Rita Gorgonowa – morderczyni czy ofiara?

„Sprawa Gorgonowej” przykuła uwagę większości obywateli w międzywojennej Polsce. Zbrodnia w Brzuchowicach, dokonana w 1931 roku, wstrząsnęła wszystkimi, a opinia publiczna wydała swój wyrok szybciej niż sąd. Ritę Gorgonową oskarżono o zamordowanie 17-letniej Elżbiety (Lusi) Zarembianki, córki swojego kochanka, lwowskiego architekta Henryka Zaremby. Kobieta została skazana na karę śmierci, zamienioną drugim wyrokiem na 8 lat. Polskie gazety okrzyknęły te wydarzenia mianem „najgłośniejszego procesu sądowego II Rzeczypospolitej”.

Na podstawie zeznań 14-letniego Stasia Zaremby – brata ofiary, niemal wszyscy natychmiast uwierzyli w winę Gorgonowej. Pomimo tego, że nie zabezpieczono prawidłowo dowodów zbrodni, a zeznania świadków wzajemnie się wykluczały, ława przysięgłych szybko zyskała pewność, odnośnie tego, co stało się w willi architekta Zaremby.

Po kilkudziesięciu latach okazuje się, że nie wszystkie dowody świadczyły przeciwko oskarżonej. Więcej jest też pytań niż odpowiedzi. Niektóre poszlaki wskazują wprost, że mordercą mógł być każdy, a najwięcej wątpliwości budzą zeznania brata zamordowanej Lusi…

Z DALEKIEJ DALMACJI…

Rita Gorgonowa przyszła na świat 7 marca 1901 roku w Kninie, w Dalmacji (ówcześnie Austro-Węgry, dziś Chorwacja), około 85 km na północ od Splitu. Naprawdę nazywała się Emilia Margerita Ilić. Nie wiadomo dokładnie jakiego pochodzenia była. Mówiono, że w jej żyłach płynęła Serbska lub Chorwacka krew.

Jej ojciec (który był lekarzem) zmarł, gdy Rita miała 3 lata. W roku 1916 wyszła za mąż za oficera Armii Cesarstwa Austro-Węgierskiego – porucznika Erwina Gorgona, a po dwóch latach urodziła mu syna. Niedługo po tym oboje przenieśli się do Lwowa, by zamieszkać u rodziców męża. Po redukcji etatów w wojsku Gorgon został bez pracy. Czuł się samotny, często znikał z domu na kilka dni, zaczął korzystać z usług prostytutek. Po kolejnym powrocie do żony wyznał jej, że zaraził się chorobą weneryczną. W roku 1921 Erwin wyjechał do USA w poszukiwaniu pracy. W liście do żony pisał, że znalazł pracę, i że został wyleczony. Wysłał Gorgonowej kartę okrętową, żeby dołączyła wraz z synem do niego. Jej przybycie do Ameryki przedłużało się, ponieważ młoda Chorwatka miała problemy z dostaniem wizy.

Podczas nieobecności Gorgona, o względy Rity zaczęli rywalizować jego bracia wraz z jego ojcem. Kobieta uchodziła za niezwykle piękną, co sprawiało, że nie mogła się odpędzić od licznego grona adoratorów. Gdy zaloty członków rodziny zostały odrzucone, Ci szybko postanowili się zemścić. W tym celu wysłali do Erwina list, w którym informowali go, że jego powabna żona szuka pocieszenia w ramionach wielu mężczyzn i często nie wraca na noc do domu.

Rodzina inzyniera Zaremby na tarasie jego willi

Małżonek uwierzył i postanowił zakończyć swoje małżeństwo. Polecił też braciom, aby wyrzucili Ritę z ich domu i zaopiekowali się jego synem. Prawdą jest, że kobieta uwielbiała przebywać w otoczeniu lwowskich kawalerów, z którymi często widywano ją w okolicznych kawiarniach i kinach. Czy dopuściła się zdrady małżeńskiej? Tego nie wiadomo, a sama Gorgonowa wszystkiemu zaprzeczała. Nie zmieniło to jednak faktu, że od tej chwili była zdana tylko na siebie. Pozostawała bez środków do życia, więc wkrótce rozpoczęła kurs pielęgniarski, a na swoje utrzymanie zarabiała jako guwernantka.

BONA W BRZUCHOWICACH

Henryk Zaremba, właściciel firmy budowlanej i ceniony architekt lwowski, z powodu choroby psychicznej żony, nie radził sobie z wychowaniem swoich dzieci – córki Elżbiety (Lusi) i syna Stasia. Doradzono mu, aby wziął do opieki nad dziećmi – bonę (dawniej określano tak wychowawczynię małych dzieci w bogatych domach). Jego wybór padł na śliczną brunetkę pochodzącą z Dalmacji, która zamieszkała z Zarębami w ich willi w Brzuchowicach pod Lwowem. Szybko jednak stosunki służbowe między 41-letnim chlebodawcą a 23-letnią nianią przerodziły się w płomienny romans – w 1928 roku Rita urodziła Zarembie córkę Romanę. Para pozostawała w nieformalnym związku ale Rita często dawała Zarembie do zrozumienia, że zależy jej na ślubie.

