Huta Pieniacka 28.02.1944

 

Dom rodziny Sulimira Stanisława Żuka znajdował się trzy kilometry od Huty Pieniackiej, w której 28 lutego 1944 roku doszło do jednej z największych zbrodni, jaka miała miejsce na Kresach w czasie II wojny światowej.

Sulimir  Stanisław Żuk fot: Archiwum Historii Mówionej

Pan Sulimir nie był naocznym świadkiem mordów, ale był na miejscu zdarzenia i rozmawiał ze świadkami, którym udało się przeżyć.

Swoje wspomnienia z tego okresu, jak i z pięknych lat dziecinnych, które spędził na Podolu, zawarł w swojej książce „Skrawek piekła na Podolu”. W 65. rocznicę tragedii zgodził się opowiedzieć o tamtych wydarzeniach.

Jaki obraz Huty Pieniackiej zachował pan w swoich wspomnieniach?

Legenda głosiła, że Hutę Pieniacką założył nasz wielki król Jan III Sobieski, który urodził się w odległym od niego o 18 kilometrów Olesku. Wieś była wyłącznie polska. Były tam trzy rodziny żydowskie, które prowadziły karczmę i dwa sklepy. Mieszkali tam moi dziadkowi – Wincenty i Urszula Kierepka, dziadek był mistrzem w hucie szkła, a babcia była felczerem i akuszerką. Huta Pieniacka była położona na ogromnej polanie otoczonej gęstym lasem.

Po powstaniach styczniowym i listopadowym niektórym powstańcom udało się uciec w trakcie wywózki na Sybir i trafić właśnie do Huty. Jednemu z nich postawiono nawet pomnik w centrum wsi, koło kościoła, a jego pozostałości stoją tam do dziś. Do tej przepięknej krainy mój ojciec trafił przypadkiem. W 1920 roku, wraz z armią Rydza Śmigłego, szedł na Wschód m.in. przez tą miejscowość. Tam poznał i zakochał się w mojej mamie. Następnie, podczas walk, został ciężko ranny. Gdy już się wyleczył, to wrócił do Huty i ożenił się ze swą ukochaną. Tak i mi, urodzonemu w 1930 roku, dane było od najmłodszych lat cieszyć się tą piękną krainą… 

Jak pan wspomina narastanie konfliktu między nacjonalistami ukraińskimi a innymi narodami zamieszkującymi ten region?

W momencie gdy polska armia w 1939 roku ulegała na terenie Podola rozsypce, znajomi oficerowie mojego ojca przyjeżdżali do nas, zdejmowali mundury, palili je w piecu, zakładali cywilne ubrania, zostawiali broń, a następnie każdy z nich jechał w swoją stronę. Za czasów okupacji bolszewickiej nie dochodziło do konfliktów między Polakami i Rusinami, zaczęły się one dopiero wtedy gdy przyszli Niemcy. Już w 1942 roku, coraz częściej dochodziły do nas słuchy o tym co się dzieje na Wołyniu, a w pierwszej połowie 1943 roku docierały do nas wręcz makabryczne wieści. 

 

Czy to wtedy pańska rodzina rozpoczęła przygotowania do obrony?

Tak, wtedy ojciec i ja postanowiliśmy odkopać z sadu skrzynię, w której w 1939 roku zakopaliśmy broń pozostawioną przez oficerów i żołnierzy polskich i broń myśliwską mojego ojca. Ponieważ tata, z powodu ran, nie mógł posługiwać się prawą ręką, pełniłem funkcję jego pomocnika. Ojciec udzielał mi wskazówek, a ja rozbierałem i naoliwiałem karabiny. Jeszcze dziś mógłbym rozebrać, złożyć i odpalić mauzera. Mój ojciec zamienił cały dom w warownię, z czterech wejść zostawiliśmy tylko jedno, pozostałe zamurowaliśmy. Podobnie zrobiliśmy ze wszystkimi oknami, zostawiając w nich tylko otwory, dzięki którym można było obserwować wszystko co się dzieje na zewnątrz i strzelać. Na górze, na dachu, urządziliśmy wartownię, w której pełniliśmy dyżury, zmieniając się co sześć godzin.

Kiedy po raz pierwszy naocznie zetknął się pan z falą mordów, która przelała się przez Kresy?

Doskonale pamiętam jak na jesieni w 1943 roku, na około nas zaczęły płonąć polskie wsie. Niebo zaczynało być czerwone. Jeszcze w tym czasie krążyłem pomiędzy Hutą Pieniacką, gdzie żyli nasi dziadkowie i część rodziny, a naszym domem. We wsi tej była dobrze zorganizowana obrona, której komendantem był inżynier Kazimierz Wojciechowski. Ja pełniłem funkcję kuriera i przenosiłem tajne dokumenty, informacje. Miałem do tego celu specjalnie przygotowane skrytki zaszyte w kurtce i w czapce. Trzy kilometry od naszego domu do Huty wiodły przez las, drogę znałem na pamięć.

Któregoś dnia, gdy szedłem tą drogą, zobaczyłem przed sobą trzech jeźdźców. Zbliżali się szybko, a ja zdałem sobie sprawę z tego, że nie zdążę się przed nimi schować i że moja ucieczka może wzbudzić ich podejrzenia, że jestem Polakiem. Jeden z jeźdźców zeskoczył z konia, podszedł do mnie, chwycił mnie za ramię i spytał: „ty kto?”, „czyj syn?”. Zrobiło mi się gorąco, miałem dreszcze na plecach, starałem się sobie przypomnieć rusińską rodzinę, w której byłby chłopak w moim wieku. Wiedziałem, że jak mnie rozpoznają, to nie ujdę z życiem. Pamiętałem, że mieli oni w zwyczaju pytać pacierza po rusku, ja zaś znałem tylko pierwsze słowa modlitwy, jeśliby kazali mówić cały, to byłoby po mnie. Przypomniałem sobie w końcu pewną rodzinę i odważnie powiedziałem, że jestem synem Kuryluka z Pyrylisek. On spojrzał na mnie, podszedł i kazał mi uklęknąć, chwycił mnie lewą ręką za głowę, przycisnął ją do swojej piersi, wyjął niemiecki bagnet, a jego ostrzem podniósł mi głowę.

