągłe żądania Franzuzów o zapewnianie im zasobów, ściągnęło na miasto olbrzymie zadłużenie, a niektórzy zamożni obywatele utracili swoje majątki.

Pomimo nałożenia na Prusy tak ogromnych kontrybucji wojennych Francuzi nadal nie zaprzestali ściągania zasobów i zaopatrzenia dla swojej armii. Oprócz tego koniecznością dla rządu pruskiego była zapłata 140 milinów franków. Żeby pozyskać pieniądze na ten cel zsekularyzowano majątki joannickie w królestwie. Od tej pory w Świdwinie przestała istnieć jego komandoria, a wszystkie dobra przejął skarb państwa. W tym czasie nie ustawały grabieże wojsk francuskich, m. in. generał Millet stacjonujący w Drawsku wezwał do przysyłania mu owsa, siana i słomy. Generał Le Noble w Szczecinie tworząc szpital zażądał w swoim rozkazie dla powiatu, aby dostarczono mu łóżka, słomiane worki, poduszki, materace, wełniane koce, prześcieradła, koszule, czapki nocne, wełniane czepki, fartuchy, bandaże, szyny, płótno na kompresy i pościele do chowania zwłok.

Wymagał też dostarczenia zapasów chleba, mięsa, wina, owoców, świec, mydła, węgla drzewnego i słomy. Po raz kolejny miasto i powiat nie były w stanie zgromadzić wymaganego zaopatrzenia, więc Francuzi wysłali oficerów łącznikowych, którzy zarekwirowali do Drawska 87 sztuk bydła. Po śmierci starosty powiatowego von Leckowa w 1808 roku, na wolny urząd wszedł Ludwig von Briesen. W swoich dokumentach pisał on, że powiat jest zadłużony do maksimum. Burmistrz miasta Brewing w tym samym roku pisał: ,

,Mieszkańcy krążą jak cienie. Niektórzy padali z głodu, bo brakowało chleba. Jedynym jedzeniem ubogich były ziemniaki i czarna cykoria. Żyto kosztowało 6 talarów za buszlę, czyli jeśli wziąć pod uwagę dewaluację pieniądza 1:2 ½ to dawniej mając 55 sztuk złota ma się teraz 100 sztuk, co jest monstrualne. Urząd w Kostrzynie przyjrzał się losowi miasta i zaproponował, że dostarczy ziarno głodnej populacji ze swoich magazynów pod warunkiem, że zostanie ono zwrócone po żniwach. Po zbadaniu ile ziarna jest dostępne i ile jest konieczne do zebrania, dało to nudny obraz. Wymagało to 637 buszli żyta, mieliśmy 49, potrzebnych 411 buszli jęczmienia, mieliśmy 15 ½, dla 107 koni potrzeba było 127 buszli owsa, mieliśmy 18. Z sianem i słomą nie było lepiej. Wszystko czego potrzebowaliśmy zjedli Francuzi, ludzie i konie. W czerwcu w powiecie stacjonowały dwa oddziały dragonów. Po wielu prośbach jeden z nich został przeniesiony. Nawiasem mówiąc, miasto odmówiło pomocy tym sabotażystom, ponieważ do żniw były tylko 2 miesiące, a podwójny transport do Kostrzynia i z niego wydawał się zbyt trudny. Lepiej było kupować w Kołobrzegu, gdzie prawdopodobnie zboże dostarczano drogą morską.”

Starosta, landraci i burmistrz z pewnością mieli nadzieję, że po okresie żniw poprawi się sytuacja w okolicy i zostaną zmniejszone ciężary ponoszone przez powiat i miasto. 5 listopada 1808 roku do Świdwina przybyło stałe biuro łącznikowe. Rada miasta obliczyła ponoszone koszty na 300 talarów miesięcznie. Kwota ta musiała być regularnie płacona. Miasto zostało też zmuszone do dostarczenia do Kostrzynia dla Francuzów: 36 cetnarów i 80 funtów siana, 30 cetnarów i 80 funtów słomy oraz 152 buszli owsa. Wszystko musiało być dobrej jakości. 15 listopada 1808 roku rada miasta obliczyła koszty poniesione w trakcie wojny od 8 listopada 1806 do 3 listopada 1808 roku na 51872 talary i 18 groszy.