U góry stoi Rita Gorgonowa, domniemana zabójczyni swej wychowanki Lusi Zarembiny (siedzi obok matki u dołu z lewej strony)

Stosunki Rity z dziećmi na początku układały się niemal wzorowo. zastępowała im zarówno matkę jak i ojca, gdyż Henryk, z racji swojego zawodu, w domu przebywał tylko w weekendy.

Rita lubiła męskie towarzystwo i nie ukrywała tego, że podobają się jej wszelkiego rodzaju oznaki uwielbienia, których doznawała przy każdej niemal okazji. Często dzwonili do niej mężczyźni, dostawała liczne listy. Dorastająca Lusia szybko zrozumiała, co może kryć się za tym wszystkim i zaczęła posądzać swoja opiekunkę o romanse. O swoich spostrzeżeniach poinformowała ojca. Od tego czasu stosunki między Gorgonową a Zarembą zaczęły się wyraźnie psuć. Swoją złość Gorgonowa wyładowywała na gimnazjalistce, często odgrażała się nawet, że ją zabije. To doprowadziło do znacznego ochłodzenia stosunków panujących w domu.

Architekt, posądzający Gorgonową o zdradę, postanowił wynająć mieszkanie we Lwowie i zamieszkać tam razem z dziećmi od 1 stycznia 1932 roku. Rita miała pozostać w Brzuchowicach. Oprócz dachu nad głową, Zaremba obiecał zapewnić utrzymanie ich córce Romanie. Dodatkowo Gorgonowa zażądała od Zaremby 10 tysięcy dolarów jako zadośćuczynienie. Henryk nie mógł się na to zgodzić. Miał wielką nadzieję, że z czasem uda mu się dojść z Ritą do porozumienia. Z tych planów nic jednak nie wyszło, gdyż dwa dni przed wyprowadzką, w willi doszło do ogromnej tragedii.

ZBRODNIA NIEDOSKONAŁA

W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku 17-letnia Lusia została znaleziona w martwa w swoim łóżku. Tego makabrycznego odkrycia dokonał jej (o 3 lata młodszy) brat Staś, który jako pierwszy z domowników złożył zeznania.

Według tego, co zapisano w protokole przesłuchania, około północy obudził go przeraźliwy skowyt psa. Przypuszczając, że pod dom zakradł się złodziej, wyjrzał przez okno, nie zobaczył jednak nic podejrzanego. Krzyknął na Lusię, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku u siostry. Nie usłyszał odpowiedzi, więc wstał z łóżka, podszedł do hallu, gdzie zauważył tajemniczą postać ukrywającą się za choinką. Pomyślał, że to siostra i zawołał „Lusiu!”. Nikt nie odpowiedział. Zdenerwowany zaczął bić pięściami w drzwi pokoju siostry, wtedy to owa postać przesunęła się cicho przez drzwi na werandę, skręciła w lewo ku schodom i znikła. Staś wpadł do pokoju Elżbiety. Dziewczyna leżała na łóżku z poduszką na głowie. Odrzucił poduszkę i zauważył, że Lusia była cała we krwi:

„Jej ciało było jeszcze ciepłe, głowę miała skręconą w prawą stronę, a na niej zakrzepłą krew.”

Zorientował się, że jego siostra nie żyje. Wybiegł więc z pokoju krzycząc „Lusia zabita!” Pierwsza przybiegła Rita ubrana w futro. Chwilę później pojawił się Zaremba, który razem ze Stasiem rozpoczął próbę reanimacji. Ich wysiłki nie mogły już jednak przynieść żadnego rezultatu.

Na miejsce została wezwana żandarmeria. Wstępne oględziny pokoju nie wykazały na podłodze żadnych śladów śniegu ani jego topnienia, które powstałyby od zaśnieżonego obuwia. Otwarta okno w pokoju było zbyt małe, by ktoś przez nie mógł wejść do pokoju, nie znaleziono również śladów próby gwałtownego dostania się do wnętrza willi. W hallu przy wejściu do pokoju Lusi, w rogu przy kominku, znajdował się kał, a nad nim na ścianie trzy krwawe plamy. Po rozwidleniu zbadano ślady na śniegu, które były częściowo przyprószone, lecz wykazały, że pochodzą od małych stóp w pantoflach. Ślady te biegły od frontowej do małej werandy, sąsiadującej z sypialnią Gorgonowej, następnie rozwidlały się w kierunku piwnicy i basenu. W szklanych drzwiach małej werandy szyba była wybita na wysokości klamki. Ujawniono również ślady krwi na murze niedaleko werandy oraz na drzwiach prowadzących do piwnicy, gdzie znaleziono chusteczkę z kilkoma różowymi plamkami.

