Sanatorium miłości… Himmlera

Podróżując po Dolnym Śląsku, nietrudno otrzeć się o jego tajemnice. Jedną z nich jest nieco zapomniany, neogotycki gmach z czerwonej cegły w Mokrzeszowie, niewielkiej wsi w powiecie świdnickim. To tu w latach 1883-1886 za sprawą  właściciela dóbr w Mokrzeszowie Constantina Josefa Victora von Jacobi Klöst, który przekazał w testamencie ziemię i fundusze na budowę szpitala Zakonu Kawalerów Maltańskich zwanych również joannitami, szpitalnikami bądź też rycerzami świętojańskimi. Zgodnie z powołaniem zakonu bracia mieli nieść pomoc humanitarną wszystkim potrzebującym.

Szpital w latach swojej świetności (1912 r. – ze zbiorów Waldemara Krynickiego)

Nowy szpital mieścił pod swoim dachem przeszło 85 łóżek, posiadał również własną kaplicę.Przyjmowanych tu było kilkuset pacjentów rocznie, w tym także umysłowo chorych. Podczas I wojny światowej szpital pełnił funkcję lazaretu dla rannych żołnierzy. Niestety, po kilkunastu latach działalności, wobec braku wykwalifikowanych kadr i zakonników do prowadzenia szpitala, placówka zaczęła mieć coraz większe problemy finansowe. W końcu Kawalerowie sprzedali obiekt bogatemu kupcowi żydowskiemu, a sami opuścili Kunzendorf. W latach 30. XX wieku dotychczasowy właściciel postanowił wyjechać, ratując się w ten sposób przed szykanami ze strony niemieckich władz, zabierając przy okazji najcenniejsze wyposażenie pałacu.

To co się działo w Mokrzeszowie w latach II wojny światowej jest jedną z wielu niewyjaśnionych zagadek III Rzeszy. W grudniu 1935 roku do życia zostaje powołana organizacja  Lebensborn – Źródło Życia, której niejako ojcem chrzestnym został Reichsführer SS  Heinrich Himmler. Instytucja miała na celu opiekę  nad „czysto rasowymi” samotnymi matkami z dziećmi, spłodzonymi przez członków SS – nie przypadkowo…

Po zakończeniu I i po wybuchu II wojny światowej Niemcy miały problem z utrzymaniem znacznego przyrostu naturalnego, większość mężczyzn walczyła na froncie więc prokreacja była niemożliwa, ci którzy zginęli podczas walk pozostawili owdowiałe kobiety. By zwiększyć przyrost naturalny, zaczęto namawiać obywateli do kontaktów pozamałżeńskich, chciano również wprowadzić i zalegalizować wielożeństwo. Zdaniem „ojca narodu” drugą żonę mógł posiadać oficer SS – kawaler Krzyża Rycerskiego.

Wbrew dotychczasowym prawom i zwyczajom wszystkie niemieckie dziewczęta i kobiety powinny zostać matkami dzieci funkcjonariuszy SS. Opiekę nad pozamałżeńskimi dziećmi poległych na wojnie obejmą w imieniu Reichsfuhrera SS kuratorzy.

Himmler zafascynowany germańską starożytnością, wierzył że jego naród jest kontynuatorem pragermańskiej nordyckiej cywilizacji, jedynej i faktycznej białej rasy – rasy panów! Dla Himmlera, który podobnie jak i pozostali przywódcy nazistowscy wierzyli w ten mit, Lebensborn otwierało możliwość odtworzenia dawnego ładu i porządku. Hitler planował ekspansję, która miała podzielić świat na udoskonalonych genetycznie aryjczyków i narody im służące, zalecił aby każda kobieta między 20 a 30 rokiem życia udała się do ośrodka Lebensborn, gdzie wybierze jednego z kilku esesmanów, na ojca swojego dziecka.

Dem Fuhrer ein Kind schecken – podarować wodzowi dziecko!

Podaruj wodzowi dziecko…

W pierwszych latach funkcjonowania „wylęgarni aryjczyków” najwięcej trafiało tam wdów z dzieckiem i młodych Niemek które „przysporzyły sobie kłopotu”. Otaczając opieki matki z nieślubnymi dziećmi chciano zapobiec nielegalnym aborcjom. Były to czasy w których -mimo – niżu demograficznego na niezamężne  kobiety z dzieckiem patrzono… krzywym okiem. Kuszone licznymi wygodami, fachową opieką lekarską, jak również poczuciem bezpieczeństwa, licznie przybywały do placówek Źródła Życia. Wiele kobiet w III Rzeszy otumanionych nazistowską ideologią, dosłownie chciały rodzić dzieci… Hitlera! Kończyło się na blond esesmanie o niebieskich oczach… Zasłużone niemieckie matki były odznaczane Krzyżem Honorowym – brązowym za urodzenie 4-5 dzieci, srebrnym za 6-7 dzieci i złotym za ośmioro i więcej dzieci… Oprócz tego miały wiele innych przywilejów.

