Kresy Wschodnie – atak na Stołpce 1924. Unikatowe zdjęcia znalezione na Dolnym Śląsku!!!


Jakie jeszcze tajemnice kryją strychy starych domów na Dolnym Śląsku…?

W jednym z dawnych niemieckich gospodarstw w mało znaczącej dziś miejscowości, jednak cw dalszym ciągu stolicy Rudaw Janowickich, znaleziono w ostatnich dniach trzy zdjęcia. Wśród innych mniej lub bardziej znaczących szpargałów, jedna z obecnych mieszkanek Janowic Wielkich – bo o nich mowa, odnalazła prawdziwy skarb. Nie wiemy jak zdjęcia znalazły się na Dolnym Śląsku. Można tylko przypuszczać, że zostały ukryte w strachu przed represjami ze strony władz ludowych w powojennej Polsce. Najprawdopodobniej przyjechały na „Dziki Zachód” z dobytkiem polskich przesiedleńców z Kresów Wschodnich. Na miejscu był nasz przyjaciel – twórca i założyciel profilu >>>FB Janowice Wielkie kiedyś i dziś<<<. To on powiadomił nas o ciekawym odkryciu – to dzięki jego staraniom możemy jako pierwsi zaprezentować Wam dziś ten unikatowy materiał.

Fotografie są szczególne – to nigdy wcześniej nie publikowane obrazy z pogrzebu polskich policjantów w przygranicznych wtedy Stołpcach. W nocy z 3 na 4 sierpnia 1924 roku miasto napadła banda sowieckich dywersantów. Zginęło wówczas siedmiu funkcjonariuszy Policji Państwowej. „Atak na Stołpce stanowił apogeum sowieckiej dywersji zbrojnej we wschodniej części II Rzeczypospolitej prowadzonej od zakończenia wojny polsko-bolszewickiej (1919-21)”. Był to najgłośniejszy w tamtych czasach przypadek napaści zbrojnych grup z ZSRR na terytorium Polski. Jego bezpośrednim skutkiem była decyzja polskich władz o utworzeniu Korpusu Ochrony Pogranicza (w skrócie KOP).


Stołpce


Stołpce – przedwojenna panorama miejscowości. (źródło: Wikipedia)


Obecnie to miasto na Białorusi, liczące prawie 20 tysięcy mieszkańców. Stołpce położone są w obwodzie mińskim, około 70 kilometrów na południowy zachód od Mińska. Miasto założono w 1593 roku, w ciągu następnych 200 lat okoliczne ziemie stanowiły posiadłość rodziny Słuszków, następnie przechodząc w ręce rodu Czartoryskich.

W czasach II Rzeczypospolitej były stolicą ówczesnego powiatu stołpeckiego w dawnym województwie nowogródzkim. Jako miasto graniczne, były siedzibą stacjonowania polskich wojsk lotniczych – mieściło się tu duże lotnisko wojskowe, oraz ostatnia stacja kolejowa przed granicą polsko-radziecką.


Dworzec kolejowy w Stołpcach na dawnej widokówce (źródło: Wikipedia).


Napad na Stołpce


„Początek 1924 roku nie zapowiadał poprawy sytuacji na polskim pograniczu. Już w lutym około 50-osobowa banda sowiecka splądrowała majątek ziemski Ogarewicze w gm. Kruhowicze na Polesiu. W maju dywersanci zajęli miasteczko Krzywicze w pow. wilejskim, gdzie zniszczyli posterunek PP.

W nocy z 18 na 19 lipca 30-osobowa banda zaatakowała miasteczko Wiszniew (pow. wołożyński). Napastnicy po opanowaniu posterunku, przecięciu linii telefonicznych i rozlokowaniu patroli na drogach wjazdowych do miasteczka przystąpili do rabowania bezbronnych mieszkańców. Przez prawie dwie godziny ładowali łupy na furmanki, a nad ranem pięcioma wozami ruszyli w kierunku granicy.

Powiadomiony o napadzie komendant powiatowy PP w Wołożnie kom. Włodzimierz Łopaciński z kilkoma konnymi usiłował odciąć bandytom drogę ucieczki. Wpadł jednak w zasadzkę. Zginął w walce, towarzyszącym mu policjantom udało się uciec.