Na dnie basenu znaleziono żelazny dżagan (narzędzie do robienia otworów w lodzie).

Nie stwierdzono na nim jednak żadnych śladów krwi.

Zaremba potwierdził, że dżagana używał ogrodnik do robienia przerębli.

Gorgonowa miała na nogach pantofle. Na tylnej podszewce futra znajdowały się ślady kału. Na sukni i białej koszuli nie stwierdzono żadnych plam. Pantofle były mokre, z dużymi rdzawymi plamami. Prawa ręka Gorgonowej wykazywała zranienia. Zapytana o przyczynę tego urazu odpowiedziała, że skaleczyła się o szklankę, którą stłukł Zaremba zerwawszy się z łóżka na krzyk Stasia. Gdy zapytano o wybitą szybę w drzwiach jej sypialni, powiedziała, że wychodząc do basenu po wodę dla Lusi, przy otwieraniu drzwi wybiła szybę i skaleczyła rękę.

Nie umiała jednak wytłumaczyć, dlaczego szła po wodę do basenu, mimo że woda znajdowała się w kuchni, a nawet w miednicy w pokoju Lusi. Na temat pantofli stwierdziła, że są one mokre, ponieważ biegła w nich po śniegu właśnie po wodę, a krew na nich może pochodzić od ryby, którą patroszyła na święta. Wytłumaczyła się również ze śladów kału na podszewce futra. Z powodu zepsutego klozetu załatwiała się poza domem i wtedy doszło do zabrudzenia. Stwierdziła także, że poplamiona krwią chusteczka mogła jej wypaść kilka dni wcześniej, kiedy podczas menstruacji sprzątała piwnicę. Nie umiała jednak wytłumaczyć dlaczego była mokra, skoro w otoczeniu było sucho. Ku zaskoczeniu wszystkich, poszlaki wskazywały, że za morderstwem stoi nie kto inny, jak Gorgonowa. Sama Rita konsekwentnie nie przyznawała do winy. Ustalenia detektywów wskazywały jednak na nią…

„Ta, która chciała zostać panią!”

Śledczy bardzo szybko ogłosili prawdopodobną wersję wydarzeń. Stanowczo wykluczyli, by mógł to zrobić ktoś obcy. W okolicy willi nie znaleziono podejrzanych odcisków butów, nie było śladów włamania. Pies nie zaalarmował szczekaniem, że ktoś obcy wszedł na teren posesji (Zaremba zeznał, że pies zawsze szczekał na nieznajomych i był w stosunku do nich agresywny). Co więcej, na futrze i chusteczce Rity znaleziono ślady krwi grupy A, czyli takiej, jaką posiadała zamordowana. Gorgonowa miała grupę 0.

Następnego dnia około godziny 15, lekarz sądowy dokonał oględzin ciała zamordowanej Lusi. W swoim raporcie z sekcji zwłok napisał:

„(…) leżały one na łóżku na wznak, prawa kończyna dolna wyciągnięta, lewa ułożona na zewnątrz, zgięta w kolanie. Obie kończyny zgięte w łokciach i palcach zaciśniętych.Całą twarz denatki, uszy, i włosy, kark i całe plecy krwią zaschłą zwalane.

Na ciele stwierdzono następujące ślady obrażeń:

  1. a) Na czole po stronie lewej, trzy rany drążące do kości, która jest odsłonięta. Rany te biegną poprzecznie na długości 3-4 cm.
  2. b) Po tej samej stronie czoła, znajduje się tuż nad zewnętrznym odcinkiem łuku brwiowego, ranka szczelinowata, długości 13 mm, dość powierzchowna drążąca tylko przez skórę.

Sekcja zwłok przeprowadzona 2 stycznia 1932 w Zakładzie Medycyny Sądowej we Lwowie wykazała ponadto obrażenia części płciowych pochodzących od wciśnięcia z dużą siła jakiegoś ciała tępego do pochwy, przy czym charakter i kształt obrażeń przemawiają za tym, że obrażenia te powstały przez wciśnięcie do dróg rodnych denatki palca w chwili, gdy ta już nie żyła lub była w stanie agonalnym(…)”

Według śledczych Gorgonowa przeszła ze swojego pokoju do sypialni Lusi i zabiła dziewczynkę dżaganem. By upozorować gwałt, palcem spenetrowała pochwę 17-latki. By włamanie do domu było bardziej wiarygodne, otworzyła okno, a sama chciała wyjść przez drzwi werandy. Natknęła się jednak na psa. Uderzyła go w łeb, aby go uciszyć. Zwierzę głośno zawyło z bólu. Skomlenie psa obudziło Stasia, który przybiegł do drzwi sypialni siostry. Gdy wszedł, zobaczył Lusię całą we krwi. Przerażony zaczął krzyczeć.