1 grudnia obliczono także, że utrzymanie szpitala w Świdwinie i zakwaterowanie oficerów kosztowało 1040 talarów. W 1809 roku rząd pruski usilnie potrzebując pieniędzy zaprzestał udzielania obywatelom wszelkich ulg. Ponadto zaczęto nakładać specjalne podatki, aby zdobyć choć trochę pieniędzy. Władze miasta stwierdziły, że niemożliwe jest oddanie wszystkich zaległości. 7 lutego wydano dokument, w którym zwalniano wszystkich mieszkańców Świdwina z jakichkolwiek pożyczek. 23 marca miasto ogłosiło upadłość. Posiadało weksle na sumę 5383 talarów, zaległości podatkowe z czasów wojny obliczono na 8923 talary, 29 groszy i 9 fenigów. Nie było też w stanie dostarczyć pilnie żądanych 2000 talarów do urzędu w Kostrzynie. Rada podatkowa w Choszcznie potwierdziła swoją zdolność do zapłaty, ale rząd pruski nie przystał na to, ponieważ prawie cały kraj znajdował się w takiej samej sytuacji jak miasto i powiat świdwiński. Z powodu ogromnych długów rząd pruski zamierzał nawet oddać część Śląska, aby tylko poprawić swoją sytuację. Koszty przemarszów wojsk francuskich rozdzielono tak, że 1/3 całej sumy płaciło miasto, a 2/3 powiat. Chociaż niewiele to znaczyło, ponieważ zaległości wobec państwa były zbyt ogromne. 21 czerwca 1809 roku miasto musiało zarządać zapłaty od powiatu 3505 talarów. Z drugiej strony powiat rządał od miasta 1637 talarów. Doszło nawet w tej sprawie do procesu jednak nie wiadomo jak się skończył. Miasto było w ogromnych kłopotach. Dochodziło do sporów wewnątrz jak i na zewnątrz, przybywały kolejne skargi na żołnierzy wroga, ponieważ gdy nie byli zadowoleni z otrzymywanych dostaw to sami plądrowali i zabierali co im się podobało. Na domiar złego w marcu 1809 roku w mieście i jego okolicach trzeba było kwaterować 800 polskich piechurów.

Landwehra podczas bitwy pod Waterloo, rok 1815

Na początku 1811 roku marsze wojsk francuskich znacznie zmalały, jednak w ciągu kilku miesięcy ponownie mocno się nasiliły. Napoleon obawiając się floty brytyjskiej oraz tego, że Anglicy po wpłynięciu na Morze Bałtyckie mogą zdesantować swoją armię w Gdańsku, pośpiesznie rozkazał, aby wzmocnić siłę garnizonów w tym regionie. W dniu 2 kwietnia w Świdwinie musiało kwaterować 11 oficerów, 314 piechurów i 25 koni. W tym samym dniu dołączył do nich oddział 5 oficerów i 164 żołnierzy oraz batalion polskiej piechoty i kolejny batalion wojsk saskich w sile 44 oficerów, 1200 żołnierzy z 24 wozami. 19 kwietnia przechodził przez miasto pierwszy pułk polskich ułanów w sile 400 jeźdźców. 11 czerwca pod eskortą szwadronu ułanów szły przez Świdwin artyleria i wozy z amunicją. Generał Rapp stacjonujący w Gdańsku, w swoim piśmie ostrzegał przed surowymi karami w przypadku wszczęcia zamieszek. Pruski dowódca wojskowy von Blücher wydał też rozkaz, aby ludność chwytała maruderów i dostarczała ich urzędom dla wymierzania sprawiedliwości. Kolejne marsze ponownie odbiły się na mieszkańcach miasta i powiatu. Generał von Blücher opowiadał się także za przeniesieniem szlaków komunikacyjnych i marszowych armii francuskiej.

W końcu 19 czerwca 1811 roku król wyraził zgodę. Od tej pory Francuzi poruszali się po drogach na północ od miasta, omijając tym samym powiat. Nie przeszkadzało to jednak, aby we wsiach Berkenow(Berkanowo), Meseritz(Międzyrzecze), Semerow(Ząbrowo) i Schlenzig(Słowieńsko) kwaterowano ponad 700 polskich żołnierzy. Chociaż i tak była to ogromna ulga dla większości mieszkańców. Jednak tylko do 1 października, ponieważ w tym dniu do Świdwina przybył oddział Brandenburskiego Pułku Dragonów pod dowództwem majora Juergasa w liczbie 7 oficerów, 74 jeźdźców i 92 koni. Największy problem stanowiło utrzymanie koni, ponieważ w mieście brakowało stajni i można było opiekować się jedynie 60 sztukami. Władze poprosiły o zmianę garnizonowania oddziału, ale bez skutku. Prusy chciały odbudować dawną potęgę militarną i szykowały się do wojny. Kolejne ruchy wojsk napoleońskich wzmogły się wczesną wiosną 1812 roku po podpisaniu w dniu 24 lutego przymierzy wojskowych z Francją. Trwały przygotowania do kampanii przeciw Rosji. Część armii dążąc na pozycje wyjsciowe na wschodzie przechodziła również przez tereny miasta i powiatu. Wraz z Francuzami podążały również siły Bawarii, Witembergii, Holandii, Saksonii oraz Polski, które w lecie pobierały zaopatrzenie dla ponad 700 żołnierzy Legii Nadwiślańskiej przetransportowanej tutaj po walkach w Hiszpanii. W powiecie zarekwirowano 1000 buszli owsa, 600 talentów siana i 50 funtów słomy. Ponieważ nie chciano dostarczyć ich dobrowolnie.

