Mało znane fakty z historii zwykłych ludzi z lat 1945 -1950

„Obyś żył w ciekawych czasach”, to chińskie przekleństwo w wypadku powojennego pokolenia nabrało wyjątkowego i okrutnego znaczenia. Zakończenie wojny, dla jednych łączyło się z nadziejami na lepsze życie, innym ostatecznie zawalił się ich świat, ten który nie runął w czasie ostatnich 6 lat.

[Obrazek: w1.jpg]

Waldenburg. Katholische Mädchenschule

W dniu 8 maja na ulice Wałbrzycha wtoczył się pierwszy radziecki czołg, zwiastując wyzwolenie. Wybiła godzina wolności. 23 maja 1945 roku przybyła do miasta 22 osobowa polska grupa, aby po kilku dniach przejąć władzę nad stolicą węglową. Na budynkach pojawiały się biało czerwone flagi. Państwowy Urząd Repatriacji rozpoczął swoje działanie. Od sierpnia 1945 roku w ciągu 9 miesięcy przyjął i ulokował 257 zorganizowanych transportów ludności zza Buga. W 1781 wagonach kolejowych przybyło prawie 9 tysięcy rodzin, tj. około 30 500 osób. Wkrótce także przybyli z Francji polscy górnicy. Nadal co miesiąc z różnych stron przybywało około 3 tysiące osób. W pierwszym roku przyznano 472 obywatelstwa polskie, tubylcom po weryfikacji ich pochodzenia. Byli to górnicy i więźniowie pobliskich obozów pracy o polskich nazwiskach. Oni jako pierwsi objęli różne funkcje w nowo powstających placówkach. Niemcy zaczęli wyjeżdżać do swojego kraju. W tym ostatnim zdaniu zawierają się podobne losy tysięcy niemieckich rodzin, które opuszczały swoje domy Dolnym Śląsku.

Ważnym elementem polonizacji ziem zachodnich, było spolszczanie nazw geograficznych. Osiedleńcy przybywający w powojennych miesiącach, nie znali dawnych słowiańskich nazw geograficznych i nazw miejscowości. Nadawano więc wedle uznania, przez skojarzenia cech obiektu, lub wspomnień z rodzinnych stron. Tak powstały nazwy Węglewo (obecny Sobięcin – dzielnica Wałbrzycha), Zdrojowiec (Jedlina Zdrój), Solice Zdrój (Szczawno Zdrój). Piastowo (Gorce), Borowieck (Wałbrzych). W marcu 1946 roku rozpoczęła działanie Komisja Ustalania Nazw Miejscowości, która zmieniała i określała ich prawidłowe nazwy. Przyjeżdżali też liczni kupcy, rzemieślnicy i inni chętni do objęcia na własność poniemieckich zakładów. Wielu myślało wyłącznie o zarządzaniu, a nie o pracy. Stąd w pewnym okresie w usługach w Wałbrzychu brakowało rąk do pracy. Pracownikami byli Niemcy, często poprzedni właściciele licznych małych zakładów rzemieślniczych. Ponieważ robotnicy- Polacy byli lepiej wynagradzani, w konsekwencji mieli trudności ze znalezieniem pracy poza przemysłem i górnictwem. Właściciele woleli zatrudniać Niemców.

[Obrazek: w2.jpg]

Schloss Fürstenstein

W nocy z 8 na 9 maja 1945 roku tuż przed wtargnięciem wojsk radzieckich na teren zamku Książ, w podziemiach słychać było głuche detonacje. Do ostatnich chwil przed opuszczeniem zamku przez specjalne oddziały, trwały prace ukrywające jedne z największych i do teraz nie odkrytych tajemnic II Wojny Światowej. Okupacja terenu zamku przez wojska radzieckie trwała 13 miesięcy. „Gospodarka Rosjan polegała głównie na przygodnym wywożeniu cenniejszych rzeczy, co nie miało charakteru zorganizowanej z góry akcji. Wywożono meble, obrazy, dywany, rzeźby itp. Dopiero w 1946 roku przyjechała komisja złożona z wyższych oficerów marszałka Rokossowskiego, która dokonała przeglądu całości. W kilka dni po wyjeździe komisji rozpoczął się zorganizowany wywóz na wielką skalę, w lutym objął bibliotekę, a w marcu i kwietniu resztę ruchomości”. Tak brzmiał raport Stefana Styczyńskiego wysłany do Ministerstwa Kultury i Sztuki . W maju 1946 roku ogołocony i zniszczony pałac przekazano władzom polskim. Jak dotychczas nikomu nie udało się ustalić, co naprawdę wywieźli z Książa Rosjanie. Czy są nadal w posiadaniu i jakich tajemnic zamku Książ z okresu zakończenia wojny.