Brat zamordowanej Elżbiety (Lusi) Zaremby Stanisław Zaremba w oczekiwaniu na wizję lokalną, 1933

W tym czasie Gorgonowa drżała ze strachu, schowana w jadalni. Obok niej chwilę wcześniej przebiegł Staś. Wydawało jej się, że chłopak nie zauważył stojącej tam kobiety. Pobiegła do sypialni i zmieniła zabrudzoną koszulę. Spaliła ją w piecu. W końcu dołączyła do zrozpaczonych domowników. Chodząc po wodę, wyrzuciła dżagan do basenu.

W toku śledztwa ustalono poza tym, iż Gorgonowa widziana była tej nocy w seledynowej koszuli nocnej (potwierdził to Staś, przechodzący wieczorem przez sypialnię Gorgonowej), a nie w białej, w jakiej zastano ją po przybyciu żandarmerii. Koszula ta miała sprawiać wrażenie, jakby w niej nie spano.

Nasunęło to śledczym wniosek, że owa seledynowa koszula, z uwagi na możliwe ślady krwi na niej występujące, została spalona, co tłumaczyło również znalezione przy piecu ślady nafty. Zapach nafty dało się wyczuć także od Gorgonowej. Kobieta zeznała jednak, że użyła nafty w celu zdezynfekowania rany na dłoni. Ślady kału tłumaczono załamaniem się psychicznym morderczyni po dokonaniu zbrodni. Miejsce oddania kału wskazywało, iż oddany został z pozycji stojącej, przy oparciu się o ścianę. Wykluczono tym samym inną wersję, jakoby była to swoista wizytówka, jaką wówczas mieli w zwyczaju pozostawiać na miejscu swoich przestępstw włamywacze.

Zaremba został podejrzany o współudział w morderstwie lub o pomoc w zacieraniu śladów, jednak po pięciu tygodniach został zwolniony z więzienia. Załamany nie wychodził z domu. Kobiety oferowały pomoc w wychowywaniu dzieci. Pragnęły zająć miejsce Gorgonowej. Staś starannie selekcjonował listy, zanim dostarczył je ojcu.

Przedsiębiorstwo budowlane „Henryk Zaremba i S-ka” upadło, a Henryk popadł w ogromne długi. Mieszkańcy Lwowa widzieli morderczynie wyłącznie w Gorgonowej. Ritę oskarżały bez litości głównie kobiety. Nie umiały wybaczyć jej wejścia pod dach starszego pana i zostanie jego kochanką. Podobne sytuacje mimo wszystko nie należały we Lwowie do rzadkości. Z pogardą wypowiadały się na jej temat, a listy, które wysyłały na Policję, najczęściej zawierały jeden schemat:

„Ta, która chciała zostać panią! Doprowadziła Zarembę do tego, że miał z nią dziecko, Romusię. Zaniedbywała dzieci Zaremby, a jego zdradzała – nie mamy wątpliwości – to przez nią mąż, Erwin Gorgon, opuścił kraj.”

ŚMIERĆ ZA ŚMIERĆ…

Ława przysięgłych z przewodniczącym Krowickim odczytującym werdykt skazujący.

23 kwietnia 1932 roku we Lwowie rozpoczął się proces Rity Gorgonowej, oskarżonej o morderstwo Lusi Zaremby. Podstawowym dowodem obciążającym miało być rozpoznanie Rity przez Stasia Zarembę, który podobno zauważył ją w hallu, ukrywającą się, tuż po morderstwie, za choinką.

Sprawę śledziła niemalże cała Polska. Pod sądem zbierały się tłumy gapiów, a prasa z wielkim zaangażowaniem rozpisywała się o każdym szczególe ujawnionym podczas procesu.

Zgromadzeni na sali sądowej goście spodziewali się, że Gorgonowa w pierwszym zdaniu podczas wyjaśnienia powie, że to ona zabiła. Zawiedli się jednak, gdyż oskarżona na każde pytanie znajdowała błyskawiczną odpowiedź, argumentowała i broniła się zaciekle.