Władze musiały również dostarczyć 900 koni z zapasami na utrzymanie 1217 sztuk. Konie zostały wykorzystane w celach transportowych i nigdy nie zostały zwrócone. Mieszkańcy okręgu musieli dostarczyć do Drawska także dużą liczbę bydła i baraniny, ale opierali się tłumacząc przy tym, że ,,Dostarczą mięso tylko wtedy, gdy przyprowadzi się do Drawska sędziego, który będzie dbał o bezpieczeństwo ich koni.”  Świdwin musiał też dostarczyć robotników i materiały budowlane potrzebne przy pracach fortyfikacyjnych prowadzonych w twierdzy kołobrzeskiej. Przychody miasta w latach 1812-13 wynosiły 2345 talarów, a wydatki 5500 talarów, a w wekslach i innych szkodach materialnych szacowano jeszcze około 5 tysięcy talarów związanych z wydatkami wojennymi. Długi te miasto musiało spłacać, aż do 1892 roku.

Armia pruska zaraz po poniesionych klęskach z roku 1806 wymagała natychmiastowych reform. Największymi zwolennikami tego ruchu byli generał von Scharnhorst, von Gneisenau, von Boyen, von Grolman i von Clausewitz. Szefem sztabu został w tym samym roku generał Scharnhorst, który zajął stanowisko szefa komisji reorganizacji wojskowej ustanowionej przez króla pruskiego w lipcu 1807 roku. Dla władcy każdy obywatel mógł być potencjalnym obrońcą Prus. Jego głównym celem było wyparcie francuskich wojsk okupacyjnych. Wraz z reformatorem państwa pruskiego, ministrem Steinem, Scharnhorst zdołał przekonać króla, że wojsko potrzebuje natychmiastowych reform. W dniu 25 grudnia 1808 roku powołano do życia nowe ministerstwo wojny wraz ze świeżym personelem. Zreformowano taktykę wojskową dzięki, której armia stała się bardziej mobilna, usunięto surowy system kar wojskowych. Wcześniej oficerami mogli zostać tylko mężczyźni urodzeni w rodach szlacheckich. Zmieniono ten system otwierając drzwi do kariery wojskowej ludziom mniej majętnym i nie wywodzącym się ze stanu szlacheckiego. Zaczęto zwracać bardziej uwagę na zasługi w boju, niż na liczbę wysłużonych lat. Miało to na celu zatarcie różnic społecznych w armii. Utworzono także Pruską Akademię Wojskową, która zapewniała lepsze szkolenie kadry oficerskiej. Pokój w Tylży z 1807 roku ograniczał armię pruską do stanu liczebnego 42 000 żołnierzy. Starano się omijać ten przepis wprowadzając ,,system Krümpera”. Polegał on na wyszkoleniu jak największej ilości szeregowych zmuszając ich od razu do odejścia z wojska nie naruszając tym samym ustalonych limitów. W pewnym momencie wyszkolono nawet 150 tysięcy żołnierzy. W późniejszym czasie wprowadzono także powszechną służbę wojskową obejmującą wszystkich mężczyzn od 20 roku życia.