Żegnałem się z życiem. Ale jeden z dwójki, która pozostała na koniach powiedział, żeby mnie zostawił w spokoju, gdyż on zna Kuryluka i potwierdził, że jestem tamtego synem. Wtedy ten zwolnił uścisk, zostawił mnie, następnie wskoczył na konia i odjechali. Znowu zrobiło mi się gorąco, trzęsły mi się ręce… 

Mordy na Kresach miały szczególnie brutalny charakter, wspomnienia tych, którzy byli ich świadkami, budzą przerażenie… Członkowie UPA nie znali litości ani dla starców ani dla kobiet ani dla dzieci.

W Boże narodzenie, 1943 roku w nocy, podczas mojej warty zobaczyłem jak do naszego domu podjeżdża sznur sań, część z nich zatrzymała się tuż nieopodal. Ogłosiłem alarm. Nasza broń była co wieczór ładowana i w ciągu 2, 3 minut, wszyscy byliśmy gotowi do obrony. Oprócz mojego ojca i matki nasza rodzina liczyła jeszcze moją młodszą siostrę, często był też u nas ktoś z samoobrony, czy z uciekinierów z Wołynia. Wraz z ojcem obserwowaliśmy na górze co się dzieje, słychać było, że trwa tam jakaś kłótnia, ale nie rozumieliśmy słów. Po kilkunastu minut tamci odjechali. Rano zobaczyliśmy, że w tych miejscach gdzie się zatrzymali były duże kałuże krwi. Okazało się, że w najbliższych wsiach uprowadzili czternaście osób, w tym dwóch Ukraińców. Jeden z nich ożenił się z Polką, córką naszego sąsiada.

Po kilku dniach, w odległości 2 kilometrów od naszego domu, psy odnalazły zwłoki. Pobiegliśmy tam z ojcem i z rodzinami porwanych… tak zmasakrowanych ciał nigdy już w życiu nie widziałem. Nasz sąsiad Ignacy Cegliński leżał bez ubrania z resztkami bielizny, miał rozgniecioną czaszkę, wgniecione żebra, zrobiono mu tzw. rękawiczki. Polegało to na tym, że żywemu człowiekowi nacinano skórę wokół łokcia i ściągano mu ją aż do paznokci. Następnie ci bandyci taką rękawiczkę suszyli i przywiązywali sobie do pasa. Im więcej, któryś z nich ich miał, tym większym był bohaterem za „samostalnu Ukrainu”. Reszta ludzi została zmasakrowana w podobny sposób. Miałem wtedy trzynaście lat. Zrobiło to na mnie przerażające wrażenie, a wspomnienie tego będę nosił w sobie do końca mych dni…

Od tego momentu następowały coraz tragiczniejsze przypadki. Na początku stycznia ukraińscy nacjonaliści spotkali w lesie Polkę, przywiązali do jej rąk i nóg cztery konie i rozerwali ją na części. Na drugi dzień mąż tej kobiety wiózł ją koło naszego domu i odsłonił dla nas zbitą z czerech desek trumnę. To był makabryczny widok.

W Polsce tylko nieliczni słyszeli o mordzie dokonanym w Hucie Pieniackiej. W swojej książce „Skrawek piekła na Podolu” opisuje pan jego przebieg.

W poniedziałek, 28 lutego 1944 roku, dywizja SS Galizien, składająca się wyłącznie z ukraińskich nacjonalistów ochotników, dowodzona przez niemieckich oficerów, wraz z miejscowymi jednostkami UPA, otoczyła nad ranem całą wieś. Około 5 na ranem zaczęła do niej wstępować. Sytuacja była skomplikowana, gdyż wcześniej część samoobrony dostała rozkaz z Inspektoratu AK, by opuścić wieś z bronią w ręku lub ją ukryć, gdyż dywizja SS sprawdzi tylko czy we wsi jest broń, a następnie wyjdzie i nikomu nie stanie się krzywda. Mnie tego dnia nie było w Hucie, ale z rozmów wiem co się tam działo.

Moja babcia, jako że była położną, została wezwana do Pani Michalewskiej, która właśnie miała rodzić. W tym czasie ukraińscy nacjonaliści zaczęli wszystkich wywlekać z domów i wpędzać do kościoła. Część samoobrony nie podporządkowała się akowskiemu rozkazowi i została. Gdy jednak zobaczyli, że nie ma szansy na prowadzenie walki, ukryli broń i weszli do kościoła. Wśród nich był między innymi mój wujek. W kościele rozgrywały się straszne sceny. Panią Michalewską, rodząca kobietę i moją babcię również wpędzono do świątyni.

Ta kobieta zaczęła rodzić przed ołtarzem, a bandyta w esesowskim mundurze podszedł do niej, wyrwał jej dziecko, rzucił o kościelną posadzkę i rozdeptał podkutym butem. Moja babcia, siedemdziesięcioletnia kobieta rzuciła się na niego z pięściami, on zdjął automat z ramienia i zastrzelił obie kobiety. Następnie wybrał z tłumu kilkunastoletnią dziewczynkę i kazał jej wyrzucić zwłoki tego dziecka z kościoła. Ona owinęła je w szaty liturgiczne, które były już rozrzucone po posadce i wynosząc je z kościoła, sama udzieliła mu chrztu, a następnie położyła je na śniegu.

Pana dziadkowie nie przeżyli wejście SS Galizien do Huty, udało się to jednak pana wujkowi.

Mój wujek, wraz z trzynastoma osobami, wszedł na wieżyczkę tego kościoła i nie widział tego co się działo wewnątrz, nie wiedział, że w tym czasie została zamordowana jego matka. Na wieżyczce widział jednak wszystko co się dzieje do około. Wśród zgromadzonych na wieży było malutkie dziecko, które cały czas płakało. Ludzie bali się, że bandyci je usłyszą i wejdą na górę. Jeden z obecnych szepnął więc do matki by uciszyła dziecko, bo w przeciwnym razie on je udusi. Matka odpowiedziała, że najpierw będzie musiała ją zabić. Doszło do głosowania, czy je zabić, czy też nie. Większość zdecydowała by zabić, ale nie było takiego zbrodniarza, który by to wykonał. Okazało się jednak, że wszyscy z wieżyczki przeżyli. 