W mowie końcowej prokurator Laniewski powiedział:

„Przyjmijcie Panowie, że oskarżona jest winna albo przyjmijcie, że jest niewinna, ale na dwie rzeczy musicie zgodzić się bezwzględnie. Po pierwsze, nikt obcy nie wtargnął do willi. Morderstwa musiał dokonać ktoś z domowników. Po drugie, intencję zabicia miała tylko oskarżona. Krzyczę do was: To ona zabiła! Wszystko wokół mnie, drzewa brzuchowickich lasów, cegły tej nieszczęsnej willi, ściany sali sądowej, bruki uliczne, wszystko krzyczy: To ona zabiła! Kiedy pójdziecie Panowie do sali narad, nie będę się mógł oprzeć się tej strasznej wizji – poczołga się za wami duch niewinnej, zamordowanej dziewczynki. Nie odwracajcie od niej głowy. Patrzcie na nią. Podniesie ku wam szkielet swojej ręki i kością swojego palca wskaże tu – na ławę: To ona zabiła!”

Obrońca Gorgonowej, mecenas Axer odpowiedział:

„Stoi przede mną przeciwnik stokroć ode mnie mocniejszy, któremu nie jestem w stanie podołać: ślepa na światło prawdy, głucha na krzyk duszy ludzkiej, nie przystępna dla rzeczowych argumentów, zła, zimna opinia publiczna. Ulica wydała już wyrok na Ritę Gorgonową. Ale głos ulicy nigdy nie był głosem Boga. Głos ulicy był zawsze dziełem ludzi, mających w ręki instrumenty służące do grania na namiętnościach. Do wpływania na tłum. Do podburzania i podjudzania. Co sprawiło, że w sprawie Rity Gorgonowej rozszalały się namiętności ludzkie? Rozszalała się ślepa żądza zemsty? Co sprawiło, że krzyk ulicy zagłuszył głos sumienia i obalił zasady logicznego myślenia – zastanówcie się nad tym, Panowie Sędziowie. Wysoki Sądzie wnoszę o uniewinnienie oskarżonej.”

Pod koniec procesu obrońca ujawnił zaskakujący fakt. Gorgonowa była w ciąży! Stwierdziła również, że ojcem dziecka jest Henryk Zaremba, a poczęcie nastąpiło 24 grudnia 1931 roku na tydzień przed zamordowaniem Lusi. Zaremba stanowczo temu zaprzeczył i zapowiedział, że nie uzna dziecka.

Gorgonowa w ostatnim słowie powiedziała:

„Lusi nie kochałam, ale ją lubiłam. Co mi złego Lusia zrobiła? Jestem niewinna.”

Oskarżona Rita Gorgonowa ze swoim obrońcą adwokatem Mieczysławem Ettingerem

Mimo wielu wątpliwości oraz niepewnych dowodów, Sąd Okręgowy we Lwowie dnia 14 maja 1932 roku skazał Emilię Margeritę Gorgonową na karę śmierci przez powieszenie. Dziewięciu sędziów przysięgłych uznało oskarżoną za winną, trzech było innego zdania. Po tym wyroku opinia publiczna była wreszcie usatysfakcjonowana.

22 września 1932 w więzieniu Gorgonowa urodziła córkę Ewę. Zaremba wciąż uparcie twierdził, że to nie on jest ojcem dziecka, mimo, że data urodzin wskazała dokładnie 9 miesięcy od daty poczęcia, wskazanej przez Ritę. Odmówił też płacenia alimentów, więc córka otrzymała nazwisko panieńskie matki – Ilić.

WIZJA LOKALNA, CZYLI POWRÓT DO DOMU…

Obrońcy wnieśli skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego, który uchylił wyrok Sądu Okręgowego, ponieważ naruszone zostały przepisy postępowania poprzez odrzucenie wniosków obrony oraz zbyt ogólnikowe określenie czynu przypisywanego oskarżonej.

Rita z Kropelką w wagonie kolejowym w drodze na wizję lokalną

Drugi proces rozpoczął się 6 marca 1933 roku w Krakowie. Mecenas Axer przypuścił ostry atak na biegłych. Jego zdaniem ekspertyzy zostały wykonane niefachowo. Omawiano nawet brak badania znalezionego w kącie kału (według ludowych wierzeń sprawca wraca na miejsce zbrodni, a oddany tam kał ma uniemożliwić jego schwytanie). Stwierdził również, że mogą to być odchody psa, ponieważ nie przeprowadzono w tym kierunku żadnych analiz. Cały czas także rozpatrywano problem domniemanego narzędzia zbrodni – dżagana znalezionego na dnie basenu i braku na nim śladów krwi. Wówczas nie umiano jeszcze porównywać obrażeń jakie powstały na czaszce z konkretnym narzędziem. Postanowiono przeprowadzić również wizję lokalną w willi, gdzie doszło do morderstwa. Uczestniczyli w niej wszyscy domownicy, a wynik przeprowadzonych tam rekonstrukcji podważył większość materiału dowodowego.