[Obrazek: w3.jpg]

Instrukcja bojowa Werwolf

W ówczesnych Niemczech, mało kto się spodziewał że Dolny Śląsk zostanie oderwany od Rzeszy i przypadnie Polsce. Wysiedlania niemieckich mieszkańców przybrały na sile, więc i tu uaktywnił się Werwolf (niemiecka podziemna organizacja dywersyjna działająca na terenie całego kraju; wzorowana na polskim podziemnym ruchu oporu i Armii Krajowej, powstała w 1944 roku), którego jednym z celów było ograniczenie wysiedlania dotychczasowych mieszkańców, a także przeciwstawienie się osadnictwu polskiemu i nowej administracji. Sudety, przez swój górski charakter i warunki, stały się miejscem gdzie ruch niemieckiego oporu działał bardzo aktywnie. Pierwsze oddziały niemieckiej partyzantki powstały na Pogórzu Sudeckim i już w 1944 roku powstawały pierwsze magazyny broni i materiałów wybuchowych, organizowano środki łączności.

Organizowano tajne ośrodki szkolenia przywódców i rodzajów dywersji. Przypuszcza się że na Dolnym Śląsku w różnych mniejszych i większych organizacjach działo około 1000 członków. Organizacje te często nie były ze sobą powiązane. W powiecie świdnickim działała m.in. dziesięcioosobowa grupa byłego SS-mana Horsta Hoffmana, która wchodziła w skład niemieckiej organizacji podziemnej „Freies Deutschland” („Wolne Niemcy”). Członkowie grupy chronili się w lasach i okolicznych kamieniołomach, wspierani przez miejscową niemiecką ludność, znający teren stosowali często taktykę „spalonej ziemi”. Do jednej z ostatnich walk doszło w 1948 roku na terenie ruin Starego Książa. „ Werwolf działający na tych terenach nie został jeszcze rozbity i to prawdopodobnie jego członkowie otrzymali polecenie zamknięcia wybuchem wejść do podziemnych labiryntów kryjących tajemnice niemieckich badań w Książu” – tak pisał w swojej relacji jeden z rosyjskich żołnierzy biorący udział w walce z niedobitkami Werwolfu. Takich zdarzeń jednak było coraz mniej i ograniczały się już tylko do rabunku i gwałtu na polskich osadnikach.

[Obrazek: w4.jpg]

przydział na mieszkanie mojego dziadka

W marcu 1945 roku, niemiecki oficer do zadań specjalnych inż. Johann Radtke podpalił swój dom w Dziećmorowicach, a następnie popełnił samobójstwo. Ten desperacki krok spowodowany był prawdopodobnie jego udziałem w tajnych misjach polegających na ukrywaniu dóbr kultury , głównie polskiej między innymi na zamku Grodno.

Od 19 do 21 kwietnia 1946 roku, strażacy z OSP po raz pierwszy pełnili wartę przy Grobie Pańskim. Tez zwyczaj zaciągania warty grobowej wywodzi się z XVII wieku z Radomyśla na Podkarpaciu. Wziął się z tego że roku 1684 przy Grobie Pańskim zaciągnęli wartę chłopi – żołnierze Jana III Sobieskiego uczestnicy odsieczy wiedeńskiej. Straż nazywana jest niekiedy Turkami, lub Bożogrobcami i stanowi bardzo ważny element tradycji wielkanocnej.

[Obrazek: w5.jpg]

obwieszczenie o wysiedleniu Niemców ze Szczawna Zdrój (Dad Salzbrun)

8 lipca 1945 roku do Czarnego Boru przyjechało z rodzinami kilkudziesięciu polskich osadników. Przybyli z powiatu Nowy Sącz. Przywieźli ze sobą tylko niezbędne rzeczy stanowiące ich dobytek. Zajmowali gospodarstwa w pełni wyposażone, zelektryfikowane, z inwentarzem żywym i maszynami do prowadzenia gospodarstw. W kilka dni potem rodziny niemieckie dostały nakaz opuszczenia swoich gospodarstw. Z powodów złej organizacji po dwóch dniach niemieccy gospodarze wrócili do swoich domów. Właścicielami jednak byli już Polacy. Niemieckie rodziny mieszkały jeszcze wspólnie z polskimi aż do początku maja 1946 roku. Stosunki między nowymi i dawnymi gospodarzami były poprawne.

