Wyszukany Skarb – Alicja Kliber

Było to przed wieloma laty, i  nawet najstarsi mieszkańcy Gór Sowich, Eulengebirge, Soví hory tego nie pamiętają. Nie wiadomo nawet w jakim języku ludzie wtedy tu mówili, bo ziemie te często zmieniały właścicieli i nazwy. Tylko mieszkańcy wiosek wiedli zwyczajne życie wyznaczane biciem dzwonów,porami roku, uprawą roli, wypasaniem bydła, zbieraniem grzybów i wędrowaniem po górskich łąkach.


Widok w stronę Wielkiej Sowy 

Pewnego dnia górską kamienistą drogą w stronę lasu i ostatniej chaty w niewielkiej osadzie, szła powoli kobieta. Choć niosła naręcze traw, ziół i gałęzi, szła wyprostowana z podniesioną głową,  przeskakiwała nawet czasem co większe kamienie, jakby to co niosła nie było dla niej żadnym ciężarem. Przed nią, a czasem obok biegł, na swoich krótkich łapkach mały piesek. Czasem na drodze spotykała kogoś z sąsiednich wsi, czasem z sąsiednich dworów. Znali się tu wszyscy, pozdrawiali i  każdy szedł lub jechał w swoją stronę.

Tego dnia idącą kobietę z psem mijała kareta zaprzęgnięta w cztery konie, piękna, biała ze złoconymi łańcuchami. Konie ubrane w odświętne uprzęże. Stangret także w stroju paradnym. Kobieta zatrzymała się i patrzyła na zbliżający się powóz. Chyba nigdy nie widziała go  po tej stronie gór. Tu takie powozy nie przyjeżdżają. Po drugiej stronie są bogate dwory, możni ludzie. Pewnie ktoś zabłądził i nie skręcił w drogę w którą powinien.

Kareta podskakiwała na kamieniach, konie rżały i widać było że nie czują się pewnie na tej drodze. Spod końskich podków i żelaznych obręczy kół od czasu do czasu strzelały iskry. Mały czarny pies z  zaciekawieniem oglądał to zjawisko, nie wiedząc czy stać w miejscu, uciekać, czy atakować konie ciągnące dziwny wóz.

Nagle pierwszy koń potknął się i wystraszył  pozostałe, stangreta i psa. Kareta zachwiała się na kamieniach i z hukiem wielkie koło potoczyło się do rowu. Oś karety szorowała po kamieniach, rozsypując złote iskry i wzbijając chmurę piachu.


W dole Glinno

– Prrrrr – krzyknął stangret powstrzymując konie – Kobieto! Przez Ciebie i psa o mało co nasz Pan nie wpadł do rowu. Nie wiesz że schodzi się z drogi, kiedy ktoś jedzie – wykrzykiwał czerwony ze  złości-  zaraz dostaniesz batem to zapamiętasz.

– Przecież szłam łąką, a pies stał daleko od drogi – odpowiedziała hardo kobieta, odkładając naręcze ziół – tam w lesie droga opada stromo w dół, byłoby niebezpiecznie. Tam nie tylko koło ale  i kareta z Panem byłaby w rowie.

– Zamilcz głupia babo, nie  będziesz mnie uczyć – warknął stangret.

W tym momencie z przekrzywionej karety wyjrzał mężczyzna dworsko  ubrany, ale z miną jeszcze surowszą niż woźnica.

– Co narobiłaś? Ty ze snopkiem śmieci i Twój kundel wystraszyliście konie i oś pękła. Zapłacisz mi za to! Ale czym Ty możesz zapłacić? Ty nawet w życiu dukata nie widziałaś!- wyrzucił z siebie jednym tchem właściciel karety- Biegnij zaraz do wsi i niech tu przyjedzie kowal, zabierze koło i oś do naprawy – krzyczał  – ja pojadę dalej konno – powiedział już bardziej do siebie – Ale zapłacisz mi za to!  Jak Cię zwą?

– Klementyna – odpowiedziała.

– Klementyna i jak dalej? – pytał woźnica.

– Klementyna i koniec. Tylko ja w całej okolicy mam tak na imię-  odpowiedziała już mniej hardo.

– Znasz dwór w Heinrichau? Jutro bądź tam w południe. Pomyśl jak zapłacisz mi za szkodę – powiedział surowo ubrany po dworsku Pan, wsiadając na osiodłanego już konia.

Kobieta zostawiła swój snopek ziół i ze spuszczoną głową zawróciła w stronę wsi.