W pierwszej kolejności sprawdzono, czy Staś mógł poznać, kto schował się za choinką. Mimo, że w sądzie zeznał, że ową tajemniczą postacią uciekającą przez werandę była na pewno Gorgonowa, to przy podobnym oświetleniu nie rozpoznał twarzy, chowającej się za choinką, podstawionej osoby. Nie rozpoznał również koloru koszuli nocnej, którą rzekomo widział w noc popełnienia morderstwa, gdy pokój oświetlała tylko jedna świeca. Pokazano mu dwie koszule – seledynową i białą. Stwierdził, że obie były seledynowe. Wątpliwości dostarczył również czas, którego potrzebowałaby Rita na ucieczkę zza choinki i przybiegnięcie do swojego łóżka (Zaremba zeznał, że gdy biegł do pokoju Lusi zaalarmowany przez Stasia, to minął pokój Gorgonowej i widział ją leżącą pod kołdrą). Od czasu ucieczki tajemniczej postaci do chwili krzyku Stasia i pojawienia się Gorgonowej w swoim pokoju, według śledczych minęło 20 sekund. Wizja lokalna wykazała niezbicie, że Gorgonowej przebiegnięcie od werandy dookoła domu i pojawienie się w łóżku zajęło około 50 sekund…

Willa Zaremby niedługo po morderstwie

Postanowiono również sprawdzić zeznania Zaremby dotyczące psa. Twierdził on, że pies zawsze szczeka na obcych i jest agresywny, tymczasem kiedy przedstawiciele sądu weszli na posesję, gdzie przebywało zwierzę, okazało się, że pies podbiegł do nich z machającym ogonem oznaczającym przyjazne zamiary. Nie szczekał i nie warczał, dał się nawet pogłaskać.

Na wracającą z wizji lokalnej w Brzuchowicach Gorgonową, czekał kilkutysięczny rozhisteryzowany tłum. Policja uratowała podsądną przed ukamienowaniem. Znane osobistości ówczesnej Polski: Irena Krzywicka, Stanisława Przybyszewska, Kazimierz Wierzyński, Witold Zechenter i Tadeusz Boy-Żeleński, domagały się uniewinnienia Gorgonowej z braku dostatecznych dowodów winy. Sąd jednak uznał ponownie Ritę za winną i tym razem skazał ją 8 lat więzienia, uznając, że zbrodnię popełniła pod wpływem silnego wzruszenia. Na jej niekorzyść przemawiał romans z żonatym mężczyzną, posiadanie nieślubnego dziecka. Dodatkowo była cudzoziemką, która uwiodła innego mężczyznę, a następnie zamordowała jego córkę, która nie zgadzała się na ten „nieetyczny i niemoralny związek”.

KŁAMCA STAŚ I INNE WĄTPLIWOŚCI…

Najbardziej zadziwiający jest fakt, że całe oskarżenie sformułowano na podstawie zeznań 14-letniego dziecka – Stasia Zaremby. Obrońcy sugerowali, że chłopak ma bujną wyobraźnię. Przeglądając akta sprawy w oczy od razu rzuca się fakt, że upiększał on swoje zeznania co chwilę. Przesłuchiwano go łącznie 9 razy i za każdym razem coś dodawał, a jego zeznanie różniły się od siebie istotnymi szczegółami. Na temat tajemniczej postaci schowanej za choinką, w pierwszym zeznaniu powiedział, że „była to osoba bezkształtna”, w drugim zeznaniu stwierdził, że „postać miała na sobie futro”, idąc z ogrodnikiem Kamińskim do posterunku żandarmerii mówił „widziałem go”, w rozmowie z dr Csalą – „widziałem ją”, w kolejnym przesłuchaniu powiedział, że postać „była podobna do Gorgonowej”, a ostatecznie, że „na pewno była to Gorgonowa”.

oskarżona Rita Gorgonowa i brat zamordowanej Elżbiety Lusi Zaremby – Stanisław Zaremba

Dziś wiele osób zajmujących się sprawą Gorgonowej, twierdzi wręcz, że to sam Staś mógł dokonać zbrodni. Nieletni młodzieniec z wrażenia, może popuścić mocz lub kał (stąd ślady w hallu). Ponadto był on dzieckiem matki chorej psychicznie, co uparcie powtarzali obrońcy. Podobno często lunatykował i budził się w różnych częściach domu.

Adwokat Chorwatki domagał się, by sprawdzono kiedy się urodził – czy przed wystąpieniem choroby matki czy już po. W wywiadzie udzielonym gazecie „Nowiny Codzienne” obrońca Axer powiedział, że ślady zakrwawionych dłoni zostawione na ścianie były małymi dłońmi i mogły należeć do 14-letniego dziecka. Gdy śladami zajęli się biegli, stwierdzili, że nie były to nawet dłonie Gorgonowej.