Inwazja Napoleona na Rosję rozpoczęła się 24 czerwca 1812 roku po przekroczeniu rzeki Niemen. Jego wielonarodowa armia liczyła prawie 600 tysięcy żołnierzy, z czego połowę stanowili Francuzi, Włosi i Belgowie, około 180 tysięcy żołnierzy pochodziło z państw niemieckich, a 90 tysięcy z Polski. Klęska poniesiona w Rosji przesądziła o losach całej Europy. Z ogromnej armii wróciło jedynie kilkanaście tysiecy żołnierzy. Za dzień kończący kampanię Napoleona w Rosji uznaje się  datę 25 grudnia 1812 roku. Już 30 grudnia w młynie w Pożerunach pod Taurogami na terenach dzisiejszej Litwy, dowódca armii pruskiej i sprzymierzeniec Napoleona generał Hans Yorck podpisał tajną konwencję o neutralności z rosyjskim generałem Iwanem Dybiczem. Na jej podstawie wojska pruskie zrzekały się wspierania Francuzów. 17 marca 1813 roku car Aleksander I przybył z Rosji do króla Fryderyka Wilhelma. Tego samego dnia król wygłosił płomienne przemówienie zatytułowane ,,An Mein Volk” – ,,Do mojego ludu”, które 20 marca ukazało się we wrocławskiej gazecie pt. Schlesische privilegirte Zeitung. W ten sposób wypowiedziano oficjalnie wojnę Francji. Była to także odezwa do wszystkich Prusaków i Niemców, aby wzięli oni udział w wojnie wyzwoleńczej. Powiat świdwiński był pierwszym okręgiem, który wystawił swoją grupę ochotników. Było to 40 ludzi tworzących oddział wolnych strzelców(freiwillige Jäger). Sam starosta von Briesen postarał się o ich wyekwipowanie. Dał z własnych pieniędzy 8 talarów oraz spieniężył złoty pierścień warty 12 talarów. Poborca akcyzy Zoch zebrał 40 talarów na bieliznę i ubrania dla oficerów. Nadinspektor Benekendorf przekazał 12 talarów. Z tych pieniędzy udało się uzyskać część niezbędnego ekwipunku. Każdy ochotnik musiał we własnym zakresie zaopatrzyć się jeszcze w inne elementy i broń. Przez to jednostka ta stała się tak różnorodna pod względem wyposażenia, że nigdy nie otrzymała zunifikowanego munduru. Zazwyczaj walczyli oni bronią zdobyczną. Oddziały wolnych strzelców służyły jako grupy zwiadu i rozpoznania oraz stanowili personel rezerwowy dla stanowisk oficerskich w obronie krajowej(Landwehr). Grupa z powiatu świdwińskiego była oddziałem jeźdźców konnych z czego dziesięciu ochotników pochodziło z miasta, a reszta z okolicznych miejscowości.

Oddział pochodzący ze Świdwina służył już w kampanii wiosennej 1813 roku toczącej się na terenach państw niemieckich i został rozwiązany po abdykacji Napoleona w 1814 roku.  Czterech ochotników ze Świdwina zostało potem oficerami – syn poborcy akcyzy Zocha, dwóch synów obywatela miejskiego Rathufiusa oraz syn mistrza rzeźnickiego Johann Christian Virchow, został on w czasie wojny adiutantem, po całej kampanii oficerem i zmarł jako major w Anklam. Po śmierci przekazał swoje pieniądze na nagrody dla utalentowanych i pracowitych uczniów ze szkoły elementarnej w Świdwinie. Oprócz tego wiadomo jeszcze, że w oddziale tym służyło dwóch synów współobywatela Nathufiusa, który z pochodzenia był Żydem. Z pozostałych czterech ochotników ze Świdwina wiemy coś jedynie tylko o dwóch. Pierwszy z nich był synem tkacza Joachima Zernotta. Natomiast drugi był synem cieśli i miał na imię Heinrich. Wiemy jedynie, że zmarł w stopniu porucznika i został odznaczony rosyjskim orderem św. Jerzego. Wraz z wydaniem odezwy ,,An Mein Volk” całe Prusy przystąpiły do tworzenia struktur obrony krajowej – Landwehry. Nie był to pomysł nowy, gdyż Landwehrę zaczęli już wcześniej w 1809 roku tworzyć Austriacy. Prusy skorzystały z tego rozwiązania i zaczęły powoływać jednostki w oparciu o ten sam model. W skład brygady wchodziły 3 regimenty(pułki). Jeden pułk składał się z trzech batalionów, a jeden batalion z czterech kompanii. Teoretycznie jedna kompania powinna była liczyć od 150 do 200 ludzi w tym kapitana, 4 poruczników, 1 starszego sierżanta i 2 doboszy. Oczywiście nie zawsze udawało się uzyskać koplenty stan etatowy.  Obowiązek służby obejmował mężczyzn od 17 do 40 roku życia. Rozkazem sztabu armi pruskiej określono dokładnie umundurowanie i wyposażenie jakie musi posiadać każdy żołnierz Landwehry. Musiał on mieć długi ciemnoniebieski lub czarny płaszcz typu ,,Litewka” z wysokim sztywnym kołnierzem w kolorach jednostki pochodzącej z danej prowincji. Dla Nowej Marchii był to ceglasto czerwony kolor kołnierza.