Dwa tygodnie później opinię publiczną w kraju zmroziła kolejna tragedia na wschodniej granicy. W nocy z 3 na 4 sierpnia, tuż po godzinie pierwszej, banda dywersyjna w sile około 100 ludzi, uzbrojona w karabiny maszynowe i granaty, napadła na przygraniczne powiatowe miasteczko Stołpce w woj. nowogródzkim. Ich celem było zniszczenie urzędów państwowych (m.in. starostwa, komendy powiatowej i posterunku PP, urzędu skarbowego i poczty), a także stacji kolejowej i aresztu miejskiego.

Atak na urząd starosty był jednocześnie sygnałem do rozprawy ze stróżami prawa i zniszczenia policyjnych jednostek. Bandyci zaatakowali równocześnie siedziby Komendy Powiatowej PP przy ul. Szpitalnej oraz Posterunku Kolejowego Policji na dworcu PKP.

Napad na Stołpce trwał godzinę. Był najtragiczniejszym epizodem w historii polskiej policji okresu międzywojnia. W nierównej walce z sowieckimi dywersantami zginęło wówczas siedmiu funkcjonariuszy PP, urzędnik starostwa oraz dwie osoby cywilne. Kilku innych policjantów odniosło rany postrzałowe. Tym razem sowieckim bandytom nie uszło to na sucho. Obława na nich trwała do końca sierpnia. Schwytano kilkunastu. Sądzono ich w trybie doraźnym. (Szerzej o napadzie w Stołpcach – Policja 997 nr 12/2009).

Tragedia w Stołpcach przelała czarę goryczy. W Warszawie zebrał się Komitet Polityczny Rady Ministrów z udziałem prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego. Tematem posiedzenia była ocena sytuacji na Kresach Wschodnich. Jednomyślnie podjęto uchwałę o konieczności zastąpienia policji granicznej nową formacją – Korpusem Ochrony Pogranicza, zorganizowanym na wzór wojskowy dla zabezpieczenia „płonącej granicy” ze Związkiem Sowieckim. Już w kilkanaście dni później, 12 września 1924 r., ukazał się rozkaz o powołaniu KOP i skierowaniu na wschodnie rubieże silnego wojskowego wsparcia. Od tego momentu sytuacja na pograniczu zaczęła się stopniowo stabilizować. W 1925 r. Sowieci podjęli decyzję o zakończeniu akcji dywersyjnych na terytorium II RP i rozformowaniu swych oddziałów.”

(źródło: Jerzy Paciorkowski  – Biuro Historii i Tradycji Policji KGP)


Dostojnicy kościelni na czele konduktu pogrzebowego w Stołpcach (może ktoś z Was rozpozna biskupów na zdjęciu) – jedno z trzech zdjęć odnalezionych w Janowicach Wielkich na Dolnym Śląsku.


Krótko po ataku w tygodniku Światowid ukazał się tekst:

„Od dłuższego czasu opinia publiczna w Polsce ustawicznie alarmowana była wiadomościami o bandyckich napadach w różnych okolicach naszych kresów wschodnich. Były to napady sporadyczne, co pewien czas się ponawiające. Napady dokonywane były wg pewnej reguły. Mniej lub więcej liczna grupa kresowych opryszków zbierała się po tamtej stronie granicy, przechodziła ją, wdzierała się nawet głęboko w głąb kraju, otaczała samotne zagrody, brała łup i uciekała z powrotem za granicę. W napadach takich główną rolę grał zazwyczaj rewolwer, karabin, nierzadko nawet karabin maszynowy. Świadczy to o tem, że bandyci na terytorium sowieckim mieli zawsze dużo czasu i sposobności, ażeby te napady w spokoju przygotować.

Dzielni policjanci i urzędnicy drogo sprzedawali życie. Świadczą o tem mogiły na cmentarzu stołpeckim. Trzech bandytów od razu wpadło w ręce sprawiedliwości, kilkunastu schwytano poźniej. Pościg odbywający się w niesłychanie trudnych warunkach, po lasach i trzęsawiskach, jeszcze dotychczas nie jest skończony. W Stołpcach bandyci urządzili prawdziwą masakrę. Sprawiedliwość weźmie odwet, doraźny sąd,, przed którym rychło już staną schwytani, zadanie będzie miał uproszczone. Krew za krew. Wschodnie rubieże Rzeczpospolitej ciągle są jeszcze niespokojne. Po stołpeckim napadzie już nowe nadeszły wiadomości o dalszych dywersjach. Nie pomogła wymiana not dyplomatycznych naszego rządu z panami z Moskwy.