Dlaczego psa słyszał tylko Staś i to… w słuchawkach? On sam zeznał, że przed snem miał na uszach słuchawki i jak co wieczór słuchał radia. W takiej pozycji też usnął. Pies miał skowytać od strony basenu, pod oknem sypialni Zaremby, tymczasem Staś spał po drugiej stronie domu. Teoretycznie to własnie Zaremba powiniem usłyszeć skowyt. Dlaczego Staś po usłyszeniu psa nie poszedł na drugą stronę domu sprawdzić, co się dzieje, tylko udał się od razu do pokoju siostry? Rodzi się jeszcze jedno pytanie: po co Rita miałaby ogłuszać psa, skoro zwierzę na widok domowników zachowywało się cicho i spokojnie?

Jako narzędzie zbrodni jednogłośnie przyjęto dżagan znaleziony w basenie. Najcelniejszą ocenę tego dowodu przedstawił obrońca Gorgonowej w procesie krakowskim, mówiąc iż dżagan jest to tylko przedmiot znaleziony w basenie. Miał racje. Zdaniem biegłych:

„(…) trzy z czterech ran ofiary mogły być zadane tym przedmiotem, choć jest to wątpliwe, natomiast czwarta rana nie pasuje do tego narzędzia. Ciężar narzędzia przekraczał 4 kg, jego użycie musiałoby spowodować zmiażdżenie czaszki, nie rany jakie znaleziono na głowie denatki.”

Ponadto dżagan zaginął przed świętami. Jest mało prawdopodobne, żeby Gorgonowa go zabrała i przechowywała. Nasuwa się wniosek, że owe narzędzie nie ma nic wspólnego z morderstwem. Mógł wpaść komuś do basenu podczas rozbijania lodu. Jeśli nie dżagan, to co było narzędziem zbrodni i gdzie się podziało? Jest jeszcze jeden niejasny fakt: Staś gdy wszedł do pokoju siostry, spostrzegł, że leży ona we krwi i podniósł alarm.

Plan willy Zaremby

Według śledczych zajęło to około 20 sekund. Krzyki usłyszał ojciec, zerwał się z łóżka, wybiegł z pokoju, przebiegł przez pokój Gorgonowej, a ona już w nim była. Czyli ten krótki czas musiał wystarczyć jej na wybiegnięcie z werandy, zbiegnięcie do basenu, wyrzucenie dżagana (tutaj kolejny drobny szczegół – w basenie były ślady stóp biegnących tam i z powrotem, jakby szukających czegoś), dalej – dobiegnięcie do małej werandy swojego pokoju, szamotanie się z drzwiami, wybicie szybki, wbiegnięcie do pokoju i dopiero w tym momencie przechodził przez niego Zaremba. Wybicie szybki w drzwiach musiało zatem nastąpić przed krzykami Stasia, zanim wstał Zaremba. Wątpliwe, żeby nie obudził się od dźwięku tłuczonego szkła, które przecież słyszał Staś, stojący w hallu po drugiej stronie domu.

Porzucona w basenie świeca też może dziwić – noc była jasna od śniegu, morderca nie potrzebowałby świecy, tak jak nie potrzebował jej Zaremba wybiegający z pokoju i przechodzący się przez trzy pomieszczenia…

„JA NIE MAM MATKI!”

Bydgoszcz, Fordon – Zakład Karny

Po procesie i wyroku skazującym Ritę Gorgonową przetransportowano z dzieckiem do więzienia kobiecego w Fordonie pod Bydgoszczą. Ewa, zwana „Kropelką” (gdyż jak Rita sama mówiła – do poczęcia wystarczy jedynie kropelka) przebywała w żłobku, ale często przynoszono ją do celi matki. Skazana kobieta była bliska podpisania z filmowcami amerykańskimi umowy o prawo sfilmowania jej biografii. Amerykanów jednak interesowało przede wszystkim jej uniewinnienie. Po wyroku skazującym, już więcej się do niej nie odezwali.

W Fordonie wyrabiała maty i kilimy. Prawie z nikim nie utrzymywała kontaktów. Jednym z nielicznych odwiedzających był mecenas Maurycy Axer, który podczas dwóch procesów bronił jej za darmo. Pisała niego:

„Jestem przygotowana do tego, że przyjdzie mi cały wyrok spędzić w więzieniu… Co się tyczy mojego dziecka, to jest ono w żłobku więziennym. Chowa się zdrowo. Nie wiem, gdzie je mam umieścić po upływie terminu wyznaczonego przez regulamin więzienny.”

