Listy byłego więźnia obozów koncentracyjnych Auschwitz, Flossenbürg i Stutthof.

Tadeusz Nieśpiałowski urodził się 9 listopada 1911 roku w małej miejscowości Chorupnik. Przed wojną był skromnym nauczycielem w niewielkiej szkółce w Blizocinie nad Wieprzem. Po wojennej wędrówce 18 września 1939 roku, powrócił do miejsca zamieszkania, wznowił naukę w szkole i prowadził szkolną kapelę:

” Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, trzeba było więc przypomnieć sobie wyuczone w poprzednim roku kolędy i opracować nowe. Nie zaniedbywaliśmy też pieśni patriotycznych i żołnierskich, które obecnie miały zarówno dla dziatwy jak i dla słuchających na każdej próbie rodziców szczególne znaczenie. Podczas tych naszych zaimprowizowanych koncercików szczególnie wdzięcznymi słuchaczami byli wysiedleńcy z Poznańskiego, skąd kilka rodzin do naszej wsi przydzielono.”

Przystąpił również do pracy konspiracyjnej na terenie swojej wsi, roznosił mieszkańcom tajną prasę do przeczytania i polskie książki ukrywane na strychu plebanii. Po wstąpieniu do Związku Walki Zbrojnej został aresztowany i osadzony początkowo w więzieniu w Radzyniu Podlaskim a potem w więzieniu na Zamku Lubelskim. Stąd w styczniu 1941 roku wywieziono go do obozu koncentracyjnego Auschwitz, następnie 23 stycznia 1941 roku przeniesiono do KL Flossenbürg, gdzie otrzymał numer 2809.

Stąd do domu Tadeusz Nieśpiałowski wysłał pierwszy list.

„Blockführer oznajmił nam na wstępie, że w dniu dzisiejszym musimy wszyscy napisać listy do domu. Następnie pokazał, jak wygląda taki specyficzny blankiet listowy z nadrukiem, który kazał pisarzowi blokowemu odczytać, a tłumaczowi oficjalnemu, jakim był u nas wtedy niejaki Zelka, kazał to przetłumaczyć. Zelka, co prawda, lepiej znał język niemiecki niż polski, a w ogóle nie grzeszył ani nadzwyczajną inteligencją, ani subtelnością. Przetłumaczył wszakże jako tako ten nadruk oraz wszystkie dodatkowe objaśnienia Blockführera.”

Treść tego pierwszego listu została nam właściwie podyktowana jako obowiązująca, a w tłumaczeniu na język polski brzmi ona tak:

„Flossenbürg, 2-II-1942. Mój kochany Ojcze! Niniejszym donoszę Wam mój nowy adres: Ochronny areszt. Polak, Nieśpiałowski Tadeusz, Nr 2809, Blok 12. K.L. Flossenbürg.Bay.Ostmark.

Ja jestem zdrów i idzie mi dobrze. Niech Oni napiszą mi, jak Wam idzie, ale listy do mnie muszą być tylko atramentem i w niemieckim języku napisane. Pozdrawiam serdecznie Was, całą rodzinę i wszystkie dzieci – Tadek.”

W dniu 3 marca 1941 r. otrzymałem pierwszy list z domu. Był on napisany dość nieudolnie przez moją cioteczna siostrę, Sabinę, która mieszkając na Pomorzu, nauczyła się coś niecoś języka niemieckiego.[…] Wymiana ta w naszej korespondencji obozowej była, oczywiście, niezmiernie ograniczona przez cenzurę, której działalność uwidaczniał wyraźny stempel na każdym wychodzącym i przychodzącym liście. Natomiast o skuteczności działania tej cenzury świadczyły skreślenia poszczególnych wyrazów, albo całych zdań czarnym, lub czerwonym tuszem uniemożliwiając odczytanie.