Te dywersje były tak częste, że aż władze zmuszone były poczynić specjalne kroki, ażeby im zapowiedz. Stróżujący u wschodniej ściany Rzeczpospolitej generał Rydz Śmigły dostał osobne pełnomocnictwa, wzmocniono stan liczebny policji na posterunkach kresowych. Obecnie nawet jest mowa o jej militaryzacji. Napady bywały częste, nawet krwawe, nie wybiegały jednak poza normę – jeżeli się wolno w ten sposób wyrazić – zwykłą. Ostatni jednak napad na Stołpce przerwał stanowczo wszystko, co dotychczas było. Złożona z przeszło stu ludzi wataha wzięła miasteczko Stołpce, wedle wszelkich zasad strategii. Miasto zostało otoczone, przerwano połączenia telegraficzne i telefoniczne, ażeby znikąd pomoc nie mogła nadejść. Część watahy weszła do miasta. Celem jej było przedewszystkiem Starostwo i kasa skarbowa. Bandyci spotkali się z oporem. Z drżeniem kładą się co dzień spać mieszkańcy kresowych osiedli. Rząd musi poczynić kroki bardzo energiczne, na straży tych ziem postawić bardzo liczne zastępy służby bezpieczeństwa publicznego, uposażyć je dobrze i troszczyć się o los wdów i sierot, tych, którzy na posterunku w walce z destrukcyjnymi żywiołami życie swe złożyli. Poległym na niewdzięcznem i ciężkiem, ale zaszczytnem stanowisku policjantom cześć.”


Kondukt pogrzebowy przed kościołem świętego Kazimierza w Stołpcach – druga ze znalezionych fotografii.


Do porównania – kościół świętego Kazimierza w Stołpcach (źródło: Wikipedia)


Stołpce 1924, modlitwa nad trumnami zabitych policjantów – trzecie zdjęcie znalezione w Janowicach na Dolnym Śląsku.


Trumny składane do grobu podczas pogrzebu po ataku w Stołpcach. Zdjęcie pochodzi z artykułu Jerzego Paciorkowskiego (www.gazeta.policja.pl), to m.in.detale tej fotografii pomogły rozpoznać jakie wydarzenie obrazują zdjęcia znalezione w Janowicach.


Dolny Śląsk do 1945 roku przez kilkaset lat należał do terytorium Niemiec. Tropiąc miejscowe historie można spodziewać się niemal wszystkiego – odnalezienia pociągu ze złotem Wrocławia, sztolni z ukrytą „Bursztynową Komnatą”, czy zrabowanych Polakom obrazów mistrza Matejki. Tym razem jesteśmy naprawdę zaskoczeni. Okazuje się, że na Dolnym Śląsku można również pisać kolejne rozdziały przedwojennej historii Polski. Ciągle pojawiają się nowe odkrycia. Dla nas to naprawdę niesamowite…


źródła:

FB Janowice Wielkie kiedyś i dziś
www.gazeta.policja.pl
www.kresy24.pl
Wikipedia



4 komentarze

  1. ,,Dolny Śląsk do 1945 roku przez kilkaset lat należał do terytorium Niemiec (…) " No nie , już takie stwierdzenie nie przystoi historykom, historycznemu  portalowi nawet w odmianie mocno amatorskiej .

  2. Chciałbym opowiedzieć o spotkaniu że starszą panią było to chyba w 1986r. Wtedy prowadziłem w Jeleniem Górze  z-d usługowy zajmujący się między innymi montażem zamków. Otóż Pani ta zamówiła dodatkowe zabezpieczenie mieszkania w postaci solidnego zamka. Podczas montażu rozmawialiśmy na różne tematy również na temat Katynia. Po skończeniu pracy Pani zamknęła DOKŁADNIE drzwi i zaprosiła mnie do pokoju gdzie drzwi również dokładnie zamknęła..zdziwiłem się nie bardzo wiedząc dlaczego tak postępuje. Prawdę mówiąc różne myśli latały mi po głowie..Pani ze  łzami w oczach otworzyła bieliźniarkę i gdzieś z zakamarków wyjęła zdjęcie młodego mężczyzny i pokazując mi  powiedziała że to jest jej mąż zamordowany w Katyniu. Najdziwniejsze dla mnie było to, że mówiła to wszystko szeptem…Zwróciłem na to uwagę i powiedziałem że nie musi się bać, przecież jest już dawno po wojnie. Wtedy ona /nadal szeptem/ odpowiedziała "proszę pana..pan ich nie zna.." To wszystko bardzo utkwiło mi w pamięci. 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.