Rita Gorgonowa z córką w więziennej celi

Gorgonowa cały czas zabiegała o przeprowadzenie apelacji swojego wyroku i wcześniejsze zwolnienie z więzienia. 3 września 1939 roku (dwa dni po wybuchu wojny), na mocy amnestii, darowano jej pozostałą karę i opuściła więzienie. Zamieszkała w Warszawie przy ul. Czerniakowskiej – w schronisku dla uchodźców, potem w klasztorze sióstr Nazaretanek. Rozpoznawano ją na ulicy i wyzywano. Na zaczepki odpowiadała:

„Jestem niewinna, a jeśli nawet byłabym, to już za to odcierpiałam.”

Udała się na Żoliborz do willi Zaremby. Jego druga żona przyjęła ją niechętnie, a Romusia, dziecko Zaremby i Gorgonowej, zwróciła się do niej ze słowami: „Ja nie mam matki!”.

Świadek Józef Kamiński, ogrodnik w domu architekta Henryka Zaremby podczas procesu

Legenda sensacyjnego procesu odżyła tuż po wojnie. Uporczywie powtarzano pogłoskę, że Gorgonową skazano niewinnie i wkrótce odbędzie się rozprawa rehabilitacyjna. 20 i 22 kwietnia 1949 r. w „Echu Krakowskim” Stefania Szatkowska informowała czytelników, że Józef Kamiński, ogrodnik Henryka Zaremby, przyznał się na łożu śmierci, przed księdzem i dwoma świadkami, że zabił Lusię Zarembiankę, a Rozalia Kamińska, dowiadując się o tym zdarzeniu, z rozpaczy postradała zmysły.

Informacja ta okazała się nieprawdziwa, gdyż ogrodnik żył i miał się dobrze. Rozalia i Józef Kamińscy wnieśli oskarżenie o zniesławienie do Sądu Okręgowego w Krakowie przeciwko Stefanii Szatkowskiej, Józefowi Różańskiemu i Ryszardowi Wojnie. Sprawę wygrali…

Rita Gorgonowa znalazła się podczas okupacji w tragicznej sytuacji. Nie posiadała mieszkania, zawodu, pieniędzy, była osamotniona. Trudniła się dorywczym handlem pod Halą Mirowską. Jej dalsze losy są nieznane. W czasie powstania warszawskiego zginęło około 200 tysięcy warszawiaków – cywili. Czy Gorgonowa znalazła śmierć wśród nich? Tego dziś nie sposób ustalić. Mogła również zostać zesłana do obozu pracy lub obozu koncentracyjnego. Jej córki twierdziły, że Gorgonowa jednak przeżyła wojnę. Podobno widywano ją na Dolnym Śląsku, Wrocławiu i Łodzi. Pojawiły się plotki, że wyemigrowała z kraju. Miała wyjechać do Jugosławii, Rumunii lub do Ameryki Południowej. Doniesienia te nigdy nie znalazły potwierdzenia. Rita przepadła bez śladu…

Staś Zaremba studiował na politechnice, zginął w 1939 roku w górach, zasypany przez lawinę. Henryk Zaremba zmarł w 1954 roku. Ewa nigdy nie zobaczyła swojego ojca.

Na podstawie historii tej zbrodni Janusz Majewski nakręcił w 1977 roku film „Sprawa Gorgonowej” z Ewą Dałkowską w roli głównej.

POSTSCRIPTUM…

W 2014 roku rodzina Rity Gorgonowej (córka Ewa i wnuczka Margarita Ilić-Lisowska) zapowiedziały próbę wznowienia procesu i rewizji wyroku skazującego. Nowy proces ma wykazać ponad wszelką wątpliwość słabość materiału dowodowego w procesie poszlakowym oraz fakt wpłynięcia na sąd panującej wtedy atmosfery linczu, w jakiej był wydany wyrok.

Corka i wnuczka Rity Gorgonowej Ewa Ilić i Margarita Ilić Lisowska

Adwokatem rodziny jest Michał Olechnowicz, który chce powołać zespół ekspertów mających dokonać rekonstrukcji zbrodni. Przejrzał on prawie dwa tysiące stron akt sądowych i to właśnie na ich podstawie postara się zakwestionować wyrok skazujący z roku 1933.

Dodaje, że zamierza sprawdzić, czy obrażenia jakie odniosła Lusia Zarembianka rzeczywiście mogła zadać kobieta i czy profil psychologiczny Gorgonowej pozwalałby na tak brutalny mord. Chce też wyjaśnić okoliczności podobnej zbrodni, która kilka tygodni wcześniej wydarzyła się niedaleko Brzuchowic.

Rodzi się tylko pytanie, czy jego wiara i zaangażowanie umożliwi dotarcie do prawdy? Rodzina Gorgonowej wierzy, że nigdy nie jest za późno by oddać sprawiedliwość ofiarom.

Kimkolwiek by one nie były…

Źródło; wmrokuhistorii.blogspot

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.