Nie udało się to jednak Kazimierzowi Wojciechowskiemu, którego mordercy rozpoznali w kościele, wywlekli na zewnątrz i strasznie torturowali. W końcu oblali go benzyną i podpalali. Spłonął jak żywa pochodnia. Ukraińscy nacjonaliści wywlekali z kościoła po kilkadziesiąt osób, wpychali do najbliższych stodół i chałup, blokowali drzwi, oblewali benzyną i podpalali. Taki proceder trwał cały dzień. W ciągu tego dnia spalono i wymordowano około tysiąc osób, uratował się zaś ponad sto. Niektórym udało się uciec drugim wyjściem ze stodół, inni pochowali się w specjalnie przygotowanych schronach. Udało się także uciec tej dziewczynie, która wyniosła noworodka zdeptanego z kościoła. Córka tej dziewczyny jeszcze żyje, mieszka w Elblągu, to właśnie od niej mam zapis wspomnień jej matki. 

Kiedy pańska rodzina dowiedziała się o tej zbrodni?

Około godziny 17, ci co jeszcze żyli, usłyszeli dźwięk trąbki, po którym to bandyci zaczęli odchodzić z Huty Pieniackiej. Wtedy mój wujek, wraz z resztą ocalałych, zeszli z wieżyczki i zobaczyli straszne rzeczy. Nasz dom od Huty odgradzało pasmo górskie, tak że u nas nie było słychać wystrzałów, a wciągu dnia nie było widać pożarów. Na drugi dzień przyszedł do nas znajomy z informacją, że Hutę spalono i wymordowano wszystkich jej mieszkańców. Na wieść o tym moja mama zemdlała, a gdy oprzytomniała to natychmiast chciała tam pojechać. Była jednak wtedy straszna zima, a my nie mieliśmy konia. Można było tylko wybrać się tam na piechotę. Chciał pójść mój ojciec, ale bez niego nie można by było obronić domu. Ja też powiedziałem że chce iść, ale mi zabroniono. Bardzo kochałem dziadków, w szczególności babcię i nie mogłem w nocy spać. Nad ranem wstałem i zostawiłem kartkę na poduszce z informacją, że idę do Huty. Wziąłem ze sobą tylko granat, bo gdybym wziął ze sobą długą broń to byłoby mnie widać z daleka.

Zanim jednak wyszedłem z naszego podwórka to ukląkłem, pomodliłem się za to by zobaczyć dziadków, a jak wrócę do domu to rodziców. Gdy doszedłem do Huty, przed moimi oczami pojawił się straszliwy widok, którego nigdy nie zapomnę. Mimowolnie ugięły mi się kolana i łzy popłynę do oczu. Z tego miejsca zawsze widziałem dom moich dziadków, gospodarstwo, a teraz nie było nic. Nie było domów, stodół ani innych zabudowań. W niebo sterczały tylko osmalone kominy. Od tego spaleniska wiał w kierunku lasu leciutki wiatr, poczułem dziwny zapach, po chwili zorientowałem się, że jest to zapach spalonego mięsa. Przypomniałem sobie, że ci bandyci palą żywych ludzi, na samą myśl o tym zrobiło mi się niedobrze. Przez chwilę zastanawiałem się czy wejść na polanę i zobaczyć co się stało z najbliższymi, ale rozsądek wziął górę. Słyszałem bowiem, że zgliszcza są często plądrowane przez uzbrojonych ludzi. Postanowiłem jak najszybciej wrócić do domu. 

Czy nie czuł pan pragnienia zemsty?

W czasie powrotu targało mną straszne uczucie zemsty, pomyślałem, że podejdę pod ukraińską wieś i rzucę granat na jakieś podwórko. Zaraz zdałem sobie jednak sprawę, że nie będzie to miało najmniejszego sensu, zginą bowiem niewinni ludzie. Odszedłem więc od tego zamiaru. Gdy wróciłem do domu opowiedziałem rodzicom co widziałem. Tej nocy nie spaliśmy. Mama podjęła odważną decyzję i powiedziała, że jeżeli ociec dalej będzie upierał się by zostać, to ona weźmie dzieci i ucieknie. Ojciec skapitulował. Pamiętam, że mocno przeżył decyzję o opuszczeniu domu i wszystkiego co w swoim życiu osiągnął. Przez następnych kila dni przygotowywaliśmy się do wyjazdu.

Pewnej nocy, gdy znów byłem na warcie, zobaczyłem pojedynczą postać, która w śniegu i zawiei biegła w kierunku naszego domu. Wpadła do nas nasza znajoma, Ukrainka, i okropnym głosem zaczęła wołać: „uciekajcie, wydano na was wyrok, nie dożyjecie do niedzieli, uciekajcie choćby dziś, chrońcie swoje życie!”. Chcieliśmy żeby chwilę u nas została lecz ona powiedziała, że musi jak najszybciej wracać, bo jak się Oni dowiedzą, że nas ostrzegła, to ją zabiją. Na drugi dzień zamówiliśmy dwoje sań i ruszyliśmy. Kiedy za wzgórzem ginęła sylwetka naszego domu, zatrzymaliśmy się na chwilę, zmówiliśmy modlitwę. Pomyślałem sobie wtedy czy jeszcze kiedyś zobaczymy nasz dom. Historia odpowiedziała na to pytanie negatywnie. Domu już nigdy nie zobaczyliśmy. 

Panu Sulimirowi i jego rodzinie udało się dotrzeć do Brodów, a następnie do Warszawy. Po trzech miesiącach przyszło mu walczyć w Powstaniu Warszawskim.

 

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie prowadzi śledztwo o sygnaturze akt S 50/03/Zn w sprawie zabójstwa kilkuset mieszkańców Huty Pieniackiej dokonanego przez członków 14 Dywizji SS „Galizien” w dniu 28 lutego 1944 roku to jest o przestępstwo z art. 1 pkt. 1 Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 roku o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego[1]. Śledztwo w niniejszej sprawie zostało wszczęte postanowieniem z dnia 24 listopada 1994 roku przez byłą Okręgową Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie.

prok. Waldemar Szwiec
Naczelnik OKŚZpNP w Krakowie

Śledztwo Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
w Krakowie

w sprawie zbrodni w Hucie Pieniackiej 

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie prowadzi śledztwo o sygnaturze akt S 50/03/Zn w sprawie zabójstwa kilkuset mieszkańców Huty Pieniackiej dokonanego przez członków 14 Dywizji SS „Galizien” w dniu 28 lutego 1944 roku, to jest o przestępstwo z art. 1 pkt. 1 Dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 roku o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego.

Śledztwo w niniejszej sprawie zostało wszczęte postanowieniem z dnia 24 listopada 1994 roku przez byłą Okręgową Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie. 

