Relacja Tadeusza Szatkowskiego na temat śmierci ok 20 żołnierzy podczas zdobywania mostu w Jastrowiu

0
438

Relacja pochodzi z Centralnego Archiwum Wojskowego udostępniona nam przez pana Krzysztofa Sliwińskiego, mieszkańca Wałcza i pasjonata historii regionu wałeckiego oraz walk jakie toczyły się o zdobycie Wału Pomorskiego – dziękujemy!

 

Zgłosił się do nas Tadeusz Szatkowski mieszkaniec Wałcza – Zaułek Chełmiński 41 z prośbą aby spowodować umieszczenie tablicy na miejscu zdarzenia, którego był świadkiem. Relację jego zarejestrowałem na taśmie magnetofonowej. Przepisaną przekazuję wg. Kompetencji.

Nazywam się Tadeusz Szatkowski urodzony w 1922 roku. Mieszkam w Wałczu na Zaułku Chełmińskim. W Wałczu mieszkam od 1945 roku od wyjścia z wojskowego szpitala gdzie leżałem ranny.

Służyłem w 1 armii, 1 brygady, 2 kompaniami, 11 inżynieryjnym baon saperów. Zostałem zmobilizowany w 1944 r. 20 marca w Łucku na Wołyniu. Zakończyłem służbę w stopniu kaprala, jako dowódca drużyny. W czasie wojny byłem st. strzelcem i erkaemistą i pełniłem funkcję dowódcy drużyny, bo kpr. Ogarek zginął pod Warszawą. Nasz baon saperski był przydzielany do różnych jednostek ale w czasie walk o Wał Pomorski byliśmy przy 12 p.p./byliśmy i przy 4 p.p./

Po zdobyciu Złotowa, skierowaliśmy się na Jastrowie. Jakieś 4 km. przed Jastrowiem, na rzece Gwda były dwa mosty, kolejowy o konstrukcji stalowej i drewniany na szosie.

Niemcy ten kolejowy most wysadzili i w tej chwili wisi tam na resztkach betonowych wsporników stalowa konstrukcja . Doszliśmy ze Złotowa do tego mostu i wtenczas wydzielono nasz pluton z zadaniem przetarcia się do mostu. Z prawej strony dwa niemieckie chemy ostrzeliwały nam przejście, bo tam przy moście był taki budynek i myśmy się tam musieli przedrzeć. To nom się udało. Przeszliśmy tam, a byli tam Już nasi żołnierze między innymi ranni i zabici. Byli oni z 12 p.p.

Naszym zadaniem, saperów było utrzymanie tego mostu drewnianego. Bardzo nam przeszkadzały niemieckie ckemy, a najwięcej ten z pranej strony. My przyszliśmy tam rano. Zbadaliśmy dokładnie teren i po południu dostałem zadanie, zbadać czy drewniany most nie jest zaminowany ile i jakie potrzebne drewno aby ten most naprawić.

Mnie saperzy wypuścili przez okno na dół a przed tym otworzyli ogień aby uciszyć niemieckie cekmy. Podbiegłem pod ten most, obejrzałem pierwsze dwa przęsła, stwierdziłem, że most nie są zaminowane, ustaliłem jakie materiały są potrzebne do dokonania naprawy i wróciłem z powrotem przez to okno – koledzy mnie wciągnęli. Niemcy nadal zaczęli mosty ostrzeliwać i tak to trwało do nocy.

Jak się zmierzchło dowódca kompanii por. Korada, który później zginął na Wale Pomorskim – imienia nie pamiętam – pochodził z Kijowa – dał rozkaz abym wziął dwóch saperów, przeprawił się przez rzekę na drugą stronę do Niemców. Przeprawiłem się szczęśliwie. Niemcy byli od nas jakieś 150 metrów a może i mniej.

Okopaliśmy się na samym brzegu rzeki i chroniliśmy ten most z lewej strony, aby Niemcy go nie zniszczyli. Z prawej strony most był chroniony przez naporów z tego domu.

Późnym wieczorem słyszymy, że Niemcy zaczynają podchodzić. Otworzyliśmy nieduży ogień aby ich odstraszyć. Oni zorientowali się, że my jesteśmy i zaczęli nas ostrzeliwać z pancerfaustów. Ale nie mogli nas zniszczyć bo byliśmy okopani na samym brzegu a pociski padały do rzeki.
Ton okop jest jeszcze do dziś. Walka później ucichła ale Niemcy podchodzili jeszcze kilka razy, próbując czy my jeszcze żyjemy. Gdy Niemcy podchodzili otwieraliśmy ogień, a gdy zaczynali ostrzał naszego stanowiska zmienialiśmy miejsce. I tak było do północy .

O północy przeprawili się do nas żołnierze. Nie wiem z jakiego pułku, nie pamiętam ilu ich tam było. Zatrzymali się pod betonową ścianą kolejowego mostu. Ja podczołgałem się do nich i mówię okopujcie się na brzegu rzeki. Dowódca, nie wiem jakiego stopnia, bo ta była noc i ciemno mówi, że nie będą się okopywać ba zaraz pójdą do natarcia. Wycofałem się do swego okopu z powrotem. Cały czas padał deszcz i to chyba spowodowało, że cała ta tafla betonu, pod którą stali ci żołnierze zawaliła się i przygniotła cały ten oddział żołnierzy.

