Piekło wyspy Blackwell

Krępowanie pensjonariuszy było na porządku dziennym, pielęgniarki mordowały pacjentów, podopieczni głodowali

Ewa Jankowska

Ta nowoczesna placówka miała przynieść zaszczyt Nowemu Jorkowi. Dać chorym, ubogim i chorym psychicznie możliwość przebywania w warunkach humanitarnych, z dala od zgiełku miasta, w otoczeniu zieleni, a łamiącym prawo szansę na resocjalizację w nowiutkich obiektach z pionierskimi rozwiązaniami. Już w pierwszych latach działalności okazało się, że wyspa Blackwell to piekło na ziemi. O tym, do jakich nadużyć dochodziło w placówkach na wyspie, opowiada Stacy Horn, autorka książki „Wyspa potępionych. Prawdziwa historia wyspy Blackwell”.

Jaka idea przyświecała stworzeniu placówek na wyspie Blackwell?

O ironio, szczytna. Zanim powstały instytucje na Blackwell, na Manhattanie istniała placówka – Bellevue. Oprócz funkcji szpitala odgrywała również rolę miejskiego zakładu karnego czy zakładu dla obłąkanych, przytułku dla biednych oraz domu pracy. Wraz z rozwojem miasta zwiększała się liczba ubogich, chorych psychicznie i przestępców. W Bellevue zaczynało brakować dla nich miejsca. Placówka była przeładowana. W latach 30. XIX wieku pojawił się pomysł, aby kupić wyspę Blackwell, obecną wyspę Roosvelta, która należała wtedy do jednej rodziny i stał tam jeden dom, i zbudować na niej osobne placówki – Szpital dla Obłąkanych, Przytułek dla Ubogich, Zakład Karny, Dom Pracy Przymusowej i Szpital Miłosierdzia. Zanim otwarto poszczególne instytucje – pierwszy powstał Zakład dla Obłąkanych w 1939 roku – ich twórcy odwiedzali tego typu miejsca w Pensylwanii, a nawet Anglii i we Francji, żeby zdobyć wiedzę na temat tego, jak opiekować się pensjonariuszami. Te starania nie przyniosły jednak rezultatów. Zaledwie trzy lata po otwarciu Zakładu dla Obłąkanych Karol Dickens, który odwiedził placówkę, opisał to miejsce jako żywcem wyjęte z powieści z gatunku horroru.

Zakład Karny na wyspie Blackwell (fot: Wikimedia Commons)

Jak długo działały placówki na Blackwell Island?

Pod koniec XIX wieku pacjentów z Zakładu dla Obłąkanych przeniesiono do placówki na wyspie Warda i Szpitala Stanowego Central Islip. Dom Pracy Przymusowej, podobnie jak Zakład karny, został przeniesiony na wyspę Rikera w 1936 roku. Przytułek dla Ubogich zlikwidowano w 1953 r. Szpital przeniesiono do Queens w 1953 roku, ale na wyspie funkcjonowały później jeszcze inne szpitale.

Ile osób przewinęło się przez placówki?

Każdego roku na wyspę wysyłano około 55 tysięcy osób.

Jakie błędy popełniono?

Komisarze mianowani do zarządzania instytucjami nie doszacowali liczby potrzebnych miejsc i pieniędzy koniecznych, żeby zapewnić godne warunki dla pensjonariuszy.

W przytułku dla ubogich dzienna stawka żywieniowa wynosiła 7 centów, dzienny koszt utrzymania pensjonariusza Domu Pracy Przymusowej – 15 centów.

Czyli prawie połowę tego, co wydawano na pacjentów Zakładu dla Obłąkanych. Porażające. Przeczytałam historię księdza, który został wysłany do więzienia na Blackwell za głodzenie dziecka, jednocześnie nikt z Wydziału Publicznych Instytucji Dobroczynnych i Poprawczych nigdy nie poniósł konsekwencji za głodzenie 50 tysięcy ludzi rocznie w placówkach na Blackwell.

Żeby zmieścić się w budżecie, dochodziło do absurdalnych sytuacji – pielęgniarkom z Zakładu dla Obłąkanych pomagali pensjonariusze z Domu Pracy Przymusowej. Co oznaczało, że pacjentek chorych psychicznie pilnowała złodziejka, alkoholiczka albo prostytutka. Nie twierdzę, że te osoby były z założenia złymi ludźmi, ale na pewno nie posiadały odpowiednich kompetencji, żeby opiekować się osobami z zaburzeniami psychicznymi.