W oparciu o dotychczas przeprowadzone czynności ustalono następujący stan faktyczny.
W drugiej połowie 1943 roku i na początku 1944 roku, w okresie nasilenia napaści nacjonalistów ukraińskich na polskie wsie kresowe, Polacy grupowali się w większych miejscowościach, gdzie działały silne oddziały samoobrony wspomaganej przez Armię Krajową . Jednym z takich ośrodków była Huta Pieniacka.

W dniu 23 lutego 1944 roku członkowie samoobrony w Hucie Pieniackiej odparli atak, próbującego wejść do wsi, zwiadu 1 batalionu 4 pułku policyjnego sformowanego z Ukraińców, ochotników do 14 Dywizji SS „Galizien”.

Członkowie samoobrony podjęli walkę w przekonaniu, iż napastnikami są nacjonaliści ukraińscy przebrani w niemieckie mundury. Wniosek taki wysunęli w oparciu o fakt, iż napastnicy posługiwali się językiem ukraińskim. Na skutek powyższych działań zginęło dwóch członków wskazanej formacji, a kolejnych ośmiu zostało rannych. Straty tego pododdziału byłyby zapewne większe, ale uzyskał on pomoc w walce, ze strony sotni Ukraińskiej Powstańczej Armii dowodzonej przez Dmytra Karpenkę pseudonim „Jastrub”.

W wyniku opisanej potyczki zginęli Oleksy Bobak i Roman Andrejczuk, pierwsi polegli w czasie działań bojowych żołnierze Dywizji SS „Galizien”, których uroczysty pogrzeb odbył się w Brodach. We w skazanych uroczystościach pogrzebowych uczestniczyli miedzy innymi dr Otto Wechter – Gubernator Dystryktu Galicja oraz pułkownik Zygfryd Binz – dowódca 4 pułku policyjnego SS.
Ukraińskie pułki policyjne SS (oznaczone numerami od 4 do 8) zostały utworzone w maju 1943 roku z pierwszego rzutu ukraińskich ochotników zgłaszających się do 14 Dywizji SS „Galizien”, głównie z terenu dawnej Galicji Wschodniej.

Funkcje dowódcze sprawowali oficerowi niemieccy, a dowódcą pułku był, jak już wskazano, Niemiec, pułkownik Zygfryd Binz. Pułki policyjne SS stanowiły pododdziały przeznaczone do realizacji odmiennych działań bojowych, a to o charakterze policyjnym. Wyżej wymienione formacje miały za zadanie zabezpieczenie tyłów armii niemieckiej w Galicji Wschodniej, przy szczególnym uwzględnieniu zwalczania partyzantki sowieckiej. W Dowództwie SS w Berlinie powstał Sztab, powołany do utworzenia galicyjskich ochotniczych pułków policyjnych SS, kierowany przez płk Richarda Sthana.

Wymieniony Sztab działał do grudnia 1943 roku. Pułki oznaczone numerami 4 i 5 był szkolone w obozach w Niemczech (Alzacja). 4 pułk liczył około 1200 żołnierzy dowodzonych przez niemieckich oficerów służących uprzednio w siłach policyjnych.

W lutym 1944 roku, pułk został przetransportowany z obozów szkoleniowych na terytorium Galicji Wschodniej i rozlokowany na linii Złoczów, Brody, Zbaraż, która znajdowała się odległości kilkunastu kilometrów od linii frontu.

Także w lutym 1944 roku, na rozkaz SS – Obergruppenfürera Wilhelma Koppe -dowódcy SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie, z żołnierzy w/w formacji utworzono grupę bojową do zwalczania sowieckiej partyzantki.

Wskazana grupa, znana od nazwiska dowódcy „Bojową Grupą Beyersdorfa”, została skoncentrowana w Lubaczowie, skąd prowadziła działania bojowe w rejonie Cieszanów – Tarnogród-Biłgoraj. W późniejszym okresie, na mocy rozkazu H. Himmlera z dnia 22 kwietnia 1944 roku, galicyjskie ochotnicze pułki policyjne zostały skierowane do walk frontowych wraz innymi oddziałami liniowymi 14 Dywizji SS „Galizien”, a następnie wzięły udział w walkach z Armią Czerwona w kotle Brody.

Podnieść należy, iż w opracowaniach historycznych dotyczących 4 pułku policyjnego SS wskazuje się, że żołnierze tej formacji prawdopodobnie nie brali udziału w walkach Dywizji w kotle Brody. W oparciu o ustalenia poczynione w toku niniejszego śledztwa zasadnym jest przyjęcie, iż żołnierze wskazanego pułku brali udział w tych walkach. Na podstawie materiałów archiwalnych w postaci kart zgonu żołnierzy 14 Dywizji SS „Galizien” ujawniono, że wśród poległych w tej bitwie żołnierzy Dywizji, wskazano także kilkunastu, których przydział organizacyjny określono jako 4 pułk policyjny SS (4 Galizische SS Freiwillige Regiment).

Powyższe ustalenie w powiązaniu z innymi dowodami zebranymi w niniejszej sprawie, uprawnia do przyjęcia uprawnionego wniosku dotyczącego co najmniej, związku logistycznego tego pododdziału z 14 Dywizją SS „Galizien”(podnieść należy, iż nazwa niniejszej Dywizji zmieniała się czterokrotnie w okresie jej funkcjonowania).

Opisana powyżej potyczka z dnia 23 lutego 1944 roku była związana z uzyskaniem przez dowództwo 4 pułku policyjnego informacji, iż w Hucie Pieniackiej stacjonuje duży oddział partyzantów sowieckich. Informacje dotyczące sytuacji w Hucie Pieniackiej zostały przekazane prawdopodobnie przez komendanta policji ukraińskiej w Podhorcach. Wzmiankowany oddział wywiadowczy sowieckiej partyzantki, dowodzony przez Borysa Krutikowa, liczył kilkuset partyzantów i stacjonował przez kilka dni w Hucie Pieniackiej, którą opuścił w dniu 22 lutego 1944 roku. Podnieść należy, iż w Hucie Pieniackiej przebywała uprzednio grupa około 60 partyzantów sowieckich, którzy nawiązali współpracę z samoobroną wioski. W ramach powyższego, partyzanci korzystali z pomocy mieszkańców, a sami prowadzili szkolenia członków samoobrony oraz przekazali dla tej formacji broń i amunicję.