Landwehrmütze Preußen 19Jh Museum Senftenberg

Czasami w tym samym kolorze wykonywano mankiety. Guziki na płaczu jednostek nowomarchijskich musiały być żółte lub złote. Spodnie miały oficjalnie być ciemnoniebieskie lub białe, ale często używano też szarych lub brązowych. Schirmmütze, czyli czapkę z daszkiem również wykonywano z ciemnoniebieskiego materiału i obszywano lamówkami w kolorze prowincji. Nad daszkiem, po środku przedniej strony czapki musiał zostać umieszczony krzyż Landwehry wykonany z metalu, z napisem ,,mit Gott für König und Vaterland 1813”.[2] Początkowo noszone mundury były słabej jakości chociaż w bardzo krótkim czasie się to poprawiło, gdyż powiat świdwiński słynął z dobrze rozwiniętego przemysłu tkackiego i włókienniczego. W przypadku innych części wyposażenia sytuacja mogła wyglądać o wiele gorzej. Z pewnością największy problem stanowiło zapewnienie obuwia. Często była to jedna para butów źle dopasowana i niewygodna, wykonana ze słabej jakościowo skóry, która zrywała się w głębokim błocie, przez co żołnierze najczęściej musieli chodzić boso licząc na to, że po drodze uda im się zdobyć lepsze obuwie. Brakowało też broni przez co na początku wiele jednostek musiało być uzbrojonych w karabiny myśliwskie oraz różnej długości piki i kosy do obrony przed atakami wroga. Sytuacja nieco się poprawiła po otrzymaniu od Rosjan 20 tysięcy francuskich muszkietów, które zebrano po jeńcach i poległych w kampanii zimowej w 1812 roku. Wyposażenie miejscowej jednostki powinny zapewnić okręgi(Kreis), a oficerów mianowała komisja powiatowa. W Świdwinie w jej skład wchodzili starosta von Briesen, pan von Schmidt z Berkanowa(Berkenow), burmistrz miasta Plieth i wójt lenny[3] Klemp z Półchlebia(Polchleb). Na początku jednostce Landwehry brakowało wszystkiego. Od zwykłych ubrań po samą broń. Świdwin zebrał i przeznaczył na wyposażenie 439 talarów. W dokumentach miasta zawarto notę:

,,Nie ma żadnych rozróżnień, które można by przedstawić w poświęceniu pieniędzy, ponieważ bogaty dał dużo, a biedniejszy mniej. Znalazło się mało tych, którzy wątpili w użyteczność tych ofiar i dlatego przynieśli mniej niż mogli. Miasto jest małe i liczy tylko 1435 dusz i nie płaci za pożywienie.” W dość szybkim tempie udało się zebrać z mieszkańców miasta około 80 żołnierzy, a z całego powiatu szacuje się, że od 450 do 500 piechurów. Dla tak dużego oddziału potrzebne było zgromadzenie sporych środków finansowych. Starano się pozyskać pieniądze na różne sposoby, często poprzez zbiórki. W tej działalności wyróżniał się superintendent z kościoła mariackiego Johann Friedrich Benekendorf. Po każdym większym zwycięstwie odprawiał on mszę dziękczynną, podnosząc na duchu mieszkańców miasta. W księgach kościelnych można odnaleźć wpisy pokazujące ile pieniędzy udało się zebrać podczas mszy oraz z jakich okazji je odprawiano:

  1. Po zwycięstwie koło Großgörschen(Bitwa pod Lützen, 2 maja 1813) – 27 talarów , 4 grosze
  2. Po zwycięstwie w Katzbach(bitwa nad Kaczawą/pod Legnicą, 26 sierpnia 1813) – 16 talarów, 3 grosze
  3. Po zwycięstwie pod Lipskiem(16-19 października 1813) – 24 talary i 2 grosze
  4. Po zajęciu Szczecina, Torgau i Witembergii – 10 talarów i 3 grosze
  5. Po zdobyciu Paryża(31 marca 1814) – 18 talarów i 3 groszy
  6. Całość: 95 talarów i 15 groszy