Jakie błędy jeszcze popełniono?

Stanowiska komisarzy nierzadko były nominacjami politycznymi. Kandydatów nie zawsze wybierano więc pod kątem ich fachowości. Wszystkie instytucje, czyli zarówno towarzystwa dobroczynne, jak i Przytułek dla Ubogich czy Zakład dla Obłąkanych, oraz karne, jak Zakład Karny czy Dom Pracy Przymusowej, podlegały tym samym zarządcom. To spowodowało, że w ich głowach ubodzy, umysłowo chorzy, przestępcy to byli tacy sami ludzie. Chory psychicznie był równie niebezpieczny, co przestępca, więc zarówno jednych, jak i drugich trzeba izolować.

W Internecie niewiele jest informacji o tym, co w XIX wieku działo się na wyspie Blackwell.

Research do tego tematu był ogromnym wyzwaniem. Wydawało mi się, że znajdę mnóstwo informacji na ten temat w archiwach miejskich, ale niestety, myliłam się. Gdy dowiadywałam się coraz więcej o tym, co działo się na wyspie w tamtym czasie, zaczęłam rozumieć, dlaczego tak niewiele zachowało się materiałów z tego okresu. Nikomu nie zależało na tym, żeby przyszłe pokolenia poznały prawdę na temat tego miejsca.

Więc skąd czerpałaś informacje?

Ogromnym źródłem wiedzy okazały się coroczne raporty, które pisał wielebny William Glenny French, który był misjonarzem na wyspie w latach 1872-1895. Coroczne raporty sporządzali również komisarze, nadzorcy, lekarze i dyrektorzy wszystkich placówek z Wydziału Publicznych Instytucji Dobroczynnych i Poprawczych, które działały na wyspie. Można było w nich przeczytać, do jakich nadużyć dochodziło na Blackwell. I mimo że raporty docierały do władz miasta, nikt nie reagował. Działalność Zakładu dla Obłąkanych na Blackwell w serii artykułów opisała Nellie Bly.

Jeden ze szpitali na wyspie Blackwell (fot: Wikimedia Commons)

To ona w 1887 roku dała się zamknąć w szpitalu na dziesięć dni, żeby przekonać się na własne oczy, jakie warunki tam panują.

Udała, że jest psychicznie chora. Była bardzo odważna. Ale jestem prawie pewna, że gdyby wiedziała wcześniej, co tam się dzieje, nie zdecydowałaby się na ten krok. Zresztą pierwotnie chciała dostać się na oddział dla najbardziej chorych i niebezpiecznych pacjentów, ale kiedy zobaczyła, jakie warunki panują na tych „lepszych” oddziałach, zrezygnowała. Była przekonana, że po prostu tam umrze.

Pisała, że ludzie umierali z głodu i wskutek zaniedbania. Że pacjenci zabijali się nawzajem. Potwierdziła informacje o praktykach kąpielowych – w dzień kąpieli wannę napełniano wodą i pacjentki myły się jedna po drugiej bez zmiany wody. Opisała też przypadki znęcania się pielęgniarek nad pacjentkami. Pensjonariuszki były duszone, bite, zamykane w izolatce.

Nellie Bly – dziennikarka, która dała się zamknąć w Zakładzie dla Obłąkanych (fot: Wikimedia Commons)

czytaj też: Nellie Bly. Reporterka w domu wariatów.

Jedna z pacjentek umarła po tym, jak pielęgniarki potrzymały ją nagą w zimnej wodzie, a potem rzuciły na łóżko. Lekarze powiedzieli, że zmarła wskutek konwulsji.

Takich przypadków zapewne było więcej. W samym 1886 roku w Zakładzie dla Obłąkanych zmarły 173 kobiety.

Skala nadużyć wobec chorych psychicznie, bezdomnych, więźniów, dzieci i ubogich była ogromna. Co było dla ciebie najbardziej szokujące?