Stacjonujący w Hucie Pieniackiej oddział partyzancki podejmował akcje dywersyjne skierowane przeciwko Niemcom. Z upływem czasu liczebność tego oddziału rosła, osiągając wskazany powyżej stan osobowy. Stan taki spowodował konieczność opuszczenia Huty Pieniackiej, bowiem rodziło to podstawowe problemy aprowizacyjne, a także stwarzało zagrożenie dla wsi oraz stacjonującego tam oddziału ze strony Niemców. Ważną role w działaniach sowieckich partyzantów pełnili poszczególni mieszkańcy wsi, którzy jako przewodnicy umożliwiali partyzantom sprawne przemieszczanie się w nieznanym im terenie. Ponadto, wykorzystując powiązania rodzinne umożliwiali partyzantom, wykonującym działania dywersyjne, bezpieczny pobyt we Lwowie.

W tym celu wykorzystywano między innymi lwowskie mieszkania ojca Kazimierza Wojciechowskiego, dowódcy samoobrony w Hucie Pieniackiej. Wskazane działania dywersyjne polegały na organizowaniu zamachów na niemieckich dygnitarzy, niszczeniu szlaków kolejowych.

Wydarzenia z dnia 23 lutego 1944 roku, spowodowały to, iż mieszkańcy Huty Pieniackiej przygotowywali się do odparcia spodziewanego ataku odwetowego. Możliwość podjęcia tego rodzaju akcji odwetowej została uprawdopodobniona w oparciu o dane uzyskane przez komórki wywiadowcze Inspektoratu Armii Krajowej w Złoczowie. W nocy z 27 na 28 lutego 1944 roku do Huty Pieniackiej przybył kurier w/w Inspektoratu, który przekazał, iż w kierunku wsi podążają pododdziały 14 Dywizji SS „Galizien”.

Równocześnie, kurier przekazał polecenie Inspektoratu dotyczące zaniechania obrony, ukrycia broni oraz opuszczenia wsi przez mężczyzn, a także przygotowania kryjówek dla pozostałych mieszkańców. W związku z tym w wielu domostwach oraz zabudowaniach gospodarczych przygotowano kryjówki mieszczące się w prowizorycznych schronach oraz piwnicach.

Tego rodzaju polecenia i podjęte w związku z powyższym działania były podyktowane przekonaniem, iż zbliżające się pododdziały SS dokonają kontroli wsi celem ewentualnego ujawnienia posiadanej przez mieszkańców broni palnej, bądź ujawnienia okoliczności dotyczących udzielania pomocy sowieckim partyzantom.

Podobna akcja miała miejsce kilka dni wczesnej w pobliskiej wsi Majdan, gdzie pododdział pułku policyjnego, po przybyciu do wsi, dokonał zatrzymania mężczyzn, którzy zostali poddani przesłuchaniom na podane okoliczności. Po zakończeniu przesłuchań, zatrzymanych zwolniono, a tylko ograniczoną grupę mężczyzn skierowano do robót przymusowych.

We wczesnych godzinach porannych 28 lutego 1944 roku, Huta Pieniacka, została otoczona przez kilkusetosobowy oddział wojska (w relacjach wymieniana jest liczba 500-600 żołnierzy). Żołnierze byli ubrani w białe kombinezony maskujące i porozumiewali się w języku ukraińskim, natomiast dowódcy posługiwali się językiem niemieckim. Jak wynika z relacji świadków, żołnierzom towarzyszyli nacjonaliści ukraińscy, w tym zarówno członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii (nieustalona sotnia z Wołynia), jak i mieszkańcy okolicznych wsi. Sygnałem do rozpoczęcia pacyfikacji wsi były wystrzelenie rakiet sygnalizacyjnych. W pierwszej fazie ataku napastnicy ostrzelali zabudowania znajdujące się na obrzeżach wsi. W tym czasie doszło do krótkiej wymiany ognia pomiędzy napastnikami a oddziałem AK z sąsiedniej miejscowości Huty Werchobuskiej. Żołnierze AK, wobec zdecydowanej przewagi przeciwników zaniechali dalszej walki i wycofali się do pobliskich lasów. Atak spowodował, że część mieszkańców ukryła się w przygotowanych uprzednio kryjówkach. Napastnicy po wkroczeniu do wsi, rozpoczęli przeszukania zabudowań. Wszyscy mieszkańcy, na polecenie dowodzącego pacyfikacją, byli pod eskortą, doprowadzani do znajdujących się w centrum wsi kościoła i szkoły.

Przesłuchani w trakcie prowadzonego śledztwa świadkowie zeznali, że po zakończeniu tej fazy pacyfikacji, napastnicy, w tym głównie nacjonaliści ukraińscy, rozpoczęli plądrowanie opuszczonych zabudowań i grabież pozostawionego mienia w postaci inwentarza żywego, sprzętów gospodarskich, odzieży i innych znalezionych przedmiotów. Opuszczone i ograbione zabudowania zostały spalone. W związku z tym, że w podpalonych zabudowaniach, w kryjówkach, znajdowali się ukrywający się mieszkańcy, część napastników pozostała w okolicy płonących zabudowań, oczekując na ewentualna ucieczkę ukrywających się tam osób. Jak zeznali świadkowie, napastnicy oczekujący w pobliżu podpalonych zabudowań zastrzelili większość osób, które podjęły próby ucieczki. W oparciu o relacje świadków ustalono szereg zdarzeń obrazujących bezwzględność i okrucieństwo sprawców. Jak ustalono, jeden z żołnierzy dokonał zabójstwa noworodka, który urodził się w czasie przetrzymywania pokrzywdzonych w kościele. Kolejny dokonał zabójstwa małego dziecka w ten sposób, iż uderzył jego głową o ścianę budynku. Ponadto, między innymi, ujawniono, że jedna ze starszych kobiet została w toku konwojowania śmiertelnie ugodzona bagnetem.

Napastnicy po opanowaniu wsi i umieszczeniu jej mieszkańców w szkole i kościele rozpoczęli przesłuchania zatrzymanych Polaków. Spośród zgromadzonych w kościele i szkole mieszkańców wywoływano poszczególne osoby, które obok kościoła były poddane przesłuchaniom na okoliczność pobytu we wsi radzieckich partyzantów, ukrywania osób narodowości żydowskiej, opieki nad rannymi partyzantami. W toku przesłuchań stosowano przemoc fizyczną polegającą na biciu po całym ciele. Dobór przesłuchiwanych osób pozwala na przyjęcie, iż sprawcy posiadali wiedzę co do dowództwa i składu oddziału samoobrony, a także miejsca ukrywania się radzieckich partyzantów.