Niemcy byli postrzegani jako fachowcy w różnych zawodach i pomocni przy obsłudze nieznanych często maszyn i urządzeń gospodarskich. Polacy nie byli postrzegani jako zwycięzcy i okupanci. Okupantami byli Rosjanie, którzy bezlitośnie rabowali i gwałcili. Wśród Niemców panował głód. Mężczyźni i chłopcy w wieku ponad 15 lat musieli nosić na rękawie białe opaski z polskim stemplem. Obowiązywała ich godzina policyjna. Po pewnym czasie Niemcy i Polacy zżyli się ze sobą. Jednym i drugim doskwierał głód, szczególnie na przednówku. Jak wspominają pierwsi mieszkańcy „Rosjanie rabowali wszystko. Przed jednym z domów zasiana była koniczyna. Któregoś dnia przyszedł rosyjski żołnierz zaczął kosić”. Niemiec poprosił polskiego gospodarza, żeby sprzeciwił się, bo nie będzie paszy dla zwierząt. Rosjanin wymierzył karabin w stronę Polaka i kazał mu wynosić się, ponieważ to Rosjanie walczyli i mają prawo do wszystkiego. Kosili także zboża, więc aby uratować zboże dla tutejszych mieszkańców, Polacy pomagali niemieckim gospodarzom w żniwach. Po skoszeniu i omłóceniu, Niemcy wywozili ziarno do znajomych młynarzy, do zmielenia w ukryciu, ponieważ Rosjanie rekwirowali wszystko. Wspólna niedola i pomoc Polaków sprawiła, że jedni i drudzy przeżyli wspólnie smutne wydarzenia losowe.

Kiedy w maju 1946 roku wysiedlano większość Niemców, często jedni i drudzy żegnali się ze łzami w oczach. Zawiązały się również przyjaźnie (tak było w mojej rodzinie. Po latach rodziny odwiedzały się kilkakrotnie). Polacy patrzyli ze zrozumieniem na czekającą Niemców poniewierkę. Opuszczali Czarny Bór i Borówno z niewielkim dobytkiem, kierując się do stacji kolejowej w Kamiennej Górze. Wysiedlenie niemieckich gospodarzy, oraz brak posterunków milicji powodował napływ całych rzeszy szabrowników z centralnej Polski. Panowało bezprawie. Szabrownicy zabierali wszystko; maszyny, odzież, krowy i wywozili do swoich miejscowości. Byli brutalni wobec Niemców broniących jeszcze swoich własności. Osadnicy nie czuli się także bezpiecznie. W okolicach Krzeszowa, w lasach, swoje kryjówki miały oddziały Werwolfu. Nie prowadzono remontów gospodarstw. Z chwilą, kiedy dom przejęty po Niemcach, był zdewastowany i wymagał remontu, porzucano go i zajmowano inny. Brak pewnego jutra i bezprawne działania doprowadziły do nadania nowej potocznej nazwy dla tych ziem. Dziki Zachód.

[Obrazek: w6.jpg]
[Obrazek: w7.jpg]

Görbersdorf . Sokołowsko. Dawne sanatorium dra. Brehmera. Po 1945 roku Grunwald

Od 1945 roku dawnym Görbersdorfie było co szabrować. Po przyłączeniu do naszego państwa, Polska otrzymała bogate i mocno zurbanizowane tereny, w tym również słynne przedwojenne uzdrowiska. W niezniszczonym wojną Sokołowsku znajdowało się 99 murowanych, wielopiętrowych domów, w tym 11 bardzo dobrze wyposażonych budynków sanatoryjnych. Było to miejsce mocno kontrastujące ze wschodnia Polską, mniej rozwiniętą i dodatkowo zniszczoną przez dopiero co zakończoną wojnę. Osadnicy nie tylko kradli poniemieckie wyposażenie, które po wojnie automatycznie stało się własnością skarbu państwa, ale także niszczyli pozostałości poprzednich właścicieli. Kompleks uzdrowiskowy został zdewastowany, a wspaniałe gobeliny, obrazy i srebra padły łupem szabrowników.