Społeczność żydowska również przeprowadziła zbiórkę gdzie udało się zdobyć 13 talarów i 6 groszy. Jest to dość spora suma ze względu na to, że w tym czasie mieszkało w Świdwinie zaledwie 8 rodzin żydowskich. Sam poborca akcyzy Zoch przekazał 12 talarów i 4 grosze. Kilka dni po zajęciu Paryża wiosną 1814 roku Napoleon abdykował. 30 maja został zawarty traktat pokojowy z Francją. Cesarz został zesłany na Elbę, a we Francji przywrócono dynastię Burbonów rządzącą krajem przed wybuchem rewolucji francuskiej w 1789 roku. Następnie zwołano Kongres Wiedeński na którym władcy europejscy mieli obradować nad ustaleniem nowego ładu w Europie. Królestwo Prus podczas obrad było jednym z dominujących mocarstw. Król Fryderyk Wilhelm otrzymał Nadrenię i Westfalię oraz część Saksonii, jednak utracił część ziem polskich na rzecz Rosji. 26 lutego 1815 roku udało się Napoleonowi opuścić Elbę i 1 marca wylądować w zatoce Juan w południowej Francji. Pruskie dowództwo postanowiło zmobilizować armię i rezerwy, aby móc zwyciężyć nad wojskami francuskimi. Postawiono w stan gotowości jednostki Landwehry, które teoretycznie miały służyć jako milicja do obrony terytorium państwa. Jednak musiały one teraz zostać użyte jako jednostki ofensywne. Latem 1815 roku z terenów Nowej Marchii wystawiono 3 regimenty(pułki) Landwehry. Przedstawiało się to dość skromnie pod względem liczebności, gdyż z terenów Śląska udało się zmobilizować, aż 15 pułków. Oddział żołnierzy z miasta i powiatu świdwińskiego wcielono w struktury IV Korpusu Pruskiego pod dowództwem generała von Bülowa. Pod korpus ten podporządkowana została 13 Brygada, którą dowodził generał von Hake. Miał on pod pod sobą około 6560 ludzi. W skład tej brygady wchodził 3 Nowomarchijski Regiment Landwehry. W regimencie tym 3 batalion był świdwińskim batalionem piechoty. Składał się z czterech kompanii. Po jednej kompanii wystawił Kalisz, Drawsko, Złocieniec i Świdwin. Armia pruska pod dowództwem marszałka von Blüchera przystąpiła do walki z armią francuską. Jednak IV Korpus von Bülowa nie brał udziału w bitwie pod Ligny. Znajdował się w tym czasie ponad 20 kilometrów dalej na umocnionych pozycjach na południe od Wavre. Ponieważ nie brał udziału w walkach pod Ligny, gdzie zwyciężyli Francuzi, więc był w tym momencie najlepiej utrzymanym korpusem. W Wavre IV Korpus pod dowództwem von Bülowa został wyznaczony do poprowadzenia marszu pod Waterloo. Drogi były w złym stanie po nocnym deszczu, a ludzie Bülowa musieli przejść przez ciasne ulice Wavre i przemieścić jeszcze artylerię. Na domiar złego w mieście wybuchł pożar blokując część ulic przez które maszerowali Prusacy. Tego dnia, 18 czerwca 1815 roku od godziny 6:00 dowódca wojsk brytyjskich Wellington toczył już bitwę z Napoleonem pod Waterloo. Po kilku godzinach zaciętych walk, gdy wydawało się, że cesarz Francuzów wygra, Wellington powiedział ,,Chciałbym nadejścia Prusaków lub nocy”. Ostatnie części IV Korpusu opuściły ulice Wavre o godzinie 10:00.  13 Brygada znajdowała się w samym środku kolumny marszowej. Po kilku godzinach oddziały korpusu dołączyły do bitwy. O 17:00 maszerowały przez Saint-Lamber[4] i kontynuowały marsz na Lasne. Od tej miejscowości wojska pruskie musiały przechodzić przez Las Paryski co znacznie spowalniło ruch. Doszło w tym momencie do pierwszych walk i potyczek. Celem ataku von Bülowa była miejscowość Plancenoit. Po godzinie 17 Napoleon wysłał przeciw Prusakom VI Korpus generała Lobau. Mieli oni bronić dostępu do miejscowości, ale napór coraz większych sił pruskich stale rósł. O godzinie 18 Bülow miał już trzykrotną przewagę w ludziach. Lobau musiał wysłać gońca do Napoleona z prośbą o posiłki. Cesarz nie chciał stracić Plancenoit. Sama miejscowość nie miała znaczenia, ale chodziło o jak największe zaangażowanie sił pruskich i wykrwawienie ich, by w tym czasie ostatecznie rozprawić się z wojskami brytyjskimi Wellingtona. Na pomoc Napoleon wysłał oddziały Młodej Gwardii. Było to około 4500 piechurów pod dowództwem generała Duhesme’a. Po ciężkich walkach udało się odzyskać miejscowość. Bülow nie zniechęcił się i ponownie wysłał swoich żołnierzy, aby zajęli Plancenoit.