Ustalono, iż dowódca miejscowego oddziału samoobrony Kazimierz Wojciechowski, po brutalnym przesłuchaniu, został oblany przez sprawców substancją łatwopalną i podpalony, co doprowadziło do jego śmierci.

W toku przesłuchania dokonano zabójstwa Władysława Bernackiego, członka oddziału samoobrony, który został ranny w trakcie potyczki w dniu 23 lutego 1944 roku. Po ujawnieniu, iż Wojciech Szmigielski w swoim domu ukrywał jednego z rannych radzieckich partyzantów, poddano go brutalnemu przesłuchaniu, a następnie oblano benzyną i podpalono, co stało się przyczyną jego śmierci.

Napastnicy, w jednej z kryjówek znajdujących się na terenie wsi odnaleźli rannych partyzantów radzieckich, którzy, jak podają świadkowie, natychmiast zostali rozstrzelani.

Około godziny 14.00 napastnicy rozpoczęli wyprowadzanie uwięzionych mieszkańców wsi z kościoła i szkoły. Poszczególne grupy liczyły od 20-50 osób, a to starszych, kobiet i dzieci oraz mężczyzn. Każda grupa była konwojowana przez kilkunastu żołnierzy, którzy zapewniali prowadzonych, iż wkrótce zostaną zwolnieni. W pierwszej kolejności wyprowadzono kobiety i dzieci. Jako ostatnią, grupę mężczyzn oraz młodzieży, których z kolei poinformowano, że zostaną wywiezieni do III Rzeszy jako robotnicy przymusowi. Wskazane grupy, prowadzono do drewnianych stodół i budynków gospodarczych zlokalizowanych na różnych posesjach w niewielkiej odległości od centrum wsi. Budynki te były kolejno podpalane przy pomocy przygotowanej uprzednio substancji łatwopalnej oraz przy użyciu pochodni, a uwięzionym uniemożliwiono ich opuszczenie. Zarówno w toku konwojowania jak i w czasie realizacji opisanych powyżej działań, sprawcy dokonali zabójstw szeregu osób, które podjęły próbę ucieczki lub jakiegokolwiek oporu. Tylko nieliczni zdołali wówczas zbiec.

Na podstawie zeznań przesłuchanych w sprawie świadków, a także dostępnych źródeł historycznych i publikacji ustalono, iż liczba ofiar opisanych działań wyniosła od 700 do 1300 osób. Zauważyć należy, iż Huta Pieniacka liczyła wówczas 172 gospodarstwa i około 1000 mieszkańców z tym, że liczba ta nie uwzględnia znajdujących się tam wówczas mieszkańców okolicznych wsi. W toku śledztwa ustalono, że z pogromu uratowało się około 160 osób. Podjęto działania zmierzające do ustalenia, w oparciu o zeznania świadków, dokumenty źródłowe oraz opracowania historyczne faktycznej liczby ofiar, jednak nie dały one możliwości poczynienia w tym zakresie precyzyjnych ustaleń. Zebrany w niniejszej sprawie materiał dowodowy wskazuje, że w wyniku pogromu zginęło około 850 osób.

Podnieść należy, iż zabudowania opuszczone przez mieszkańców Huty Pieniackiej były doszczętnie ograbione, a następnie podpalane. Działania te, jak wynika z zeznań przesłuchanych w sprawie świadków, prowadzili głównie nacjonaliści ukraińscy, towarzyszący żołnierzom SS. W wyniku powyższego zniszczeniu uległy praktycznie wszystkie zabudowania Huty Pieniackiej za wyjątkiem budynków kościoła oraz szkoły. Napastnicy opuścili Hutę Pieniacką około godziny 17, 00 zabierając ze sobą skradzione mienie. Następnego dnia, do Huty Pieniackiej przybyli jej ocaleni mieszkańcy oraz grupa osób zamieszkujących okoliczne wsie.

Przybyli udzielili pomocy rannym, a także pochowali zmarłych w dwóch zbiorowych mogiłach znajdujących się obok kościoła oraz budynku nowej szkoły, w wykopie służącym uprzednio do przechowywania wapna. Powyższe ustalenia zostały oparte zeznaniach i relacjach osób, które uczestniczyły w opisanych powyżej działaniach i precyzyjnie opisały miejsce pochówku. W okresie powojennym nie przeprowadzono ekshumacji ofiar przedmiotowej zbrodni. Po zakończeniu II Wojny Światowej rozebrano ocalałe budynki, a teren zniwelowano. Teren ten do dzisiaj nie został zabudowany.

Mając na uwadze powyższe stwierdzić należy, iż przedmiotowe zdarzenia zakwalifikowano jako zbrodnię nazistowską w rozumieniu przepisu artykułu 1 ustęp 1 litera a Ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej-Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W realiach niniejszej sprawy, czyny sprawców należy ocenić jako działanie polegające na pójściu na rękę władzy państwa niemieckiego poprzez udział w dokonywaniu zabójstw osób spośród ludności cywilnej w rozumieniu artykułu 1 punkt 1 dekretu z dnia 31 sierpnia 1944 roku o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego. Podnieść należy, iż wyżej wymieniony przepis został utrzymany w mocy na podstawie artykułu 5 § 1 punkt 3 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 roku – Przepisy wprowadzające Kodeks karny.

Przedmiotowa zbrodnia stanowi nadto zbrodnię wojenną oraz zbrodnię przeciwko ludzkości zgodnie z przepisem art. 3 cytowanej Ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej-Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. W tym miejscu należy także wskazać na art. 6 pkt a i c Statutów Norymberskich, który zawiera definicję tego rodzaju naruszeń prawa międzynarodowego.

W rozumieniu wskazanych uregulowań zbrodnie wojenne obejmują pogwałcenie praw i zwyczajów wojennych polegające między innymi na morderstwach i dręczeniu ludności cywilnej z okupowanego terytorium, rabunek własności prywatnej oraz rozmyślne i bezcelowe burzenie osad miast, osad i wsi, nie usprawiedliwione wojskową koniecznością (art. 6 pkt. b w/w Statutów). Zbrodnie przeciwko ludzkości obejmują morderstwa, eksterminację i inne nieludzkie czyny popełnione w stosunku do ludności cywilnej przed lub podczas wojny z przyczyn politycznych, rasowych lub religijnych w wykonaniu jakiejkolwiek zbrodni wchodzącej w zakres właściwości Międzynarodowego Trybunału Wojskowego powołanego w dniu 8 sierpnia 1945 roku do ścigania i karania głównych przestępców wojennych państw Osi w Europie (art. 6 pkt c Statutów). Mając na uwadze powyższe stwierdzić należy, iż zbrodnia objęta niniejszym śledztwem wyczerpuje znamiona wskazanych powyżej naruszeń prawa międzynarodowego.