W budynkach powybijano szyby, drewniane leżakownie rozbierano na opał, a grobowce lekarzy, wraz z miejscowym cmentarzem posłużyły do brukowania podwórek. Powyrywane rynny uszkodzenia dachów, w ciągu kilku zim spowodowały głębokie uszkodzenia budynków nie tylko sanatoryjnych. Pierwszy sezon leczniczy zorganizowany został już w 1946 roku, w zdewastowanych już budynkach. Z powodu braku kadry medycznej jeszcze przez kilka lat, lekarzami naczelnymi byli nadal pozostali tu niemieccy lekarze. Jednak na nich prowadzona była nagonka propagandowa. Aby potwierdzić polskość tych ziem, najważniejsze pawilony zostały nazwane: Grunwald, Piast, Biały Orzeł, Chrobry, Curie – Skłodowska, Górnik, Marysieńka.

W funkcjonujących obiektach uzdrowiskowych zatrudnieni zostali nowoprzybyli pracownicy niższej kadry i obsługi, którzy sprowadzili również swoje rodziny. Na nowoprzybyłych czekały wyposażone mieszkania i domy. Sokołowsko wzięło swą nazwę od polskiego ftyzjatry Alfreda Sokołowkiego, który praktykę w zawodzie zdobywał właśnie tu, jako asystent dr. Hermanna Brehmera.

W Jaworze jeszcze w sierpniu 1945 roku pochwycono czterech członków Werwolfu na próbie podpalenia szpitala. W 1946 roku działało już 6 spółdzielni, z których pierwsza „Społem” zaczynała od 500 kg ziemniaków.

Bolków po wyzwoleniu pozbawiony został funkcji powiatu i uzdrowiska, planowany był na miasto górników – emerytów z pobliskiego Zagłębia Wałbrzyskiego. Jednak nigdy ten plan nie został zrealizowany.

[Obrazek: w8.jpg]

pomoc z UNRRY

Kiedy w 1945 roku na tereny Dolnego Śląska zaczęli przybywać polscy osadnicy, z różnych terenów, to wraz z grupą autochtonów stworzyli mieszankę języków, kultur, religii, światopoglądu. W regionie świdnickim występowały zasadniczo dwie grupy osadników: repatrianci i przesiedleńcy. Ponad to zanotowano około jednego procenta ludności zaliczanej do innych form osadnictwa. Byli to reemigranci i osiedleńcy wojskowi. Te ostatnie grupy nie były przewidziane w grupach osadniczych i osiedlały się na własna rękę. Przesiedleńcy pochodzili w większości z ówczesnych województw: krakowskiego, rzeszowskiego i kieleckiego.

Repatrianci pochodzili z terenów, które po wojnie weszły w skład terytorium Związku Radzieckiego, w większości z województw południowych i dawnych kresów wschodnich. Następna grupa to migranci przebywający od wielu lat na terenie Francji, Belgii, Niemiec i Jugosławii. Wśród osadników polskich na Ziemiach Zachodnich istniała liczna grupa ludności żydowskiej. Nowi przybysze tworzyli mieszaninę stylów życia i codziennych zwyczajów. Np. przybyszów z Małopolski Wschodniej charakteryzowała głęboka religijność. Przywozili ze sobą kapłanów, sprzęty liturgiczne i obrazy. Ale nie tylko, bo wszyscy przywieźli ze sobą także dania regionalne i zwyczaje. Kuchnia dolnośląska kształtowała się przez lata, łącząc kulinarne wpływy polskie, czeskie, niemieckie oraz kresowe, a także Francji i Belgii. Ten tygiel do dziś daje wyjątkowy smak potraw.

[Obrazek: w9.jpg]

Zbudowany w 1948 roku Star 20 był pierwszą polską ciężarówką, zaprojektowaną i zbudowaną po II wojnie światowej. Wyprodukowano ponad 40 tys. egzemplarzy

W maju 1950 roku Trybuna Ludu donosiła, że „samoloty amerykańskie, naruszając przestrzeń powietrzną, zrzuciły nocą, ogromną ilość stonki ziemniaczanej”. Pominięty był drobny fakt, że stonka pojawiła się w Polsce już w latach 40 i została zawleczona, prawdopodobnie z darami z UNRRY, ale jak tu „gryźć” pomocną dłoń? Lepiej do walki ideologicznej użyć samolotów, szpiegów i dywersantów. Przez 6 lat ekologicznie (jakbyśmy dziś powiedzieli) walczono ze stonką. Do potężnie nagłośnionej akcji zbierania i niszczenia stonki zaangażowani zostali nie tylko pracownicy, studenci, ale też małe dzieci. O nieskuteczności metody może świadczyć fakt, że w tym czasie „ognisk” stonki było 8 razy więcej niż na początku akcji. W roku 1956 do akcji użyto pestycydów.