W tej sytuacji Napoleon wysłał na ratunek 2 bataliony gwardii cesarskiej. Przeprowadzony atak odrzucił wojska pruskie na ponad 600 metrów od zabudowań. Po opanowaniu sytuacji Napoleon chciał około godziny 19 przeprowadzić ostateczny atak na pozycje Wellingtona. Jednak pół godziny później na pole bitwy przybyły siły I Korpusu Pruskiego pod dowództwem von Zietena i z marszu przystąpiły do walki. Przybycie świeżych sił pruskich podniosło morale  innym oddziałom co w tym momencie przesądziło o wygranej armii Prus i Wielkiej Brytanii. Po bitwie po raz kolejny Napoleon musiał ustąpić. Przypieczętowano postanowienia ustalone podczas Kongresu Wiedeńskiego, a pobity Napoleon został przeniesiony na wyspę św. Heleny gdzie zmarł w roku 1821. Podczas bitwy pod Waterloo poległa również część III batalionu 3 regimentu(pułku) nowomarchijskiego. Nie znamy niestety pełnej listy poległych, w części źródeł niemieckich udaje się ustalić jedynie 27 imion lub nazwisk mieszkańców Świdwina i okolic. Z pewnością poległych było więcej. Ciekawostę stanowi jeszcze istnienie jednego wpisu o dniu śmierci jednego z kombatantów, który został umieszczony w kronice miasta autorstwa Zechlina. 1846 roku, w dniu 20 czerwca umiera woźny sądowy Friedrick Koepp, posiadacz żelaznego krzyża 2 klasy, rosyjskiego krzyża św. Jerzego 5 klasy, złotego odznaczenia służbowego i pamiątkowego medalu wojennego. Jest to jedna informacja o kombatancie wojny z Francją. Również ze zwycięskiej kampanii wracało wiele osób rannych lub kalek. Superintendent Benekendorf organizował wiele zbiórek, z których zebrał sumę 327 talarów 21 groszy i 6 fenigów. Środki te przeznaczano na opiekę nad rannymi żołnierzami, a także koszule, pościel, ręczniki, bandaże i płótno.

W Świdwinie do tego celu wykorzystano szpital zorganizowany jeszcze pod okupacją francuską. W regionie nadal pozostawało wielu jeńców z armii Napoleona, na których widok zapewne nie raz mieszkańcy się burzyli. Księgi kościelne mówią o tym, że w dniach od 18 do 25 października 1813 roku zmarło w mieście 10 jeńców francuskich, którzy byli transportowani z Choszczna do Białogardu. Miasto już od dawna nie posiadało fortyfikacji, zburzono jedynie bramę młyńską, która była w złym stanie technicznym i mogła się zawalić. Z elementów obronnych ostała się jedynie brama kamienna i fragment murów. W 1818 roku zlikwidowano też wały miejskie nazywane ,,trzema okopami”. Zrównano je i zbudowano ulicę Neuestadtstrasse(Nowomiejską). W roku 1816 Królestwo Prus przeprowadziło, także reformę administracyjną po której powiat świdwiński i drawski odłączono od administracji ziem nowomarchijskich, a  przyłączono do prowincji Pomorza i podporządkowano rejencji koszalińskiej. Spowodowało to także zmianę administracji wojskowej. Od tej pory kadry 3 batalionu świdwińskiej Landwehry zostały przydzielone do 9 pomorskiego regimentu(pułku) Landwehry. Świdwin pozostawał miejscem garnizonowania. Dowództwo batalionu umieszczono w zamku. Dowódca oddziału miał swoje mieszkanie w dawnych komnatach komandora joannickiego. W innej części zamku utworzono zbrojownię. Szeregowi żołnierze Landwehry najpierw po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej w jednostkach liniowych otrzymywali po zwolnieniu przydział do najbliższej jednostki Obrony Krajowej. Oprócz tego byli zobowiązani, aby przez kilka lat odbywać okresowe ćwiczenia. Każdy rezerwista mieszkał we własnym domu gdzie miał obowiązek przechowywać też swój mundur i wyposażenie z wyjątkiem broni. W 1817 roku osiadł także w Świdwinie pierwszy lekarz batalionowy specjalnie sprowadzony na potrzeby miejscowego oddziału. Był to Christian Ludwig Schröder. Wojny napoleońskie przyniosły w okresie kilku lat ogromne długi dla miasta. Jednak w perspektywie dalszych postępów i wzrostu potęgi Prus można było te zaległości odrobić. Zbliżał się za to kolejny okres. W wieku XIX ludność niemiecką objęła niezwykle silna idea nacjonalistyczna i pangermańska, która była potężną siłą jednoczącą wielu Niemców, którzy torowali drogę do narodowego zjednoczenia i stworzenia jednego państwa pod rządami silnej jednostki.