W toku przedmiotowego śledztwa podjęto czynności procesowe zmierzające do ustalenia pełnej listy ofiar zbrodni dokonanej w Hucie Pieniackiej, a także ustalenia jej sprawców. W związku z powyższym, podjęto przesłuchania żyjących mieszkańców Huty Pieniackiej, członków rodzin ofiar zabójstw, mieszkańców sąsiednich miejscowości, a także innych osób posiadających wiadomości w sprawie. W toku śledztwa przesłuchano w charakterze świadków 144 osoby. Podjęto czynności zmierzające do ustalenia pełnej liczby mieszkańców Huty Pieniackiej w okresie objętym niniejszym postępowaniem i w tym celu poddano analizie materiały archiwalne, a w szczególności akta stanu cywilnego parafii Pieniaki, dotyczące zarówno liczby mieszkańców tej miejscowości w przedmiotowym okresie, odnotowanych w tych materiałach informacji dotyczących liczby osób zmarłych w dniu 28 lutego 1944 roku, a także w okresie następującym po tym dniu (zmarli w wyniku odniesionych obrażeń. Poddano analizie dostępne publikacje dotyczące zbrodni w Hucie Pieniackiej i to zarówno wydane w Polsce jaki i zagranicą. W oparciu o zeznania świadków oraz wskazane materiały kompletowana jest lista ofiar niniejszej zbrodni, która na obecnym etapie śledztwa obejmuje ponad 400 osób.

Mając na uwadze czynności zmierzające do ustalenia sprawców zbrodni dokonanej w Hucie Pieniackiej stwierdzić należy, iż zarówno w zeznaniach naocznych świadków tych wydarzeń jak i w stosownych publikacjach, a także zgromadzonych materiałach archiwalnych, uczestnicy zbrodni są opisywani jako żołnierze umundurowani w niemieckie uniformy wojskowe, w części w białych kombinezonach maskujących, porozumiewający się w języku ukraińskim, natomiast dowódcy, w języku niemieckim. Ponadto wskazuje się na osoby cywilne opisywane jako mieszkańcy sąsiednich, zamieszkałych przez Ukraińców miejscowości. Osoby te współdziałały z żołnierzami lub też działały samodzielnie. W oparciu o akta sprawy karnej Sądu Apelacyjnego w Katowicach ustalono, że w zbrodni dokonanej w Hucie Pieniackiej uczestniczył oddział paramilitarny składający się z nacjonalistów ukraińskich, pod dowództwem Włodzimierza Czerniawski. Wymieniony został uznany za winnego popełnienia między innymi zbrodni w Hucie Pieniackiej i skazany na karę śmierci. W oparciu o ukraińskie materiały archiwalne pochodzące z zasobu NKGB USRS uzyskane w toku sprawy operacyjnej o kryptonimie „Zwiery” ustalono, iż w zbrodniczych działaniach podjętych w Hucie Pieniackiej oprócz żołnierzy 4 pułku policyjnego SS uczestniczyły oddziały UPA (prawdopodobnie sotnia dowodzona przez Dmytra Karpenkę ps. „Jastrun” skierowana z Wołynia do działań zbrojnych na terenie Galicji Wschodniej), a w tym oddział rekrutujący się prawdopodobnie spośród mieszkańców pobliskiej wsi Żarków. Ukraińcy wchodzący w skład tych oddziałów udzielali pomocy żołnierzom pacyfikującym wieś oraz uczestniczyli w zaborze mienia mieszkańców Huty Pieniackiej.
Analiza uzyskanych w tym zakresie dowodów, w tym także materiałów archiwalnych dotyczących Galicyjskich Ochotniczych Pułków Policyjnych SS i 14 Dywizji SS „Galizien”, oraz postępowań karnych prowadzonych w kraju i za granicą, dotyczących członków tej formacji, pozwala na stwierdzenie, iż sprawcami zbrodni dokonanej w Hucie Pieniackiej w dniu 28 lutego 1944 roku byli żołnierze 4 Galicyjskiego Ochotniczego Pułku Policji SS, powiązanego z 14 Dywizji SS „Galizien” w sile jednego lub dwóch batalionów, przy czym zapewne był to batalion stacjonujący w Złoczowie.

Niniejsza sprawa stała się przedmiotem śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę w Hanowerze, które zostało umorzone postanowieniem dnia 1 października 2004 roku. W uzasadnieniu wskazanego orzeczenia, odnosząc się do dostępnych materiałów archiwalnych oraz relacji dotyczących przebiegu przedmiotowego zdarzenia wskazano, iż zbrodni w Hucie Pieniackiej dopuścili się żołnierze 4 pułku policyjnego 14 Dywizji SS „Galizien” wspomagani przez nacjonalistów ukraińskich zamieszkujących w sąsiednich wsiach. Jako potencjalnego dowódcę grupy pacyfikującej Hutę Pieniacka wskazano majora Eugena Pobihuszczego, lecz powyższego nie zdołano potwierdzić w oparciu o zebrane w tej sprawie dowody. Wskazano nadto na brak danych pozwalających na ustalenie składu personalnego pododdziału w/w Dywizji, który dokonał pacyfikacji.

W ramach niniejszego postępowania przygotowawczego podjęto kwerendy w niemieckich zasobach archiwalnych i w wyniku powyższego uzyskano materiały w postaci akt osobowych oficerów służących w 14 Dywizji SS „Galizien” dotyczące Eugena Pobihuszczego, Mykoły Palijenko, Karla Bristota, Fritza Freitaga, Wolfa Heike, Bruno Beyersdorfa. W aktach osobowych wskazanych oficerów nie ujawniono żadnych zapisów odnoszących się do przedmiotu niniejszego śledztwa. W odniesieniu do majora SS Eugena Pobihuszczego ustalono, że w dniu 1 listopada 1943 roku podjął służbę w w/w Dywizji i sprawował w niej funkcje dowódcze. W okresie od dnia 17 kwietnia do 13 maja 1944 roku odbył z pozytywnym skutkiem szkolenie dla dowódców batalionów. Nie zdołano ustalić jakim pododdziałem dowodził w okresie poprzedzającym opisane przeszkolenie. W tym miejscu podnieść należy, w oparciu o ustalenia NKGB USRS w ramach sprawy operacyjnej „Zwiery” ujawniono, iż formacją, która dokonała pacyfikacji Huty Pieniackiej dowodził niemiecki oficer w stopniu kapitana, co może wykluczać udział Eugena Pobihuszczego w przedmiotowych zdarzeniach.