Historii, które nie mieszczą się w głowie, było mnóstwo. Jedną z najbardziej szokujących była ta o pensjonariuszce, która zmarła po zjedzeniu arszeniku, który zostawiła na korytarzu salowa. Chciała zwabić szczury, więc dosypała arszeniku do zmieszanego z cukrem masła, przełożyła wszystko do miseczki na budyń i umieściła ją w wiadrze na korytarzu. Pensjonariuszka, która prawdopodobnie była wygłodzona, zjadła miksturę.

Wstrząsająca jest też historia o ciężarnej pensjonariuszce, która przebywała w Zakładzie dla Obłąkanych. Założono jej kaftan bezpieczeństwa, a następnie umieszczono w izolatce. A potem o niej zapomniano.

I ona w tej izolatce urodziła. Sama. W tym kaftanie. Historia dramatyczna, ale przede wszystkim nasuwa się pytanie, dlaczego w Zakładzie dla Obłąkanych znajduje się takie miejsce jak izolatka?

Potem zaczęłam więcej czytać o przypadkach ubierania pensjonariuszy w kaftany bezpieczeństwa. W przeważającej mierze ofiarami tych praktyk były kobiety i Irlandczycy. W drugiej połowie XIX wieku w Stanach Zjednoczonych te dwie grupy były najbardziej dyskryminowane.

Dlaczego Irlandczycy?

Wiele osób uważało, że kradną pracę prawdziwym Amerykanom. Organizacje antyimigranckie, takie jak Know-Nothing Party, kierowały pod ich adresem najcięższe obelgi. W niektórych zakładach dla obłąkanych istniały nawet osobne oddziały dla Irlandczyków. Ponadto Irlandczycy praktykowali katolicyzm, religię, którą protestanccy lekarze i personel uważali za „szczególnie zdeprawowaną i obraźliwą”. Z kolei w przypadku kobiet funkcjonowało przekonanie, że są one trudniejsze do opanowania od mężczyzn.

Gdy wyszło na jaw, że krępowanie pensjonariuszy było na porządku dziennym, wprowadzono zakaz używania kaftanów bezpieczeństwa, tylko w przypadku najbardziej niebezpiecznych pacjentów dopuszczono ich stosowanie. W rzeczywistości wiele się jednak nie zmieniło, a pensjonariuszy poza zakładem owijano szalami, żeby nie było widać kaftanów bezpieczeństwa.

 

Wśród epidemii, do których dochodziło w tamtym czasie, największe spustoszenie czyniła cholera. Jednocześnie, jak się okazało, największa epidemia tej choroby była właśnie na Blackwell. Zanim dobiegła końca, na wyspie zmarło na cholerę więcej osób niż w jakiejkolwiek innej części Nowego Jorku. Być może między innymi dlatego, że mimo trwającej tam epidemii sądy policyjne nadal wysyłały tam ludzi.

Dlaczego sytuacja na wyspie nie poprawiała się przez lata? Dlaczego nikt nie reagował mimo nadużyć?

Co jakiś czas były prowadzone dochodzenia w sprawie tego, co działo się w placówkach, ale w konsekwencji niewiele się zmieniało. Nikomu nie zależało na tych, którzy trafiali na wyspę. To byli przestępcy, ludzie chorzy umysłowo, ubodzy, czyli tacy, o których nikt nie dbał, wyrzutki społeczeństwa. Po serii artykułów Nellie Bly zarządzono kontrolę w Zakładzie dla Obłąkanych. Ale informacja, że kontrola będzie, dotarła do prowadzących Zakład wcześniej. Dokładnie przygotowano miejsce na przyjazd służb. Prowadzono je tylko na najbardziej reprezentacyjne oddziały, gdzie przebywali pacjenci w najlepszej formie.

W sprawie nadużyć zawsze zeznawali wyłącznie pracownicy i zarządcy placówek. Nigdy nie przesłuchiwano pensjonariuszy czy potencjalnych ofiar nadużyć.

Pisałaś w książce, że na wyspę bardzo łatwo było trafić, ale rzadko ktokolwiek stamtąd wracał.

Wracały przede wszystkim osoby skazane na pobyt w więzieniu. Po odbyciu wyroku opuszczały Zakład Karny.

Historyczna latarnia na wyspie Roosevelta, dawnej wyspie Blackwell (fot: Shutterstock.com)

Czy ktokolwiek poniósł konsekwencje nadużyć, do których dochodziło na Blackwell Island?