Każdy esesman miał obowiązek spłodzić co najmniej czworo małych nadludzi. Do projektu byli angażowani również inni członkowie elitarnych jednostek, musieli jednak udowodnić „czystość krwi”. Po szeregu badań i ekspertyz mogli „dopełnić” swojego obowiązku, nie musiano ich szczególnie namawiać… Lebensborn oferowało seks bez większych zobowiązań, bez konsekwencji, anonimowość.

Wiadomo, że jeden z takich ośrodków Lebensborn mieścił się także w Mokrzeszowie. Wiedzą o nim współcześni mieszkańcy wsi.

„Tak było, do dziś się o tym mówi. Choć ta historia nie wzbudza u nas sensacji, po prostu tak miało być.

Przed wojną i w jej trakcie Mokrzeszów był niemiecki, to i dzieci się niemieckie rodziły…

Ta kobieta, autochtonka opowiadała jak tu dużo było obcych dziewcząt i chłopaków w mundurach.

Wszyscy postawni, zdrowi, spacerowali razem z dziewczynami po wsi. I że dzieci się rodziły, ale później tych dzieci nie było, i tak w koło te dziewczyny z żołnierzami. Tam nie wpuszczano ludzi ze wsi, opowiadała.

Później przyjechaliśmy my, a na zamku byli Rosjanie, strach tam było chodzić, rodzice nam zakazywali bo mówili że ruskie to dzieci porywają. Po Niemcach był cmentarz, do tej pory są mogiły. Później funkcjonowała tam szkoła i internat, ale to wszystko przenieśli do pałacu, tam dalej i nowe budynki postawili. A zamek gmina sprzedała Niemcowi. Przyjechał, oglądał, obiecywał że hotel będzie robił, to dobrze bo młodzi by prace mieli, ale to dawno już było, ten Niemiec dach miała remontować, a cały czas siedział w piwnicy, nawet w nocy, jeszcze jeden mężczyzna mu pomagał, duży samochód mieli, załadowali go czymś i wyjechali i tyle ich widzieliśmy. Nawet listy gończe za nimi słano, ale zapadli się pod ziemię. Piwnice były przekopane i ściany rozkute, oni coś tam znaleźli.

Jak ludzie zaczęli rozkradać tu wszystko w zamku, to taki od nas poszedł i pilnował tego co zostało, a może zmówił się z tym Niemcem, ale on już nie żyje. Siedział tam dzień i noc, obcych odganiał, sprzątał tam trochę. Teraz wszystko się zawali. Chyba, że Gmina o to zadba.

Kiedyś przyjechał taki doktor z Niemiec i szukał grobów, pracował tutaj na cmentarzu, gdzie teraz stoimy, dużo znalazł.”

W 2010 roku media obiega informacja, która potwierdziła autentyczność historii o Źródle Życia w Mokrzeszowie. Z inicjatywy Niemieckiego Ludowego Związku Opieki nad Grobami Wojennymi z Kassel, zostały rozpoczęte prace na cmentarzu, celem odnalezienia mogił wojennych. Oprócz szczątków około 40 żołnierzy w przedziale wiekowym 25-30, odnaleziono również szczątki nastoletnich chłopców, członków organizacji Hitlerjugend, oraz mogiłę trzech kobiet, które w dniu śmierci miały około 20-30 lat i co najdziwniejsze wszystkie zmarły tuż po porodzie, na co wskazywał układ miednicy.

Chociaż możemy się domyślać co działo się w Mokrzeszowie, znając historię innych, podobnych ośrodków, dawny szpital joannitów nadal kryje wiele tajemnic.

Anna Czarna

Dawny szpital w Mokrzeszowie, w okresie II Wojny Światowej Ośrodek Lebensborn
Stary poniemiecki cmentarz nieopodal dawnego szpitala
co się działo w pałacu podczas wojny…
chodząc po wnętrzach opuszczonego pałacu
od kilkunastu lat pałac nie ma szczęścia i gospodarza z prawdziwego zdarzenia
Krzyż Zakonu Kawalerów Maltańskich

Czytaj też:

Niezwykły Dolny Śląsk „Fabryka” idealnych, aryjskich dzieci Hitlera.

Niezwykły Dolny Śląsk „Fabryka” idealnych, aryjskich dzieci Hitlera.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.