W okresie powojennym, Polska coraz bardziej zaczęła kreować model polityki „wielkiego brata”. Rozpętano wiele frontów, jednym z nich był front walki z „elementem prywaciarskim”. W 1945 roku powołano Specjalną Komisję do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. To czasy słynnej bitwy o handel, w którym w pierwszych miesiącach 1947 roku 24 tysiące spekulantów wysłano do obozów pracy przymusowej. Za najmniejsze faktyczne, czy wydumane przewinienie, wymierzano dotkliwe kary i domiary. Powołano także Biuro Cen i Marż do ich ustalania. Dało to podstawy do masowych kontroli, a w ich wyniku nakładano kary grzywny i inne. Przykładem jest restaurator, który w swojej restauracji oferował w jadłospisie 7 potraw mięsnych, mimo że ilość takich potraw, w przepisach ograniczona była do czterech. Restauratora uznano winnym i orzeczono grzywnę 5000 złotych, a w razie nieściągalności na zamianę na 20 dni aresztu i pobranie kosztów postępowania.

To jeden z przykładów, działań w wyniku których chodziło o wyeliminowanie prywatnej inicjatywy uznanej za kapitalistyczną i zorganizowanie sieci placówek, będących w rękach państwa.

Podobne problemy powszedniego dnia przeżywały wszystkie dolnośląskie miejscowości, a działo się to w tle wielkich jeszcze wciąż nie rozwiązanych tajemnic II Wojny Światowej: Kompleks Riese w Górach Sowich, Podziemia wokół Kamiennej Góry, Fabryka Zbrojeniowa w Antonówce, Działalność Obozu Gross Rosen i innych.

Historia to nieprzerwana przemiana czasu. Przyszłość za chwilę stanie się współczesnością. Teraźniejszość w mgnieniu oka zmienia się w przeszłość. Człowiek może oddziaływać na kształt dnia dzisiejszego i na kształt jutra. Ale przeszłości, tego co stało się wczoraj już nikt nie jest w stanie odmienić, choćby nawet całą duszą i sercem tego pragnął. Może jednak z przeszłości, dla przyszłości i dnia dzisiejszego wyciągnąć naukę, wzbogacić się o doświadczenia pokoleń. (Fritz Hoenow – kronikarz Bielawy).

2 komentarze

  1. Pierwsze zdanie i nieścisłość. Jakie wyzwolenie? Waldenburg nie był miastem polskim więc jak Armia Czerwona miała go wyzwalać? Mogła zdobywać, mogła rozpocząć okupację ale nie wyzwalać.

  2. Na ten dzień należy spojrzeć oczami ludzi wtedy żyjących. Chaos i niepewność. Tak.  Oni czekali na wyzwolenie. Jedni ze strachu inni z przekonania witali rosyjskie wojska jako wyzwolicieli miasta spod hitlerowskiego panowania. Na terenie Wałbrzycha pracowali także robotnicy przymusowi z Polski i innych krajów, m.in. Belgowie, Włosi, Białorusini i Rosjanie (w miejsce powołanych do wojska Niemców).  Ich obozy znajdowały się m.in. w Białym Kamieniu i Sobięcinie. Szacuje się, że tylko w kopalni „Biały Kamień” (późniejsza Thorez), do niewolniczej pracy zmuszanych było 600 więźniów. Na rok przed zakończeniem wojny liczba jeńców-niewolników sięgnęła 5 tysięcy. Nikt nie wiedział jak potoczą się dalej losy Europy, właśnie wyzwalanej, jak ostatecznie będą przebiegać granice. Trzeba pamiętać o chaosie jaki wywołało samobójstwo Führera. Mało kto słyszał o układzie jałtańskim podziale wpływów. 

    Teraz przy poprawności politycznej mówi się że miasto zostało „zajęte” przez wojska radzieckie. A w dniu 8 v 1945 roku mówiło się o wyzwoleniu. Można popytać starszych ludzi, którzy to przeżyli. Każdy użyje właśnie takiego określenia.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.