Karczma Bełty w Glinnie (https://polska-org.pl)

Słonce już przedzierało się przez zasłony w gościnnym pokoju dworu. Pan jeszcze nie wstawał. Przypominał sobie sen który jeszcze nie tak dawno wypełniał jego odpoczynek. Dziwny był to sen! Śniła mu się wieśniaczka, przez którą miał problemy na drodze. Przyszła zapłacić mu za szkodę. Stała na środku podwórza przy usypanej górze  złotych monet.  

– To moja zapłata za uszkodzoną karetę – rzekła.

Podszedł i wziął w dłoń mieniący się w słońcu złoty krążek.

Lecz ten najpierw zamienił się w złoty piasek, potem pył, a potem wiatr rozwiał go nad butami zdziwionego Pana. Wziął do ręki następny… i następny… i następny.

Kościół w Glinnie

– Co to jest, co mi przyniosłaś?- krzyknął trochę w złości, a bardziej w zdziwieniu…

– Przyniosłam Ci zapłatę – odpowiedziała – a co z nią zrobisz, to już Twoja  sprawa – Wszyscy widzą górę złota, którą Ci przyniosłam. Wypłaciłam się.

Dziwny sen, pomyślał i już  ubrany poszedł na śniadanie. Przez otwarte drzwi  na ganku spostrzegł wieśniaczkę z kundlem, która miała zapłacić za uszkodzoną karetę. Stała na środku podwórza w pełnym słońcu, w długiej do ziemi spódnicy, w zwyczajnym chłopskim kapeluszu na głowie, nie w chustce… w kapeluszu. Nie widział góry złotych monet. Odetchnął. A ponieważ miał  dobry humor, z ciekawością pomyślał jak ta dziwna, harda wieśniaczka zamierza zapłacić za jego szkodę, ta … jak jej tam? Klementyna. Niech czeka – pomyślał i poszedł na śniadanie – spojrzał jeszcze na wzgórze ponad dworem – piękne lato – pomyślał.  

Było już dobrze po południu. Wino obiadowe poprawiło Panu humor, więc przywołał do schodów ganku czekającą kilka godzin wieśniaczkę. Nie chciał przedłużać rozmowy, bo czekał na zapowiedzianą partyjkę kart i cygara.

-Wiesz co kobieto? Daruję Ci zapłatę, ale pod warunkiem, że mnie czymś zaskoczysz. Pomyśl! Jutro przyjdź tu w południe i chcę być czymś zadziwiony. Pamiętaj jednak, byłem prawie wszędzie i widziałem prawie wszystko. Trudno mnie zaskoczyć.

– Dobrze – odpowiedziała i zawróciła  w stronę lasu.

Następny dzień był jeszcze piękniejszy. Było już prawie południe, ale wieśniaczka z psem nie pojawiła się. Właściciel naprawionej już karety wyszedł na ganek, szykując się do odjazdu, złościł się na siebie, że zaufał dziwnej kobiecie, a ona sobie z niego zakpiła. Dzwon na wieży kościelnej oznajmił południe dzwoniąc na „Anioł Pański”, a od łąk wiatr przywiał słodki zapach ziół i miodu. Usłyszał szczekanie psa. Wieśniaczka wchodziła bramą od pól. Pies który widział Pana już po raz trzeci, wyraźnie ucieszył się, na jego widok, traktując jak przyjaciela.

– Wybacz Panie że musiałeś na mnie chwilę poczekać – ale w nocy nie spałam, chodziłam po górach żeby wybrać najbardziej godną Ciebie zapłatę za szkodę – nie dała dojść do słowa.

– I co wybrałaś? Nie mam wiele czasu – zaraz jadę, a przede mną daleka droga.

– Choć ze mną na to wzgórze. To blisko – powiedziała tajemniczo.

Pan, pokręcił głową i machnąwszy ręką zaczął wspinać się polną drogą na pobliskie wzgórze. Miał jeszcze w zapasie godzinę, droga nie będzie trudna, bo pogoda piękna, a jego ciekawość zapłaty rosła z każdą chwilą i każdym krokiem w kierunku szczytu. Kobieta cicho szła za nim, tylko pies raz podbiegał do Pana i wracał do niej, to wypłoszył z trawy przepiórkę, albo gonił motyle.   

Kiedy zbliżyli się do szczytu wzgórza. Kobieta odezwała się pierwszy raz od wyjścia z podwórza.

-To tutaj –  rzekła.