Tak jak tam stali w kupce, tak ich przywaliło. Kilku było przygniecionych do połowy, ale o ratunku nie było mowy, bo beton miał metr albo i więcej grubości . Do nas już więcej nikt nie przy szedł. Po północy zaczęła z lewego skrzydła atakować piechota. Niemcy odstępowali. Była godz.2 w nocy gdy przeszliśmy most na drugą stronę.

Ta zawalona jednostka, to był chyba pluton, około 20 ludzi, w pełnym rynsztunku do natarcia.

Nie mam żadnych bliższych szczegółów o tym oddziale.

Uważam, że tam winna być jakaś tablica pamiątkowa. Ja wychowałem córki mam zięciów, zięciowie mówią jedziemy zobaczymy gdzie walczyłeś i ja ich zawiozłem i bardzo mi przykro że z tym zbiorowym grobem nie wiążą się żadne chociażby najmniejsze ślady pamięci. Ziemia tam już zamulona. O to mi tylko, żeby upamiętnić to miejsce. Ja byłem potem ranny, po wojnie pracowałem i nie zwracałem na to uwagi, ale teraz gdy przyszły starsze lata, nie daje mi to spokoju.

Po zakończeniu wojny, moi koledzy z plutonu wracali przez Wałcz z Berlina i zachodzili do mnie, bo do nich pisałem. Był też d-ca plutonu plutonowy Pytel. Mówił, że za te mosty zostałem odznaczony. Ale jakoś to zaniedbałem i nie dochodziłem tego, choć gdzieś tam w archiwum wojskowym musi to być.

ZERWANY MOST NAD GWDĄ – NIEMA PAMIĄTKA PO III RZESZY.

Jastrowie stanowiło punkt oporu przed właściwymi fortyfikacjami Wału Pomorskiego (niem. Pommerstellung), wzniesiono go w latach 1934-37 jako fragment wschodniego systemu umocnień granicznych Trzeciej Rzeszy. Pommerstellung łączył się na południu z Międzyrzeckim Rejonem Umocnionym i tzw. linią odrzańską umocnień. W czasie walk o Wał, trwających od 29 stycznia do 10 lutego 1945 r., o podejście do Jastrowia toczyły się wyjątkowo ostre starcia. Broniło się tam dwa i pół batalionu z 15. Dywizji Grenadierów SS „Lettland”.W 1945 r. to właśnie Polakom przypadło zdobywanie Jastrowia. Główną atrakcją turystyczną tej miejscowości jest dzisiaj wysadzony most kolejowy, służący niegdyś nieistniejącej już dziś linii kolejowej Złotów–Jastrowie.

MOST PRUSKICH KOLEI PAŃSTWOWYCH

Budowę linii kolejowej z Jastrowia (które wtedy nazywało się Jastrow) do Wałcza (wtedy Deutsch Krone) ukończono w 1914 roku, jesienią, już w czasie wojny. Wybudowały ją Pruskie Koleje Państwowe, a trakt komunikacyjny miał służyć ożywieniu gospodarczemu słabo zaludnionych i zindustrializowanych terenów. Stawiano na przemysł drzewny, na rzece budowano elektrownie.

Linia kolejowa przekroczyła rzekę Gwdę (wtedy Küddow) nieco na wschód od Jastrowia. Solidny most miał tylko jeden tor. Konstrukcja wsparta była na wysokich betonowych przyczółkach, do których prowadził nasyp wznoszący się kilka metrów ponad dno podmokłej doliny. Całkowita długość mostu wynosiła 60 metrów, odległość między podporami 40 m. Utrzymywały go dwa równoległe kratownicowe przęsła oddalone od siebie o 3,6 metra, wysokie na prawie pięć metrów.

KTO WYSADZIŁ MOST I PO CO?

Według oficjalnych informacji most wysadzili w lutym 1945 wycofujący się Niemcy. Nie spadł on jednak do rzeki, a jedynie wyrwany z betonowych przyczółków obrócił się i zaklinował. Według innej teorii eksplozja była przypadkowa. Miała miejsce w 1946 roku, gdy wojsko polskie próbowało rozbroić ładunki wybuchowe założone przez Niemców. Podobno były ofiary śmiertelne. Mieszkańcy mówi po cichu, że ten wybuch nie był całkowicie przypadkowy, bo wysadzenie mostu dało Rosjanom pretekst do rozebrania całej linii kolejowej. Jeszcze inna wersja głosi, że most wysadziła 15 lutego 1945 roku polska obsada Jastrowia, aby zapobiec przedarciu się do Piły niemieckiemu pociągowi pancernemu ze Szczecinka. Pociąg ten miał za zadanie wspomóc przebijające się wojska niemieckie z zagrożonej twierdzy pilskiej.

Jakby nie było, wszelkie nadające się do przetransportowania elementy pojechał na Wschód jako zdobyczne dobro poniemieckie. A dlaczego zostawiono most w takim stanie? Bo jego rozbiórka wymagałaby zbyt wielkich nakładów i pokonania zbyt wielu trudności technicznych. No i mamy w ten sposób niezwykle dramatyczną pamiątkę tamtych czasów.

Autorzy : Małgorzata Raczkowska, MP
Źródło: krajoznawcy.info.pl, trail.pl, II Wojna Światowa. Dowiedz się więcej.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.