8 lipca 1942 roku Tadeusz Nieśpiałowski znalazł się w transporcie do KL Stutthof z 514 innymi więźniami i po przyjeździe do obozu otrzymał numer 14749. We wrześniu 1942 roku skierowano go do podobozu Hopehill, do pracy w cegielni:

” Cegielnia znajdowała się na płaskim i niskim brzegu Zalewu Wiślanego tuż pod wyniosłą skarpą gliniastą, porośniętą na zboczu drzewami i krzewami. Szerokość tej płaszczyzny w tym miejscu wynosiła nie więcej jak 300 m. Szosa, którą przyjechaliśmy tu od Elbląga biegła górą ponad skarpą, natomiast samym prawie brzegiem Zalewu przechodziła linia podmiejskiej kolei, łączącej Elbląg z Fromborkiem i Braniewem. Wzdłuż całego brzegu i tej linii kolejowej znajdowało się jeszcze kilka cegielni, a najbliższa następna była oddalona na płn.-wschód od naszej – około 1 km. Miejscowość, w której się ona znajdowała nazywała się wtedy „Reimannsfelde”, a obecnie nazywa się „Nadbrzeże.”

Podobóz „Reimannsfelde” był kolejnym miejscem, do którego został przeniesiony w styczniu 1945 r.

Tadeusz Nieśpiałowski wrócił do obozu głównego 25 stycznia 1945 roku i wziął udział w ewakuacji więźniów, maszerując w szóstej kolumnie. Z trasy marszu najbardziej zapamiętał nocleg w kościele w Pomieczynie:

„Przypominam sobie, że nasza trójka usiadła sobie gdzieś na ławeczce pod amboną, czy też na stopniach bocznego ołtarza w pobliżu ambony.

[…] I oto, kiedy wnętrze kościoła zaczął ogarniać mrok, z chóru odezwał się przytłumiony nieco, ale czysty i jędrny głos trąbki, grającej pieśń maryjną” „Po górach, dolinach rozlega się dzwon…”

Szmer przyciszonych rozmów ponad tysiąca osób, które po pierwszym wrażeniu wśród życiowej troski o przetrwanie zdążyło już może zapomnieć nawet o tym, gdzie się znajduje, ustał nagle i zapanowała dostojna, godna tego miejsca cisza.

A w ciszy tej wibrował wznoszący się i potężniejący dźwięk trąbki ciągnącej refren: „Ave, ave, ave Maryja!” Po przegraniu dwóch zwrotek tej pieśni trębacz zagrał drugą[…], a potem jeszcze […], i wreszcie „Serdeczna Matko…”. Ktoś tam próbował towarzyszyć na organach, ale akompaniament był dyskretny i nie przygniatający czystego głosu trąbki. Pierwszych melodii brać więźniarska zaskoczona zupełnie wysłuchała w milczeniu, ale kiedy z chóru popłynęły tony tej najbardziej chyba popularnej pieśni maryjnej, pieśni, której błagalny tekst tak bardzo odpowiadał naszej aktualnej sytuacji, ludzie nie wytrzymali w milczeniu i zaczęli śpiewać: „Wygnańcy Ewy do Ciebie wołamy; Zlituj się, zlituj, niech się nie tułamy!”. Nie wszyscy zresztą uznali, że to ma być pieśń maryjna i zaczęli śpiewać po prostu: ”Boże coś Polskę”, gdyż obie te pieśni są śpiewane na tę samą melodię. Kiedy więc jedni śpiewali wyżej zacytowany refren, inni śpiewali już ze ściśniętym od wzruszenia gardłem: „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić Panie!”.

Kolumna więźniów w której był Tadeusz Nieśpiałowski, została wyzwolona 10 marca 1945 roku. Po powrocie do domu w maju 1945 roku, Tadeusz Nieśpiałowski rozpoczął pracę pedagoga w uniwersytecie ludowym i instruktora teatru ludowego w województwie lubelskim. Później pracował jako nauczyciel i wychowawca w szkolnictwie sanatoryjnym, udzielał się również w pracach społecznych.

Córka Tadeusza Nieśpiałowskiego, Pani Małgorzata Krzempek-Nieśpiałowski, przekazała do zbioru Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie, zbiór 64 oryginalnych listów wysłanych do rodziny – 30 listów z KL Flossenbürg i 34 z KL Stutthof, a także grypsy wysłane z podobozu Hopehill, pismo do rodziców wysłane z Wejherowa po wyzwoleniu, list od siostry do T. Nieśpiałowskiego, teksty wierszy obozowych, zdjęcia z terenu byłego obozu KL Flossenbürg i KL Stutthof, materiały powojenne, oraz maszynopis wspomnień „Czas grozy i oporu. Wspomnienia nauczyciela z lat wojny, okupacji i niewoli w latach 1939-1945”.

W artykule wykorzystano fragmenty wspomnień oraz zdjęcia z Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie.

One comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.