Nie dotarłam do informacji, które by potwierdziły, że ktoś został skazany za morderstwo czy znęcanie się nad pacjentami. Wiem, że dwóch lekarzy zostało zwolnionych z pracy za gwałcenie pacjentek. Liczyłam, że znajdę więcej informacji na temat różnych przypadków molestowania seksualnego, ale niestety, nie było tego zbyt wiele. Myślałam też, że znajdę jakieś materiały dokumentujące eksperymenty medyczne, które mogły być przeprowadzane na pacjentach na wyspie – byłam prawie pewna, że musiało być ich mnóstwo, zważywszy na to, że placówki były całkiem odizolowane od miasta.

Tych eksperymentów nie przeprowadzano?

Znalazłam informację tylko o jednym eksperymencie z 1890 roku z udziałem psa i czternastoletniego chłopca. Bez wątpienia wykonany w dobrej wierze, dziś wydaje się okrutny. Doktor Abel M. Phelps podjął nieudaną próbę przeszczepu psiej kości chłopcu, któremu po operacji wyprostowania skrzywionej kości w nodze zostało niegojące się złamanie – stopa chłopca luźno opadała w kostce. Przed operacją Phelps przeciął psu struny głosowe, żeby ten nie skomlał. Amputował prawie połowę jednej z łap psa. Za pomocą aluminiowego kołka i drutu zamocował odcinek kości psa pomiędzy niezrośniętymi końcami kości chłopca. Następnie umieszczono psa obok chłopca i przyszyto kikut jego łapy do tkanek miękkich nogi chłopca. Idea była taka, że zwierzę będzie zaopatrywało wstawioną kość w krew, dopóki nie przejmie tego zadania krwiobieg chłopca. Eksperyment oczywiście się nie powiódł.

Jak skończyła się historia Blackwell Island?

Na początku XX wieku placówki zaczęto sukcesywnie przenosić w inne miejsca – Zakład Karny przeniesiono na przykład na wyspę Rikera. To, co jednak działo się później tam czy w placówkach takich jak Willowbrook State School w Nowym Jorku [placówka dla upośledzonych intelektualnie dzieci otwarta w 1947 roku – przyp. red.], pokazało, że nie wyciągnięto żadnych wniosków z wcześniejszych błędów. Zarządcom placówek wydawało się, że problem leży w tym, jak zaprojektowane były budynki, w których się mieściły, a nie w tym, jak były prowadzone.

Zakład Karny na wyspie Rikera uchodzi do dzisiaj za jedno z najgorszych więzień w Stanach Zjednoczonych. To, co łamie mi serce, a co trwa po dziś dzień, to praktyka stawiania zarzutów nieletnim powyżej szesnastego roku życia jak dorosłym, a następnie wsadzanie ich do więzienia z mężczyznami, którzy ich gwałcą.

Z jakich powodów ta książka jest dla ciebie ważna?

Moim głównym celem było zwrócenie uwagi na to, co działo się na wyspie Blackwell. Żeby dać świadectwo nadużyciom, do jakich tam dochodziło. Poznałam również mechanizm kryminalizacji ubogich. W świadomości społecznej nadal utrzymuje się powiązanie między przestępczością a ubóstwem.

Wystarczy spojrzeć na statystyki amerykańskie dotyczące tego, kto trafia do zakładów karnych – to w przeważającej liczbie ludzie o niskich i bardzo niskich dochodach, których nie stać na wpłacenie kaucji, co powoduje, że od razu wysyłani są na przykład na wyspę Rikera. Ludzie bogaci, którzy dopuszczają się oszustw gospodarczych, czy koncerny farmaceutyczne odpowiedzialne za wypuszczanie na rynek szkodliwych leków, rzadko ponoszą jakiekolwiek konsekwencje. Dlaczego do więzień trafiają ludzie, którzy ukradli kanapkę, a nie ci, przez których inni chorują, a nawet umierają?

Stacy Horn, ‚Wyspa potępionych. Prawdziwa historia wyspy Blackwell’, Wydawnictwo Znak (fot: materiały prasowe)

źródło: http://weekend.gazeta.pl

Ewa Jankowska.
Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

„Wyspa Potępionych” do kupienia tu: > klik <

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.