Przesłuchani w sprawie świadkowie wskazali nazwiska osób, które mogły uczestniczyć w popełnieniu zbrodni w Hucie Pieniackiej (głównie nacjonalistów ukraińskich zamieszkujących w pobliskich miejscowościach) oraz osoby z tych miejscowości, które służyły w Dywizji SS „Galizien”. Podjęta w tym zakresie kwerenda nie doprowadziła na poczynienia precyzyjnych ustaleń. Zauważyć nadto należy, iż zgromadzone w toku śledztwa i pochodzące z różnych źródeł spisy żołnierzy w/w Dywizji oraz pułków mają charakter fragmentaryczny i nie dają pełnej podstawy do przypisania poszczególnych osób do określonych pododdziałów w ramach struktury pułku i Dywizji, a także ścisłego określenia okresu służby w tych jednostkach. W szczególności brak jest precyzyjnych spisów żołnierz 4 pułku policyjnego. W toku śledztwa ujawniono informacje dotyczące odznaczenia żołnierzy 4 pułku policyjnego SS w związku z działaniami bojowymi podejmowanymi przeciw radzieckiej partyzantce oraz miejscowej ludności. W ramach postępowania prowadzonego w 1947 roku przez Komisję Narodów Zjednoczonych ds. Zbrodni Wojennych, w oparciu o zeznania żołnierza tego pułku Grzegorza Melnika ustalono, iż 19 żołnierzy tej formacji zostało odznaczonych specjalnymi niemieckimi orderami (Krzyże Żelazne) w związku z ich udziałem w akcjach pacyfikacyjnych. W związku z powyższym, zapewne w powiązaniu z faktem, iż wskazane postępowanie obejmowało między innymi zbrodnie w Hucie Pieniackiej, w opracowaniach dotyczących tego zdarzenia podnoszono, że wśród odznaczonych znajdowali się sprawcy przedmiotowej zbrodni. Mając na uwadze wskazane okoliczności uzyskano listy odznaczonych żołnierzy w/w Dywizji lecz nie dotyczą one okresu zaistnienia przedmiotowej zbrodni. Podnieść nadto należy, iż archiwum 14 Dywizji SS „Galizien” zostało utracone w toku walk w kotle Brody w lipcu 1944 roku.

W toku kontynuowanego śledztwa ustalono, iż w zasobie Bundesarchiv w Berlinie znajdują się materiały dotyczące działalności sztabu ochotniczych ukraińskich pułków policji SS w Berlinie oraz szefa tej jednostki, płk Richarda Stahna.

Wskazane materiały zostały poddane procesowemu tłumaczeniu. Ujawniono, iż w Archiwum Państwowe w Przemyślu dysponuje rozległymi materiałami w postaci wniosków o zapomogi socjalne żołnierzy 14 Dywizji SS „Galizien”. Uzyskano odpis wniosku oraz materiały związkowe dotyczące Pawła Baszczaka z 6 Galicyjskiego Ochotniczego Pułku Policji SS. Powyższe materiały obrazują obieg dokumentów w tej sprawie, odbywający się w ramach struktury organizacyjnej w/w Dywizji SS.

Wskazane ustalenie pozwalają na uznanie, iż przedmiotowe pułki policyjne (w tym oznaczony numerem 4) faktycznie funkcjonowały w ramach struktury organizacyjnej 14 Dywizji SS. Uzyskano z zasobu Biblioteki Jagiellońskiej odpisy „Biuletynów Ziemi Czerwińskiej” o numerach 10, 12, 13, 22 za okres od marca do czerwca 1944 roku. W numerze numer 12 z dnia 26 marca 1944 roku znajdują się informacje pochodzące od „…osób przybyłych z terenów objętych ofensywą sowiecką w Tarnopolskim…” wskazujące, iż w toku walk pod Brodami i Podkamieniem, wojska sowieckie pojmały kilkuset żołnierzy Dywizji SS „Galizien”. Jeńców osadzono w zamku w Zbarażu. Władze sowieckie przeprowadziły wówczas „krótkie dochodzenie”, w ramach którego udowodniono w/w udział w zbrodni dokonanej kilka tygodni wcześniej, polegającej na zabójstwach Polaków w Hucie Pieniackiej. Schwytani żołnierze zostali rozstrzelani na zamku w Zbarażu. Pomimo podjętej w tym zakresie kwerendy, wskazanych informacji nie zdołano potwierdzić. Ponadto w zasobie Fundacji Centrum Dokumentacji Czyny Niepodległościowego w Krakowie ujawniono materiały dotyczące przedmiotu niniejszego postępowania. Przedmiotowe materiały zawierają relacje różnych osób, dotyczące przebiegu zbrodni w Hucie Pieniackiej, a nadto dokumentację Polskiego Państwa Podziemnego w postaci meldunków tygodniowych Wydziału Informacji i Prasy Delegatury Rządu we Lwowie oraz sprawozdań Rady Głównej Opiekuńczej we Lwowie. Uzyskano nadto fragment opracowania autorstwa Witalija Masłowskiego „Z kim i przeciw komu walczyli ukraińscy nacjonaliści w trakcie II Wojny Światowej” odnoszący się do powstania i działalności ukraińskich ochotniczych pułków policji SS.

Podnieść należy, iż w toku niniejszego śledztwa w drodze międzynarodowej pomocy prawnej zwracano się do strony ukraińskiej o uzyskanie materiałów archiwalnych dotyczących zbrodni w Hucie Pieniackiej. W odpowiedzi na powyższe uzyskano informację, że w tamtejszych zasobach archiwalnych brak jest materiałów dotyczących przedmiotowej zbrodni. Podobne zapytania skierowano także do Prokuratur Generalnych, Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej, Federacji i Republiki Białorusi. Powyższe nie doprowadziło do ujawnienia nowych źródeł dowodowych .

Dokumenty, źródła, cytaty:
http://ipn.gov.pl/ftp/pamiec_ebooki
www.zbrodniawolynska.pl/sledztwa/sledztwa-huta-pieniacka.html

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.