Zatrzymał się zdumiony, bo niczego tam nie było. Jakaś stara jarzębina, łąki i droga która biegła dalej w dół. Nie wiedział czego ma się spodziewać i na co patrzeć.  Był trochę zmęczony, bo choć to nie daleko, to jednak odwykł od chodzenia piechotą. Kiedyś było inaczej…

Kobieta stała obok, nie czując zmęczenia. Zdążyła jeszcze po drodze nazbierać naręcze pachnących ziół.

– Panie rozejrzyj się – powiedziała i przysłoniła oczy dłonią –  Tu w stronę słońca jest największa i najbliższa nasza góra, Hohe Eule na nią mówimy.  W dole dwór, kościół, a dalej następne pasmo wzgórz, a za nim w dworach mieszkają ludzie do których przyjeżdżasz, możesz jechać tą drogą jak wstążeczka. Będziesz miał bliżej. Tam kareta będzie bezpieczna. A teraz spójrz w drugą stronę! Widzisz miasta i wioski, pewnie je znasz, ale tu nigdy nie trafiłbyś  i stąd nigdy  ich nie zobaczył. Za tą wielką górą jest Breslau, poniżej równiny urodzajne i rzeki pełne ryb, lasy pełne zwierza i miodu, a łąki pachnące leczniczymi ziołami. Tam w prawo gdzie prawie oczy nie widzą są wielkie góry, takie ze śniegiem na szczytach nawet w ciepłe lato. Tam już jest koniec naszego świata. Kiedy będziesz tu nocą, to wielkie gwiazdy będą dotykać prawie Twojego kapelusza. Wiosną łąki będą jak szmaragdy, jak te zielone kamienie przywożone z zamorskich krajów. Latem wszystko będzie złote, jak najprawdziwszy kruszec i pachnące jak dziś miodem i koniczyną. Jesienią ten obraz będzie pełen brzęczącej miedzi, ciepły od rozgrzanych słońcem buczynowych liści, które tu przywieje wiatr.  A zimą pełen rozsypanych diamentów, błękitny od ich chłodnego blasku – powiedziała jednym tchem i zamilkła.

Widok w stronę Ślęży

Musiał przyznać, było tu pięknie. Po chwili zamknął oczy wyobrażając sobie pory roku i widoki o których mówiła kobieta.

– Wypłaciłaś się. A co tam jest? – zapytał otwierając oczy…

Rozejrzał się wokół, ale nie było już kobiety z psem, tylko pachniała wiązka ziół pozostawiona na drodze.

– No tak!  Taka zapłata mi wystarczy – pomyślał. Będę tu wracał. Chcę oglądać  ten widok o każdej porze roku.

Po chwili wracał już sam ze wzgórza. Zapytał we wsi o kobietę, zielarkę  nazywaną Klementyną, ale nikt jej nie znał. Nikt nie widział tu dziwnej kobiety z naręczem ziół i psem.


Można przypuszczać, że była to siedziba zarządcy miejscowych dóbr wiejskich lub dwór sołtysi. Powstał najpóźniej za czasów własności wsi przez Zigmunda Czettritza (1694-1728), gdy Glinno objęto Urbarzem piwnym, ponieważ posiada typową piwniczkę piwowarską.

Kiedy tylko przyjeżdżał w tę okolicę, wychodził na wzgórze, rozglądał się. Nigdy więcej już nie spotkał tajemniczej kobiety, która pokazała mu to miejsce, tylko zioła mocno pachniały na szczycie wzgórza. Było tak  o każdej porze roku, nawet zimą.

Na tym wzgórzu  był skarb, który otrzymał jako zapłatę. Mógł go oglądać do woli, ale tylko w tym miejscu. Od tego czasu piękne górskie widoki ludzie nazywają „Złotym widokiem”, bo nikt nie może go zabrać ze sobą, tak jak właściciel karety, nie może zabrać usypanej  góry złota na podwórzu. Tej ze swojego snu.

Legendą opisuję żółty szlak od Karczmy Bełty w Glinnie, prowadzący w stronę Kroackiej Studzienki, ale na krótki spacer warto wejść tylko na wzgórze. O każdej porze roku  jest tam inaczej.  

autor: Alicja Kliber, styczeń 2019

 

Więcej świetnych wpisów i zdjęć traktujących o historii Dolnego Śląska znajdziecie na blogu Alicji:

>>>Plecak z mapą, kompasem i książką do historii<<<

gorąco polecamy

Tropiciele Historii

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.