 

LITERATURA:

  1. Czerniak, Lech, i Bogusław Polak, red. Świdwin 1296-1996: studia z dziejów miasta: [opracowanie zbiorowe]. Koszalin – Świdwin: Muzeum Okręgowe, 1996.
  2. „documentArchiv.de – Aufruf des Königs von Preußen Friedrich Wilhelm III. «An Mein Volk!» (17.03.1813)”. Udostępniono 28 kwiecień 2020. http://www.documentarchiv.de/nzjh/preussen/1813/an-mein-volk_friedrich-wilhelmIII-aufruf.html.
  3. Gonsalvo. „Blunders on the Danube: Prussian Landwehr, 1813 – 1815”. Blunders on the Danube (blog), 14 sierpień 2014. https://blundersonthedanube.blogspot.com/2014/08/prussian-landwehr-1813-1815.html.
  4. Kortlepel, Ludwig. Schivelbeiner Gechichte und Geschichten. Schivelbein: Friedrich Puchstein, 1925.
  5. Lindmajer, Józef, i Eugeniusz Zdzisław Zdrojewski, red. Dzieje powiatu świdwińskiego. Poznań: Wydaw.Poznańskie, 1973.
  6. „Neumärkische Soldaten Landwehr 1813-1815”. Udostępniono 28 kwiecień 2020. https://neumark.agoff.de/nmsoldat.htm.
  7. „Prussian Infantry : Napoleonic Wars : Uniforms : Organization : Preußische Infanterie”. Udostępniono 28 kwiecień 2020. http://www.napolun.com/mirror/napoleonistyka.atspace.com/Prussian_infantry.htm#prussianlandwehr.
  8. „Prussian Reform Movement”. W Wikipedia, 15 marzec 2020. https://en.wikipedia.org/w/index.php?title=Prussian_Reform_Movement&oldid=945736248.
  9. Reinhold, Werner Chronik der Städte Belgard, Polzin und Schivelbein und der zu beiden Kreisen gehörigen Dörfer. Karl Kühn, 1862.
  10. Summerfield, Stephen. „PRUSSIAN LANDWEHR OF THE NAPOLEONIC WARS”. Udostępniono 28 kwiecień 2020. https://www.academia.edu/36093735/PRUSSIAN_LANDWEHR_OF_THE_NAPOLEONIC_WARS.
  11. Summerfield, Stephen. Prussian Napoleonic Landwehr Infantry and Cavalry 1808-1815: Landsturm, Volunteer Cavalry and Streifkorps. Udostępniono 28 kwiecień 2020. https://www.academia.edu/826856/Prussian_Napoleonic_Landwehr_Infantry_and_Cavalry_1808-1815_Landsturm_Volunteer_Cavalry_and_Streifkorps.
  12. „Świdwin (woj. zachodniopomorskie) – historia Świdwin (woj. Zachodniopomorskie) – legendy i podania Schivelbeiner Geschichte und Geschichten – Bałtycka Biblioteka Cyfrowa”. Udostępniono 28 kwiecień 2020. http://bibliotekacyfrowa.eu/dlibra/show-content/publication/41963/edition/35232/?format_id=2.
  13. Zechlin, Arthur. Geschichte der Stadt und des Kreises Schievelbein in chronologischer Form. s.l., 1890.

Przypisy:

[1] Możliwe, że chodzi tutaj o Carla Wilhelma Scheele – niemiecko-szwedzkiego aptekarza i chemika. Odkrył on pierwiastek tlenu w 1771 roku.
[2] ,,Z Bogiem za Króla i Ojczyznę” – dewiza oddziałów Landwehry
[3] Lehnschulze – urząd wójta lennego w dawnych państwach niemieckich. Nie był on wybierany tylko dziedziczony z ojca na syna. Spełniał on władzę wykonawczą i sądowniczą we wsiach koło dużych miejscowości. Często byli to bogaci chłopi zwolnieni ze świadczeń na rzecz zwierzchnika.
[4] Dzisiejsze Chapelle-Saint-Lambert

 

O autorze:

Adam Kotarski – Urodzony w 1998 roku w Świdwinie. Student Historii, specjalizacji Archiwistyki i zarządzania dokumentacją na UAM w Poznaniu. W swojej pasji najbardziej skupia się na badaniu historii lokalnej Pomorza Zachodniego, historii drugiej wojny światowej, a zwłaszcza jednostek niemieckich i cudzoziemskich służących w armii niemieckiej w latach 1939-1945, oraz historii 1 i 2 Armii Polska Polskiego na Wschodzie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.